Pragnienie największe

O niepłodności należy mówić ostrożnie. Nieprzemyślanym słowem można zranić człowieka i tak już obolałego.

Reklama

Pragnienie największe

Pragnienie największe

11.02.2019
Czyta się kilka minut
O niepłodności należy mówić ostrożnie. Nieprzemyślanym słowem można zranić człowieka i tak już obolałego.
J

Jak wielkie może być pragnienie własnego dziecka, nie jest w stanie pojąć ten, kto tego nie doświadczył. Siostra Barbara Chyrowicz, kierownik Katedry Etyki Szczegółowej KUL, napisała: „To naturalne pragnienie. I jakkolwiek świadomi jesteśmy tego, że biologiczne rodzicielstwo to nie wszystko, i wskazać można szereg przykładów, w których biologiczni rodzice nie przekazali dziecku niczego więcej prócz życia, a rodzice adopcyjni wszystko prócz życia, to nie może być to powodem do odrzucania wagi biologicznego rodzicielstwa”.

Temat niepłodności i jej leczenia jest więc delikatny i dlatego podjęcie go w formie rzeczowego raportu wydaje się jak najbardziej właściwe. Raport, wolny od moralnych ocen i etyczno-metafizycznych naświetleń, jest konfrontacją ze stanem rzeczy w obszarze życia niesłychanie ważnym dla ok. 600 tys. par. Rzeczowość informacji okazuje się bardziej wstrząsająca od...

4621

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

czyż prosta operacja na przykład wyrostka robaczkowego, nie mówiąc o przeszczepach itede - nie jest identycznym jak we wspomnianej instrukcji Kongregacji "powierzeniem życia [i to osoby narodzonej i w pełni świadomej] w ręce osób trzecich"? no faktycznie, niepojęte zawijasy - i na pewno nie tylko dla niewierzących, ale dla każdego rozumnego, proszę księdza... a jeśli już je cokolwiek tłumaczy, to myślę, że chęć za wszelką cenę utrzymania i sprawowania władzy i kontroli nad sferą życia seksualnego owieczek - odrębna kwestia, do czego ta władza i kontrola potrzebne...

że nie mam ugruntowanego zdania w tej sprawie, jednak dostrzegam pewną wyraźną różnicę pomiędzy zabiegiem in vitro a operacją wyrostka robaczkowego. Otóż w zabiegu in vitro małżonkowie dopuszczają osoby postronne do aktu poczęcia, który z założenia powinien być intymny. Oczywiście można krytykować to założenie, ale równie dobrze da się je sensownie uzasadnić. Tymczasem w zwykłych operacjach medycznych intymność ma odmienny charakter, ponieważ: po pierwsze - dotyczy życia już poczętego, po drugie - dotyczy bezpośrednio tylko jednej osoby. Zatem łatwo sobie wyobrazić, że traktowanie tych przypadków może być skrajnie odmienne. Pomijam tutaj inne wątki, nie mniej ważne dla osób wierzących, ponieważ ten wskazany nie musi odwoływać się do Boga. Niepojęte zawijasy? Każdy sądzi po sobie :) Pozdrawiam serdecznie Szanownego Pana.

założenie oczywiście dyskusyjne, a sama procedura zapłodnienia in vitro bynajmniej nie narusza sfery intymnej rodziców - ot, pod mikroskopem, mikromanipulatory, fotel ginekologiczny, są różne warianty - ale skoro Pan ma wątpliwości, dla kalibracji poglądów na intymność polecam kolonoskopię na przykład [dywagacje "dotyczy poczętego" itede to już jednak czysta demagogia ideologiczna...]

przede mną, ale gastroskopia już za mną :) Muszę doprecyzować pojęcie intymności. Otóż dla mnie intymność małżonków zostaje naruszona przez fakt, że na akt poczęcia mają istotny wpływ osoby postronne. I, jak wcześniej napisałem, można dyskutować, czy udział tych osób w zabiegu in vitro rzeczywiście narusza tę intymność. Póki co, uważam że narusza. Natomiast nie jest "czystą demagogią ideologiczną", że uznaję za istotne, czy zabieg dotyczy zwiększenia szans na powstanie nowego życia, czy zwiększenia szans na podtrzymanie życia istniejącego. Nie wiem skąd u Szanownego Pana taki pomysł? Przecież łatwo sobie wyobrazić sytuacje, w których trzeba rozróżnić te przypadki, żeby właściwie zareagować np. na ewentualne negatywne skutki zabiegu. Pozdrawiam serdecznie Szanownego Pana.

