Reklama

Polityka biskupich upomnień

Polityka biskupich upomnień

18.04.2020
Czyta się kilka minut
Ks. Alfred Wierzbicki został upomniany przez metropolitę lubelskiego za ostre słowa pod adresem ks. Tadeusza Guza. Wobec niedorzeczności głoszonych przez tego ostatniego abp Stanisław Budzik pozostaje bezradny.
Ks. prof. Tadeusz Guz podczas konferencji "Dobrobyt Europy po UE - podstawy ekonomiczne bezpiecznego rozwoju Europy", Wieliczka, luty 2016 r. / Fot. Jan Graczyński / East News
F

Fakty są takie:

W zeszłym miesiącu ks. prof. Tadeusz Guz kilkakrotnie powtarzał w Telewizji Trwam oraz w „Naszym Dzienniku” kuriozalne, teologicznie bezzasadne, empirycznie fałszywe, a społecznie groźne tezy, iż „święte ręce kapłańskie” oraz postacie eucharystyczne nie mogą przenosić (korona)wirusa.

Przełożony ks. Guza, metropolita lubelski, abp Stanisław Budzik, uznał te wypowiedzi za „sprzeczne z katolicką nauką o przeistoczeniu i ze zdrowym rozsądkiem” i wezwał profesora KUL do wycofania się z tych twierdzeń. Bezskutecznie.

W Wielki Czwartek inny lubelski duchowny, ks. prof. Alfred Wierzbicki w rozmowie z TVN skomentował tamte wypowiedzi m.in. takimi słowami: „Można być profesorem, ale można być też skończonym durniem”. Słowa te były tylko krótkim fragmentem dłuższej rozmowy, w której ks. Wierzbicki mówił bardzo wartościowe rzeczy o przeżywaniu Wielkanocy w trudnym czasie pandemii.

W zeszłym tygodniu w mediach pojawiła się informacja, że metropolita lubelski abp Stanisław Budzik oficjalnie upomniał ks. prof. Alfreda Wierzbickiego za obrażenie ks. Guza.

Co o tym wszystkim myśleć? 

Po pierwsze, zdumiewające jest to, że ktoś, kto głosi poglądy takie jak ks. Guz, może być uniwersyteckim profesorem i to jeszcze zatrudnionym na Wydziale Nauk Ścisłych i Nauk o Zdrowiu. Owszem, Katolicki Uniwersytet Lubelski, którego wykładowcą jest ks. Guz, odciął się od jego słów, ale raczej mało zdecydowanie. Rzeczniczka KUL wydała komunikat: „Według naszej wiedzy ks. prof. T. Guz nie posiada kwalifikacji naukowych, aby wypowiadać się na tematy dotyczące medycznych aspektów epidemii, w szczególności na temat sposobu rozprzestrzeniania się koronawirusa i rozwijania się epidemii”. Komunikat ani nie uwzględnia tego, że wypowiedzi ks. Guza miały też teologiczny charakter, ani nie mówi nic o tym, czy KUL zamierza cokolwiek zrobić z faktem, że autor wspomnianych, niemądrych (mówiąc eufemistycznie), a szkodliwych słów jest postrzegany w mediach jako reprezentant tej zasłużonej katolickiej uczelni.

Tu, być może, znajduje się jedna z przyczyn niezbyt parlamentarnego języka, jakim o ks. Guzie wypowiedział się inny profesor KUL-u – ks. Alfred Wierzbicki. Od początku swej drogi naukowej związany jest z tą lubelską uczelnią, od lat kieruje jej Katedrą Etyki – tą samą, którą kiedyś kierował Karol Wojtyła. Musiało go zaboleć, gdy inny profesor swoimi wypowiedziami kompromituje drogi mu uniwersytet.

Znając trochę ks. Alfreda, jestem jednak pewien, że ostry język, jakim się wypowiedział, był wyrazem – bezsilnej w tym przypadku – troski o sprawy jeszcze ważniejsze: o życie i zdrowie ludzkie oraz o chrześcijańską wiarę. Niedorzeczności głoszone przez ks. Guza mają bowiem, niestety, szerokie grono bezkrytycznych odbiorców, którzy mogą się nimi kierować w praktyce, narażając siebie i innych na utratę zdrowia (a może i życia). Z drugiej strony, wizja chrześcijaństwa, jaka wyłania się z wypowiedzi ks. Guza, słusznie jawi się wielu współczesnym jako śmieszny i zarazem groźny zabobon. 

