Reklama

Zmarł Benjamin R. Barber

Zmarł Benjamin R. Barber

06.03.2016
Czyta się kilka minut
Przypominamy, co w marcu ubiegłego roku wybitny politolog pisał dla „Tygodnika Powszechnego”.
Benjamin R. Barber podczas wizyty we Wrocławiu, 07.10.2008 r. / Fot. Maciej Kulczynski/REPORTER
Benjamin R. Barber podczas wizyty we Wrocławiu, 07.10.2008 r. / Fot. Maciej Kulczynski/REPORTER
Ż

Żyjemy w świecie, w którym wszystko jest zglobalizowane. Globalny jest rynek pracy, produkcja, choroby, terroryzm. Również tzw. Państwo Islamskie (IS) jest globalne, bo działa nie tylko na pograniczu Iraku i Syrii, ale także w Libii czy Somalii, a i w USA znajdą się przecież jego zalążki, o czym świadczy grudniowy zamach w San Bernardino [w tym kalifornijskim mieście tuż przed Bożym Narodzeniem 2015 r. małżeństwo identyfikujące się z IS zastrzeliło 14 osób – red.]. Globalny jest wreszcie problem uchodźców.

Startując w wyborach prezydenckich osiem lat temu, Obama sprawiał wrażenie, jakby to wszystko rozumiał. Ale potem jego polityka zagraniczna dowiodła, że to nieprawda. Hillary Clinton nie pozostawia już żadnych złudzeń: moim zdaniem ona nie daje żadnej nadziei na zmianę. Niemniej utrzymanie status quo – czyli wygrana Clinton – będzie mniejszym złem niż dopuszczenie do władzy...

3280

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

" Otóż w zglobalizowanym świecie tradycyjne instytucje polityczne, w tym rządy, tracą na znaczeniu." Nareszcie ktoś znaczący ten prosty FAKT dostrzega, nie polityka drodzy Państwo, lecz nasze własne ruchy w życiu mają (większe) znaczenie dla nas (samych), jak i szeroko pojętego społeczeństwa. Podpiszę się pod tym stwierdzeniem nawet lewą stopą, dodałbym (nawet) twierdzenie iż w obecnych czasach (silnie rozwiniętych technologicznie), polityka jest reliktem, sporem, który powinien przenieść się co najwyżej w uniwersyteckie mury.

Kompletnie nie rozumiem. Wszak TP chce chyba byc gazetą formującą świadomych uczestników obecnego świata. Proszę mi w takim razie odpowiedzieć, czy nadany temu artykułowi tytuł ma się jakoś do zrozumienia mechanizmów rządzących światem? Czy dawanie do zrozumienia ludziom, że któryś z kandydatów jest "szaleńcem" jakos lepiej pozwala polskim czytelnikom rozeznać sie w polityce miedzynarodowej? Czy pozwala lepiej zrozumiec mechanizmy polityki zagranicznej USA? Ja rozumiem, że treść artykułu, jest bardziej stonowana niż tytuł, ale czy TP musi sie zniżać do tak bagiennej terminologii?

Brakuje jeszcze znaku zapytania w tytule. Rzeczywiście widząc "szaleńca" w nagłówku, spodziewałem się dłuższej analizy, popartej faktami, która może na takowe szaleństwo wskazywać. A tymczasem trafiłem na przekrojową pogadankę.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]