Reklama

Polska-Szwecja: Kraj piękny jak Glik. Jedziemy na mundial!

Polska-Szwecja: Kraj piękny jak Glik. Jedziemy na mundial!

30.03.2022
Czyta się kilka minut
Reprezentacja Polski wygrała ze Szwecją i jedzie na mundial do Kataru. Organizatorzy, sponsorzy i kibice zacierają ręce, bo na największej piłkarskiej imprezie nie zabraknie najlepszego piłkarza świata. Ale tutaj, nad Wisłą, poza Robertem Lewandowskim wypada docenić też inne filary tej kadry. Zwłaszcza jeden.
Bohater reprezentacji Polski Kamil Glik. Po prawej inny dość znany piłkarz, Zlatan Ibrahimović, Chorzów, 29 marca 2021 r. / Fot. Andrzej Iwańczuk / Reporter / East News
N

Nie był to najpiękniejszy mecz, jaki w życiu widziałem, ale też nie nastawiałem się na oglądanie go dla przyjemności. Wiadomo: stawka determinowała przebieg, w którym każdy popełniony błąd mógł się okazać błędem nie do naprawienia, bo ten rywal raz osiągniętej przewagi pewnie by już nie wypuścił. Szczęśliwie dwa błędy z pierwszej połowy - strata Bielika i faul Góralskiego - okazały się nie mieć konsekwencji ostatecznych: Szczęsny obronił strzał Forsberga naprawiając wpadkę obrońcy Derby, a sędzia Orsato nie pokazał czerwonej kartki pomocnikowi Kajratu Ałmaty; na drugą połowę Góralski już nie wyszedł. Nowy selekcjoner reprezentacji Polski, pragmatyk potrafiący przygotowywać drużyny do spotkań w systemie pucharowym, trafił z ustawieniem, a liderzy zespołu w kluczowych momentach nie zawiedli.

Pięć filarów i Szymański

Pierwszym z nich był wspomniany Szczęsny, utrzymujący koncentrację od początku do końca, dominujący na przedpolu, a w rozegraniu piłki wybierający wyłącznie bezpieczne rozwiązania. Drugim był Glik, który mimo odniesionej już w pierwszej minucie kontuzji dograł mecz do końca, blokując wszystko, co zmierzało w jego stronę z oddaniem niwelującym techniczną niedoskonałość; nic to, że naderwany mięsień uniemożliwiał mu jakieś odważniejsze podanie, o przyspieszeniu nie wspominając. Liderem trzecim był Krychowiak, który przecież nie tylko wywalczył dla Polski rzut karny, ale odnotował wystarczająco wiele przechwytów na szwedzkiej połowie, by zastanawiać się, dlaczego właściwie nie grał od początku. Liderem czwartym był Lewandowski - bo wytrzymał presję tych kilkunastu sekund oczekiwania i wykorzystał jedenastkę, bo wygrywał pojedynki ze szwedzkimi obrońcami, bo dawał drużynie czas na odpoczynek, bo dyrygował w końcówce zarówno kibicami, jak mniej doświadczonymi kolegami, którym tłumaczył, że nie muszą się napalać na perspektywę zdobycia trzeciej bramki, bo zarobienie kilkunastu sekund przy piłce miało w tych warunkach większą wartość niż krótki zryw zakończony szybką stratą. Liderem piątym był tak często krytykowany przez polskich kibiców Zieliński: najważniejsze kilka sekund w dziejach jego występów z orzełkiem na piersi zaczęło się od zrywu pressingowego i odbioru piłki tuż za połową boiska, a zakończyło precyzyjnym strzałem obok zastygłego we własnym polu bramkowym golkipera Szwedów; strzałem pieczętującym wygraną Polaków.

Osobny akapit należy się Sebastianowi Szymańskiemu. Ustawiony wraz z Zielińskim za plecami Lewandowskiego 22-letni pomocnik, którego ostatnim klubem było Dynamo Moskwa, po napaści Rosji na Ukrainę szuka sobie nowego pracodawcy. Były powody sądzić, że nie przyjechał na zgrupowanie w optymalnej formie, ale jego szarże lewą stroną już w pierwszej połowie siały najwięcej zamieszania w szwedzkich szeregach. Przez cały czas szukający gry, niebojący się nieschematycznych zagrań, zapraszający kolegów do kolejnych kombinacji, nawet w minimalnie niecelnych zagraniach pokazujący, że reprezentacja Polski może grać coś więcej niż szybką kontrę; w sumie to jedyne, nad czym się po tym meczu zastanawiałem w kontekście Szymańskiego, to nad kwestią, dlaczego poprzedni selekcjoner tak rzadko widział go w wyjściowej jedenastce.