Szukając zrozumienia dla ostrego języka użytego przez ks. Wierzbickiego, nie chcę usprawiedliwiać tego, że nazwał publicznie drugiego człowieka durniem. Sam ks. Wierzbicki zresztą, upomniany przez swego biskupa, zreflektował się i natychmiast przeprosił.

Tu jednak pojawia się inny jeszcze – także smutny – wątek całej sprawy. Oto w kurialnym komunikacje uzasadniającym upomnienie ks. Wierzbickiego pojawia się dziwne uzasadnienie. Jako zarzut przywołany został fakt, że ks. Alfred nazwał durniem ks. Tadeusza w Wielki Czwartek – „w szczególnym dniu dla wszystkich kapłanów”. Zamiast powołania się na powszechne normy kulturowo-językowe i ochronę godności – po prostu – człowieka, naszą uwagę koncentruje się na tym, że to ksiądz obraził innego duchownego, i to jeszcze w dniu dla duchownych szczególnym.

Zamiast horyzontu uniwersalnej etyki mamy wąską perspektywę klerykalną. Co więcej – jak słusznie zauważył Zbigniew Nosowski w komentarzu zamieszczonym na stronach „Więzi” – swoisty symetryzm, jaki wobec dwóch księży swojej diecezji prezentuje abp Stanisław Budzik, wskazuje, że to, co dane jest nam obserwować, swe ukryte przyczyny ma w trybikach wewnątrzinstytucjonalnej kościelnej polityki. Szkoda.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Teolog i filozof, publicysta, bloger, redaktor działu „Wiara”. Doktor habilitowany, adiunkt w Katedrze Filozofii Boga i Religii w Akademii Ignatianum w Krakowie. Członek Krakowskiej Grupy...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

ogólnie, rozmijali się z prawdą. Wiemy to z Biblii. Dlatego biskup ma prawo a nawet obowiązek upominania swoich podwładnych. Jednak nie powinien tego czynić wybiórczo. Ps. Ksiądz Guz ma prawo do swoich przekonań, jednak wymaga to świadectwa a nie gołosłowia. Mam pytanie do ks. Guza. Czy wziąłby udział w koncelebrze, gdy wiedział, że jeden z celebransów, jest chory albo przynajmniej podejrzany o koronawirusa? Jeżeli tak, to ok. Jeżeli nie? No właśnie, co jeżeli nie?

tłumaczenie, że biskupi mogą nakładać kapłanom zamykać usta 'bo Jezus upominał uczniów' nie wiem czy bardziej naiwne jest, infantylne czy po prostu głupie - Jezus siłą rzeczy się nie obrazi za ewidentnie spaczone nadużywanie jego imienia, jednak Pan myślę powinien sprawę na spokojnie przemyśleć i przeprosić tych, co jeszcze w niego wierzą

Jak przystało na apostatę de facto, byłeś, jesteś i będziesz, wybitnym fachowcem od doktryny KK. Lecz to jeszcze nie koniec twych duchowych darów Eddie. Wiesz co uczyni Jezus. Tylko pogratulować, tak wysokich lotów. Inaczej. Pycha z ciebie bucha, jak para z lokomotywy.