tłumaczę, nawet dentysta narusza nasza intymność, bo nawet siedzieć z rozdziawioną próchniczą gębą przed obcym to z satysfakcją jedynie patologiczny ekshibicjonista może, o kolonoskopii już nie warto się rozpisywać - a skoro wchodzimy w szczegóły, to przecież nawet ta operacja wyrostka zwiększa szanse na powstanie nowego życia, trup wszak się już nie rozmnoży - rozmanażanie to jedna z wielu istotnych funkcji życiowych człowieka, nie widzę absolutnie żadnego - poza demagogią ideologiczną właśnie - powodu, by tę akurat obejmować jakimkolwiek tabu i odmawiać ludziom prawa do korzystania z medycznej czy technologicznej pomocy przy jej korygowaniu czy leczeniu, tyle

mój komentarz dla Pani Magdaleny77. Częściowo odpowiadam tam na Pana ostatni wpis. Jestem przekonany, że należy się zastanawiać, czy korzystać z takiej czy innej interwencji medycznej. Zwłaszcza, gdy nie ma się wystarczającej wiedzy o możliwych skutkach interwencji. Z drugiej strony zgadzam się, że nie powinno się jej odmawiać ludziom, którzy tego chcą. Świadomie piszę "interwencja medyczna" a nie "pomoc medyczna", ponieważ bywa, że w danej sytuacji użycie określenia "pomoc" nie ma uzasadnienia. A zastanawiać się należy. Swego czasu głośna była sprawa chropowatych implantów piersi, które, jak się po czasie okazało, zwiększały prawdopodobieństwo zachorowania na rzadki typ nowotworu. I tak będzie zawsze, gdy wiedza będzie niedostateczna. W przypadku zabiegu in vitro mamy wystarczającą wiedzę, żeby skutecznie doprowadzić do zapłodnienia, ale czy znamy wszystkie ewentualne złe następstwa? Oczywiście można odeprzeć ten zarzut stwierdzając, że tak właśnie przebiega rozwój medycyny: próbujemy i ryzykujemy, aż do skutku. Jednak uważam, że są obszary, które powinno się wyłączyć z takiego sposobu postępowania. Powyższa argumentacja nie odwołuje się do Boga, więc wolna jest od "skazy religijnej". Ale co ja tam wiem :) Pozdrawiam serdecznie Szanownego Pana.

to najprostsza odpowiedź na Pańskie wywody i obawy o "złe następstwa", ludzie głosują nogami za in vitro - a naród już nie tak ciemny jak Kurski myśli albo jak wtedy, gdy baba z Anielki chorobę w piecu chlebowym wyciągała - ba, uważam, że akurat w przypadku in vitro jakiekolwiek ryzyko z tą technika związane nijak się ma choćby do zagrożeń jakie niesie proste poszukiwanie i testowanie tabletek na ból głowy, nie mówiąc o coraz to nowych mieszankach trucizn do chemioterapii na przykład

głosują nogami za in vitro" wcale mnie nie dziwi. Powody są oczywiste. Jednak to nie oznacza, że mądrość należy schować do szuflady. Głosowanie w sprawach naukowych to nie jest dobry pomysł :) A w sprawach wiary to nawet nie do pomyślenia jest :) Zjeżdżam na parking. Pozdrawiam serdecznie Szanownego Pana.

Proponuję ten prosty test na to by wiedzieć co chrześcijanin powinien uznać za właściwe, a co nie.

„małżonkowie mogą stać się współpracownikami Boga” Jeśli ktoś może znaczy, że niekoniecznie musi. Z problemem niepłodności ludzie borykali się zawsze, uciekali się w takich sytuacjach do wybiegów im dostępnych. Medycyna ludowa zawsze oferowała spory zasób środków zaradczych. Znachorzy tym się zajmujący, oprócz magicznych mikstur, zawsze stawiali na zdrowy rozsądek, przeto pomoc sąsiedzka, rodzinna były zawsze w cenie. Dziś rolę pomocniej dłoni pełnią lekarze. Jeśli małżonkowie mogą współpracować z Bogiem, to czemu wykluczać lekarzy, czy choćby listonosza? Pamiętam jakim piętnem naznaczano panny z dzieckiem, i nieślubne potomstwo. Wszystko to kreował Kościół, łącznie z robieniem problemów z udzielaniem sakramentów takim dzieciom. Trochę coś jakby drgnęło w tych sprawach, ale chyba dlatego, że piętnowanie już nie odnosi żadnego skutku, a ludzie się zwyczajnie na Kościół wypinają. Jeśli sobie tylko zadać pytanie, kogo wybierze kobieta, własne dziecko czy nakazy Kościoła, to odpowiedź jest chyba oczywista. Jednak sprawy oczywiste dla mnie, dla innych wcale takie nie są. Ciekawi mnie trochę sprawa korzystania dostojników kościoła, ze zdobyczy medycyny i nauki, dla przedłużania własnego żywota. Czy oni w takich sytuacjach współpracują, czy starają się wykiwać stwórcę. Rozumiem, że wykładnia Kościoła na ten czy inny temat jest poparta solidnymi analizami i mocno przemyślana. Moje wątpliwości potęguje jednak zbytnie podpieranie się wolą bożą. Bóg chce to, tamto czy siamto, znaczy mają jakieś łącza bezpośrednie i się konsultują. Jeśli wiedzą jak dzieci robić, to czemu się nie dowiedzieli, co z tym molestowaniem. Wiadomo, że do niedawna było ok, teraz nie za bardzo, znaczy są zakłócenia na łączach?