Selekcjoner z przeszłością

A propos selekcjonerów: kiedy po rejteradzie Paulo Sousy ogłoszono decyzję o nominacji Czesława Michniewicza mieliśmy dobre powody, by pytać tego ostatniego o zażyłość z Ryszardem Forbrichem i w tym sensie jego pomeczowe aluzje do frazy „podzielił Polskę” były kompletnie niepotrzebne. Niezależnie jednak od kwestii „meczu z przeszłością” byłego trenera Lecha, dziś musimy docenić kompetencję, z jaką w tak krótkim okresie przygotował drużynę do finału baraży. Decyzje, jakie podjął - zarówno jeśli idzie o zmianę ustawienia i rezygnację z przećwiczonej u poprzednika (ba: zapowiadanej na przedmeczowej konferencji!) gry trójką obrońców, jak o postawienie w tak ważnym meczu na rzadko grających zawodników - generalnie się obroniły. Zarządzanie wydarzeniami boiskowymi w drugiej połowie, szczególnie korekta ustawienia pomocników, utrudniająca Szwedom łatwe rozgrywanie piłki przez środek pola - imponowało. Polakom niestraszne były stałe fragmenty gry i dośrodkowania, a im dłużej trwał mecz, tym częściej zdarzało im się bronić daleko od własnej bramki. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego poprzysiągłem sobie, że cokolwiek by się działo, nie użyję frazy o „obronie Częstochowy” - ale nawet gdybym bardzo chciał, nie miałbym powodów.

Napisałem, że nie był to najpiękniejszy mecz, jaki w życiu widziałem. Problem w tym, że nawet jeśli np. w trakcie ubiegłorocznego Euro zdarzało się Polakom w spotkaniu z tym samym rywalem grać piękniej, to przecież przegrali i odpadli z turnieju. Dziś piękno musiało po prostu ustąpić przed wynikiem; jak mówił po meczu Kamil Glik: „liczyło się tylko tu i teraz”.

Walka Glika

Ale… właściwie czym jest piękno w piłce nożnej? Niech mnie ktoś przekona, że tych dziewięćdziesiąt minut Glika - dziewięćdziesiąt minut gry na środkach przeciwbólowych (bo z urazem zmagał się już przed meczem) i z mięśniem naderwanym już przy pierwszym kontakcie z piłką - to nie było dziewięćdziesiąt minut czystego piękna.

Moje ulubione zdanie o futbolu, przypisywane historykowi tego sportu Jonathanowi Wilsonowi, mówi, że gole są przeceniane, a piękno leży w zmaganiu. Należy je czytać tak, że ofiarny wślizg czy blok obrońcy, desperackie wybicie piłki, rozpaczliwe rzucenie się pod nogi napastnika, czasem (pamiętacie Terry’ego Butchera, zakrwawionego stopera Anglików, skądinąd kontuzjowanego również w meczu ze Szwecją?) skutkujące nawet rozbitą głową, buduje dramaturgię widowiska na równi z efektownym dryblingiem, raboną, przewrotką czy uderzeniem w samo okienko. Dziś myślę, że zdanie to powinno się właściwie wydrukować na T-shircie z twarzą polskiego obrońcy i że moment, w którym po jednej ze swoich interwencji uderza piersią o pierś Bednarka (skądinąd: interweniującego równie skutecznie, a jeszcze częściej niż partner z obrony), jest dla piłki nożnej sceną równie ikoniczną jak pocałunki duetu Bonucci-Chiellini.

Na zgrupowaniu przed mundialem w 2018 roku Kamil Glik kontuzjował się podczas niewinnej zabawy z piłką i choć do ostatniej chwili walczył o powrót do zdrowia, to w Rosji był cieniem siebie. Jako trzydziestoczterolatek ma świadomość, że mistrzostwa w Katarze będą dla niego zwieńczeniem kariery reprezentacyjnej. Także tym razem poświęcił wiele, żeby na nie pojechać: mówił po meczu ze Szwecją, że teraz czeka go zapewne kilkanaście dni leczenia, a może nawet nie zagrać już do końca sezonu. Rodacy, macie swojego bohatera, bynajmniej nie tylko dlatego, że nikt z was nie ma równie pięknego gifa, na którym wymawia to arcypolskie słowo na „k”.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych i publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w pisaniu o piłce nożnej i o stosunkach polsko-żydowskich. W redakcji od...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]