a propos apostazji, zna Pan tę historyjkę? czy dobrze rozumiem, że w obliczu tacy lekkiej niczym piórko synogarlicy i nowych danin nałożonych przez biskupów plebanom zaczynają puszczać zdzierża?...: ⛪ Wielką awanturą zakończyła się w poniedziałek próba złożenia wniosku o apostazję przez dwójkę wrocławian. Gdy ksiądz z kościoła p.w. św. Michała Archanioła dowiedział się, że dwójka parafian chce wypisać się z Kościoła, wezwał policję. Ta uznała, że ksiądz sam zasłużył na mandat. Pani Paulina : "Nie jesteśmy osobami wierzącymi, nie podoba nam się instytucja Kościoła w Polsce. Dlatego podjęliśmy z bratem świadomą decyzję o odejściu." Oboje nie chcą, byśmy publikowali ich nazwiska, gdyż po poniedziałkowych wydarzeniach wolą być ostrożni. "Nie wiemy, do czego jeszcze zdolny jest ten ksiądz, więc lepiej, jeśli pozostaniemy anonimowi".Gdy na miejscu pojawiła się policja, funkcjonariusze wysłuchali obu stron i pouczyli księdza, że jeśli jeszcze raz bezpodstawnie wezwie policję, otrzyma mandat. Dodatkowo, kapłan w trakcie pobytu policjantów w parafii cały czas wychodził z pokoju - do momentu, gdy policjanci zwrócili uwagę, że ma obowiązek pozostać na miejscu. Sprawa - w asyście policji - zakończyła się tym, że ksiądz podpisał wniosek o apostazję i potwierdził jego przyjęcie. Nie obyło się jednak bez „negocjacji” z jego strony: - "Zaproponował, że podpisze nam wniosek, jeśli oświadczymy, że o całym zdarzeniu nie poinformujemy prasy" wyjaśnia pan Dawid. Proboszcz z kościoła przy Prusa nie chciał z nami rozmawiać. Trzasnął drzwiami parafii tuż po opuszczeniu jej przez panią Paulinę. ⛪ p.s. apostatą nie jestem, już tłumaczyłem, a doktrynę krk wtłaczano mi do głowy już od wczesnodziecięctwa, więc owszem, znam ją dosyć dobrze;)

postu, lecz na długość. Trudno to nazwać pracą organiczną, ze względu na zawartość, ale niech tam.......Dwójka rodzeństwa,dokonywała apostazji niezgodnie z prawem.Ksiądz moim zdaniem, winien ich grzecznie,acz stanowczo, wywalić za drzwi. I wszystko w temacie. Dlatego nie kupuję tego Eddie, przykro mi. W temacie twojej apostazji. Pisałem już pod innym artykułem, że owszem nie jesteś apostatą de iure, tylko de facto. Przecież to jest prawda, dlaczego zatem usilnie temu przeczysz? Powód jest jeden, drogi Eddie. Jak się da, to z lubością udajesz katolika a przynajmniej sprawiasz takie wrażenie. Dlaczego? Ponieważ bardzo lubisz ludziom, mącić w głowie. Szczególnie upodobałeś sobie KK i jego członków. Dlatego nie pasuje ci występować z pozycji apostaty, bo to może zrażać, potencjalnego klienta. Masz takie "misjonarskie" zacięcie. Co do twojej znajomości doktryny KK. Musiałeś być bardzo pilnym uczniem, na lekcjach religii. W przeciwieństwie do mnie, na przykład. Jestem ciekawy, czy język rosyjski, znasz na podobnie wysokim poziomie, co doktrynę KK? Bo tego uczono od bardzo młodych lat, jednak nie od kołyski. Ja w tym przykładzie, o doktrynie coś tam potrafię powiedzieć,jednak to późniejszy etap, po rosyjsku, też coś kumam.

A właściwie co jest złego w krytyce dominującego w kraju wyznania, gdzie odgrywa(ło) ono znaczącą rolę, pokazywania wewnętrznych sprzeczności czy wytykaniu hipokryzji szeregowym jego wyznawcom z punktu widzenia byłego członka tej religii? Czy były Świadek Jehowy gdy wytyka byłym współwyznawcą niekonsekwencje w datowaniu czasów ostatecznych czy Harmagedonu postępuje nieetycznie?

Nie ma nic złego w żadnej krytyce pod warunkiem , że jest ona merytoryczna, widzi się "belkę" we własnym oku i jest się niezależnym jak np. TVN.

Występuje zasadnicza różnica pomiędzy krytyką a krytykanctwem. Ja jeszcze nie spotkałem byłego świadka Jehowy, który by powiedział, że jedynym sposobem na poznanie prawdy, jest porzucenie brooklynskiej organizacji, chociaż ze strony byłych współbraci, spotkało go zdecydowanie więcej złego, niż spotyka to byłego katolika. Dlatego twoje porównanie, jest całkowitą abstrakcją.