"Dla człowieka niewierzącego wywód ten jest nie tylko trudny do przyjęcia, ale wręcz niepojęty." Niestety dla wielu osób wierzących wywód też nie jest zrozumiały.

Spór idzie o to, czy człowiek, który nie umie stworzyć życia ludzkiego w warunkach laboratoryjnych (tj. bez udziału żywych komórek), może manipulować przy jego poczęciu. Manipulować nieodpowiedzialnie, bo nie ma dostatecznej wiedzy. To jest wersja sporu dla niewierzących. Z kolei Kościół podnosi przede wszystkim kwestię poczęcia poza ciałem matki i udziału osób trzecich. Widzi w tym "naruszenie godności i równości oraz pozbawienie zrodzenia osoby ludzkiej właściwej doskonałości". Inaczej mówiąc, zamysł Boga, żeby przekazywanie daru życia było doskonałe jest tutaj naruszony. Przy czym doskonałość przekazywania daru życia polega na tym, że Bóg dopuszcza (tylko) małżonków do współsprawstwa przy przekazywaniu życia nowej osobie. Przymiotnik "doskonały" jest tutaj bardzo akuratny, ponieważ dwoje zwykłych ludzi, małżonków, potrafi dokonać rzeczy, o której nauka może tylko pomarzyć :) Wierzący dodadzą - "z Bożą pomocą". Pozdrawiam serdecznie Szanowną Panią.

"zamysł Boga", "Bóg dopuszcza", "doskonałość" - no to jest właśnie ten lepki glut absurdu, wokół którego się kręcą do nieprzytomności opici ślepą wiarą przeciwnicy in vitro, ci, co z Bogiem są na ty i jego zamysły lepiej od niego znają - a Ja Panu powiem, że według mnie to taka sama ściema, i tak samo celowo w ciuszki teologii dla inteligentnych inaczej ubrana, jak wiele innych, które kościół tworzy świadomie i celowo li tylko po to, by także w ten sposób stadu swą rzekomą moc, realną władzę, i konieczność posłuszeństwa wobec niego uzasadniać - tyle w temacie [o historii sztucznej inseminacji i wiedzy na ten temat już nie pisze bo to nie żaden spór tylko technika i technologia medyczna, proszę Pana]

i pozostajemy przy swoich stanowiskach :) Ale rad jestem z tej rozmowy. Pozdrawiam serdecznie Szanownego Pana.

z wiosennego Cieszyńskiego, gdzie dziś proboszcz Kondziołka kazanie poświęcił Wałęsie, a konkretnie ujadaniu i opluwaniu LW, dywagacjom o tym, jak ten utracił człowieczeństwo itepe - i niech Pan sobie wyobrazi, nikt księdzu proboszczowi nie przerwał tyrady...

u oo. Bonifratrów. Tam też ksiądz trochę przedobrzył :) Ale po tekście pana Hołowni byłem już przygotowany :)

Muszę stwierdzić, iż zgodnie z doktryną kościoła akceptacja in vitro jest wielkim problemem. Wierzę w to jednak, że istnieją możliwości rozwiązania tego impasu. Jednakże za ks. Adamem powtórzę też konieczność podjęcia bardzo poważnej dyskusji, debaty ludzi światłych należących do obydwu stron problemu. Chciałbym tutaj zwrócić uwagę, iż stanowisko kościoła opiera się na dość starej, jak na postęp nauki, instrukcji Kongregacji Nauki Wiary z 1987roku.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]