Prośby do posła N.

W programach radiowych i telewizyjnych, w których goszczą gronka polityków, panuje zazwyczaj bardzo dobry nastrój. Na zmianę ze złośliwościami i inwektywami strzelają dowcipy i rozlega się śmiech, a słuchacz czy widz ma wrażenie, że wszyscy są zadowoleni niezależnie od poruszanych tematów. I dlatego gdy wkracza w tę atmosferę temat bolesny i niedający się obrócić ani w żart, ani w awanturę polityczną, wywołany przez uczestników zgrzyt staje się nie do zniesienia.
Czyta się kilka minut

Tak było ostatnio. Nie do zniesienia stało się wysłuchiwanie tego, co z taką łatwością mówiło wielu polityków. Sytuuję ich wszystkich pod symboliczną literą N. i traktuję jako jedną osobę. I proszę:

Po pierwsze, nie rozprawiać o sumieniu żywego człowieka nazywanego z imienia i nazwiska. Nie ma Pan do tego prawa. Zwłaszcza wtedy, gdy występuje Pan jako reprezentant całego świata wartości zasługujących na najniższy pokłon. Sąd nad cudzym sumieniem jest tego świata zaprzeczeniem.

Po drugie, nie wołać tak głośno o zagrożeniu wolności słowa, stanowiącej pono dla Pana wartość omal najwyższą. Od zawsze także słowo objęte było odpowiedzialnością, jak każde inne ludzkie działanie. I tak ma być. To prawda: z sali sądowej, o której Pan mówił teraz, po werdykcie rozległy się skandowania "precz z cenzurą". Ale przecież dopiero co był Pan na innej sali, gdzie tacy sami obrońcy skandowali poparcie dla oskarżyciela, bo to on upominał się o krzywdę przez słowo.

I po trzecie wreszcie: może zdoła się Pan zastanowić, czy nie najuczciwiej byłoby w tej tragicznej i bolesnej sprawie, jak we wszystkich podobnych dotąd i na przyszłość, zacząć pytać przede wszystkim: a kto tam pospieszył z pomocą, w porę, zanim jeszcze stało się, co się stało? Był ktoś taki? Będzie także na przyszłość?

Bo kiedy mówimy o próbie heroizmu, jakiej poddany zostaje nasz bliźni - jeśli w ogóle mamy odwagę mówić (bo wcale nie zawsze należy) - to najmniej nadaje się do tego medialny spektakl, na co dzień przypominający raczej mecz w ping--ponga, a wśród tych, co potrafią stanąć obok i nie zranić, ale wyciągnąć rękę z pomocą, najskuteczniej uczyni to współczujący pasterz. Może nawet milczący, ale za to umiejący słuchać.

Nie Pan.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”