ja Sz. P. nie zabronię upierać się przy swoim, de iure i de facto Pan może, a mnie proszę racze raczej mieć za grzesznika niż za apostatę - powtórzę, nie wypisuję się i nie mam zamiaru z partii, do której się nie zapisałem, może mnie w każdej chwili dowolny biskup ekskomunikować i pocałować tam, gdzie ja jego i ekskomunikę w de mam, de iure i de facto ;) p.s. 1. oklasków za post nie oczekuję, to cytat z netu, 2. a po rosyjsku, po wielu latach od ostatniej olimpiady z tego języka w której uczestniczyłem, wciąż dobrze czytam, piszę i dość swobodnie rozmawiam

Grzesznikami de iure i de facto, wszyscy jesteśmy. W końcu jesteśmy ludźmi, tylko i aż. Znajomości języka Puszkina, Tołstoja, Dostojewskiego, mogę tylko pogratulować.Natomiast stwierdzam fakt, że twoja znajomość doktryny KK, jest zdecydowanie mniejsza, niż sądzisz. Ekskomunika nie polega na wyrzuceniu z Kościoła. W przeciwnym razie,byłaby tylko inną formą apostazji. A przecież nie o to chodzi. Owszem to najsurowsza kara kościelna a kary nie tylko kościelne, zakłada się z jakichś ważnych racji i mają służyć, jakiemuś celowi. I można je odwołać. Ps. Apostazję też można odwołać, tą de iure i tą de facto.

dziękuję za gratulacje, warto było się uczyć; nie twierdziłem że ekskomunika = apostazja, tylko że mnie biskupi mogą... itede - pozdrawiam i idę spać [p.s. "tę", nie "tą"]

Szczerze mówiąc ten profesor Tadeusz Gus, wygaduje ciągle głupoty. Udawadnia swoim zachowaniem i poglądami, że tytułami naukowymi duchowieństwa można sobie podetrzeć d... Te poważne tytuły potrzebne są im chyba do wydurniania się. I do wygłupów (przynajmniej tak jest w przypadku Tadeusza). Resztę wole przemilczeć, bo szkoda na to czasu i wysiłku bo GUZ potrzebuje litości (to jakaś żenada). Jak lubi z siebie robić durnia to wolny kraj, tylko niech nie naraża dla swojej manipulacji życia i zdrowia wiernych. I niech nie robi z nich durni. Bo sam na niego wyszedł. Skomentuje to tym cytatem : hominis est errare, insipientis in errore perseverare (rzeczą ludzką jest błądzić, rzeczą głupców jest trwać w błędzie). =====>https://www.youtube.com/watch?v=aJXQpupdnK0

Jako twój młodszy brat w Chrystusie, nie zamierzam cię za rączkę prowadzić. I podpadłeś mi bardzo tym jak dyskredytujesz inne kościoły.: „Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, nie wejdzie do niego” (Ewangelia wg św. Marka 10, 13-16). Jako Bobas Chrystusa i twój młodszy brat potem ich do tego przekonam że się lubimy (link)=====>https://www.youtube.com/watch?v=uRyFTVJmEbY

Przypadek Guza ukazuje mechanizmy, rządzące poparciem i łaskami kościelnej władzy. Kto jest tolerowany i kto nie, kto awansuje i kto ma pod górkę. W takim klimacie wyrastali i wyrastają Paetze, Głódzie, Michaliki, Jędraszewscy, Wesołowscy, itp. Powszechny dostęp do informacji powoduje zaś dysonans poznawczy wiernych i utratę zaufania do Kościoła.

Części. Pozostała część idzie w drugą stronę, dewocji, fideizmu, umocnienia muru przeciwko "temu światu", głębszego zabunkrowania się, radykalizacji.

X. prof. Guz nie jest jakimś marginalnym fundamentalistą, nie jest też jakimś kłopotliwym dla hierarchów furiatem kanalizowanym gdzieś na obrzeżach instytucji jak np x.Natanek, wręcz przeciwnie, x. prof. Tadeusz Guz jest od wielu, wielu lat szanowanym i promowanym w polskim Kościele katolickim wykładowcą, komentatorem. I to jest właśnie główny nurt, mainstream polskiego katolicyzmu, nie podoba się to marginalnym w skali kraju katolickim środowiskom postępowym, nie-katolicy mogą bez skrępowania pukać się w czoło, ale nie zmienia to faktu, że to jest głos przez najpopularniejsze katolickie media (imperium Rydzyka, PCh, Fronda, Niedziela i wiele innych + TVPiS) podejmowany, wspierany, puszczany dalej, współbrzmiący z wypowiedziami wpływowych biskupów (ciekawe co o tym sądzą chowający głowę w piasek bp Ryś czy Polak), jest to głos znajdujący zrozumienie wśród wielu wyznawców. A jednocześnie paliwo dla przeciwników Kościoła katolickiego czy nawet ogółem religii. **************

