Polki nie rodzą dzieci, bo się boją

Prof. Irena E. Kotowska, demografka: Nie jesteśmy więc w stanie zahamować spadku liczby urodzeń, możemy jedynie – poprawiając infrastrukturę zdrowia reprodukcyjnego – próbować sprawić, by ten spadek był mniejszy. Na razie jednak nie dostrzegam, by władze państwa rozumiały znaczenie takich działań.
Czyta się kilka minut
FOT. imago/STPP/EAST NEWS / FOT. imago/STPP/EAST NEWS
FOT. imago/STPP/EAST NEWS / FOT. imago/STPP/EAST NEWS

PRZEMYSŁAW WILCZYŃSKI: Nieco mniej niż co trzecia kobieta w wieku 18-45 lat deklaruje chęć posiadania dziecka, zaalarmowały w zeszłym tygodniu niemal wszystkie portale, powołując się na badania CBOS-u.

IRENA E. KOTOWSKA: Ten faktycznie niski odsetek kobiet planujących ciążę albo w najbliższych 3-4 latach, albo później, traktuję jako „pomiar temperatury”; obraz nastrojów, które nie muszą dokładnie przełożyć się na późniejsze decyzje. Z drugiej strony, to naturalna odpowiedź na atmosferę niepewności, która istniała już wcześniej, a nasiliła się w związku z wojną i inflacją.

Nawiasem mówiąc, żałuję, że w sondażu pytań o plany posiadania potomstwa nie zadano także mężczyznom: podejmują przecież ważne decyzje wspólnie z kobietami.

W grupie wiekowej 25-29 lat rodzić planuje już połowa pytanych, w wieku 30-34 zaś – niemal połowa. Przy czym w tej drugiej grupie zauważalny jest nawet wzrost gotowości prokreacyjnej w porównaniu z rokiem 2017.

Taki wzrost występuje też wśród kobiet w wieku 35-39 lat. To jest zgodne z podwyższaniem się przeciętnego wieku rodzenia dzieci. W miastach współczynnik płodności kobiet w przedziale 30-34 lata zrównał się z tym dla wieku 25-29 lat.

To oznacza też, że rośnie – obok innych czynników, jak bezpieczeństwo bytowe, sytuacja na rynku pracy czy dostępność żłobków – waga czynnika zdrowotnego w decyzjach o posiadaniu potomstwa. A tu mamy kryzys. Chodzi nie tylko o pandemię i jej pokłosie, ale też o to, co ma bezpośredni związek z poczuciem bezpieczeństwa dotyczącego prokreacji: wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji czy głośne przypadki śmierci ciężarnych kobiet. Rosną obawy o zdrowie własne i dzieci, o to, że nie otrzyma się pomocy w sytuacji zagrożenia.

Równocześnie powtarza Pani od lat, że Polki deklarują chęć posiadania większej liczby dzieci, niż później faktycznie rodzą. A to oznacza możliwość wpływania przez państwo na decyzje prokreacyjne.

Tylko że nie da się tego uczynić, nie poprawiając opieki okołoporodowej, radykalizując antyaborcyjne prawo czy unikając tematu refundacji in vitro. Zwłaszcza że z problemem niepłodności boryka się w Polsce co najmniej półtora miliona par. Zachwycamy się Czechami, gdzie współczynnik dzietności jest wyższy niż u nas. Tylko że tam za blisko 6 proc. urodzeń odpowiadają właśnie zapłodnienia pozaustrojowe.

Bez tych wszystkich elementów liczba nowo narodzonych dzieci – w ubiegłym roku było to 315 tys., czyli znowu wyraźnie mniej niż w roku poprzednim – będzie nadal spadać?

I tak będzie spadać, gdyż coraz mniejsza będzie liczba kobiet w wieku 15-49 lat. Dzieje się tak z prostego powodu: kobiety urodzone w fali wyżu na przełomie lat 70. i 80. przekroczyły albo właśnie przekraczają czterdziestkę, a w wieku największej aktywności prokreacyjnej, czyli 25-34 lata, są obecnie panie ze znacznie mniej licznych roczników. Nie jesteśmy więc w stanie zahamować spadku liczby urodzeń, możemy jedynie – poprawiając infrastrukturę zdrowia reprodukcyjnego – próbować sprawić, by ten spadek był mniejszy. Na razie jednak nie dostrzegam, by władze państwa rozumiały znaczenie takich działań.

PROF. IRENA E. KOTOWSKA jest ekonomistką i demografką Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, honorową
przewodniczącą Komitetu Nauk Demograficznych Polskiej Akademii Nauk.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 4/2023