"Z drugiej strony, wizja chrześcijaństwa, jaka wyłania się z wypowiedzi ks. Guza, słusznie jawi się wielu współczesnym jako śmieszny i zarazem groźny zabobon." Racja, ale..., jednocześnie jest to wizja chrześcijaństwa zgodna z historycznym, tradycyjny chrześcijaństwem, zwłaszcza katolicyzmem, duchem przedsoborowym (chodzi o ogólną wizję, pomijając szczegóły dotyczące np rozważań Guza o drobnoustrojach na komunikantach bo tu wydaje się pogubił nawet w ramach tomizmu).

No ja przepraszam najmocniej. Jak to wygląda, że metropolita upomina jednego księdza za bestialskie wypowiedzi o nauce kościoła powszechnego, a dany ksiądz nic sobie z tego nie robi. Natomiast ksiądz, który nazywa po imieniu postępowanie księdza chorego na głupotę otrzymuje oficjalne upomnienie. Czy metropolita ma problemy z odróżnieniem zła od dobra czy metropolita po prostu nie rozumie swojej funkcji? Tak czy siak przegra na tym przyszłość biskupia.

i Bogu niech będą dzięki

Metropolita rozumie swoją funkcję, rozumie też sens, znaczenie i przeznaczenie słowa "dureń". Widać że ks. Wierzbicki też rozumie funkcję tego wyrazu, skoro go użył i za nie przeprosił. Ciekawe że TP nazywa upomnienie polityką. Czy to oznacza, że w innych przypadkach publicznego rzucenia wyzwiska przez księdza, w zależności kto na kogo i z jakiego powodu rzuca, ksiądz biskup nie stosuje napomnienia? A problemy z odróżnieniem dobra od zła ma każdy, nawet papież. Na takich komentarzach nie wygrasz tutaj swojej robowej przyszłości. Pa, pa

Ksiądz Guz nie jest fachowcem od medycznych aspektów pandemii koronawirusa natomiast ksiądz Wierzbicki nie ma uprawnień do obrażania bliżniego. Arcybiskup Budzik i KUL wszystko wyjaśnili. Każdy z nas popełnia błędy.

Wątpie by Abp Budzik przepuścił ks. Guzowi. Ksiądz się czuje pewnie, bo trzyma z RM, ale jakże mi przykro - jego biskupem nie jest Rydzyk.

gdy człowieka, który mówi głupstwa nazwie się głupcem a tego, który mówi durnoty, durniem? Nastały ciekawe czasy, w których nazwanie rzeczy po imieniu jest naganne. Ten, który miga się od roboty, obrazi się, gdy usłyszy, że jest leniem. O tempora, o mores :)

"Znając trochę ks. Alfreda, jestem jednak pewien, że ostry język, jakim się wypowiedział, był wyrazem – bezsilnej w tym przypadku – troski o sprawy jeszcze ważniejsze: o życie i zdrowie ludzkie oraz o chrześcijańską wiarę" Aha. Mam nadzieję że księży którzy protestują przeciw ideologii LPG też będziecie tak tłumaczyć?

Ostry język to miecz. Ten miecz był w ustach Chrystusa, kiedy mówił faryzeuszom, że diabła mają za ojca i że są jak pobielane groby pełne robactwa. Ale "dureń" to po prost słowo brzydkie, obelżywe, choć nieciężkie. Coraz rzadziej, nawet na forum Kościoła, dzieli się słowa na dobre i złe, czyste i brudne, piękne i brzydkie. Zamiast tego dzieli się na ostre lub łagodne. Widać co jest dla pana Sikory mieczem - słowo "dureń". Kiedyś nadawano mieczom imiona. Może to dobre imię dla oręża pana dziennikarza?

Tak - Tak! Nie - Nie! Jak chętnie zapominamy, Kto to powiedział!
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]