Reklama

Po przebudzeniu

Po przebudzeniu

17.05.2006
Czyta się kilka minut
Człowiek budzi się czasem nagle ze snu w środku nocy albo nad ranem. I może wtedy wyjątkowo wyraźnie zobaczyć świat. Nie do końca jeszcze obudzone spojrzenie przez chwilę pozostaje jasne, świeże, uważne. Wyzbyte schematów myślenia, szablonów języka, psychologicznych mechanizmów ucieczki od cierpienia. Tomik Jarosława Klejnockiego "Skarby dni ostatecznych" mógłby być zapisem takiej właśnie chwili. I po części nim jest. "I budzę się nagle w czeluści Jest cicho" - brzmi pierwszy wers prologu, a kolejne wiersze, próby zrozumienia świata, kiedy "Jest cicho", doprowadzają czytelnika do epilogu i podsumowania: "Bo życie objawiło się / Myśmy je widzieli / I o nim świadczymy".
Z

Zawartość tomu to szereg ponumerowanych psalmów, epigramatów, lamentów i litanii. Te utwory, pisane "w czeluści", bywają bardzo różne: od naprawdę dobrych po zupełnie średnie. Ale konstrukcja ramowa "Skarbów", celność niektórych uwag, często zaskakująca i poruszająca prostota języka poetyckiego, rozbudowana świadomość podmiotu sprawiają, że to najlepszy jak dotąd tomik poety.

I cóż zobaczył ów obudzony nagle człowiek? Otóż ze światem bywa różnie. Bywa taki i bywa owaki, lepszy lub gorszy. Stwierdzenie mało odkrywcze - ale to nie opinia wypowiedziana przez samego autora, tylko wniosek wyciągnięty z jego wierszy. I to wniosek wbrew pozorom niezupełnie banalny. Bowiem to właśnie na zrozumieniu i - przede wszystkim - przyjęciu świata jako takiego i owakiego jednocześnie polega owo jasne widzenie. Tymczasem często twierdzimy, że nie widzimy tego, co można oglądać z zachwytem. "Widzimy jasno jak gdyby w zachwyceniu - / (...) A jednak często (wciąż) / wypieramy się" ("Epigramat VIII"). Dlaczego się wypieramy? Dlaczego wciąż? Częściowej odpowiedzi dostarczą być może niektóre wiersze tomu.

"Tak naprawdę niewiele trzeba: zawrzyj / aksamitne małżeństwo ze światem, codziennie dotykaj / sprzętów / (...) zanurzaj dłonie w ziemi, zamykaj drzwi za sobą" - proponował poeta w tomie "W drodze do Delft". W "Skarbach" rzeczywiście zawiera "aksamitne małżeństwo ze światem". Próbuje poprzestać na owym "niewiele". Szczegóły codzienności, zwyczajne małe zdarzenia, krótkie czynności - wszystko to nabiera wartości, jeśli potrafimy dostrzec zasadniczą "wyższość reality nad fantasy" ("Epigramat VII"). I niepotrzebnie odczuwamy żal za czasem straconym na ową reality, która co prawda rozmienia życie na drobiazgi, ale to właśnie one, konsekwentnie i uparcie, łączą nas z naszym światem.

W przytoczonym fragmencie z "Epigramatu VIII" dodane w nawiasie słówko "wciąż" zapisano kursywą. Tak wyróżnione fragmenty - zarówno pojedyncze wtrącone słowa, jak i wersy, strofy, a nawet całe wiersze - powtarzają się w całym tomie. Poeta już wcześniej stosował taki zabieg, jednak tu efekt owego dodatkowego głosu - bo niekiedy wydaje się, że to głos kogoś innego albo tej samej osoby, ale na innym już poziomie świadomości - jest chyba bardziej przemyślany. Głos kursywą, często ujęty w nawias, prowadzi dialog z głosem zapisanym zwyczajną czcionką, sprzeciwia mu się albo potwierdza to, co on mówi; jego słowa brzmią często mocniej, bardziej doniośle. Czyżby był to głos tego, który budzi się "w czeluści"? Panujący nad tomem głos, nadrzędny wobec "normalnych" głosów kolejnych podmiotów mówiących z poszczególnych utworów? To nie jest oczywiste. Ale czytelnik ma - być może zresztą mylne - wrażenie, że ów głos pragnie mu powiedzieć coś więcej. I że wie więcej.

Kolejnym - poza ramą prologu i epilogu oraz tajemniczym głosem - elementem spinającym tom jest adresat wielu wierszy: nowo narodzona córka Weronika. Skierowane do niej utwory, najlepsze zresztą spośród "Skarbów" wiersze, upodabniają nawet nieco tomik do poematu o narodzinach dziecka. To poemat ojca, mieszanina radości z przyjmowanej odpowiedzialności i strachu przed nią, troskliwej chęci prowadzenia dziecka przez życie i świadomości, że nie można przecież być niczyim przewodnikiem. Ale przede wszystkim okazja do pytań: co ją tu czeka? jaki właściwie jest świat, na którym się pojawiła? Bywa taki, bywa owaki. "Zachwyt i ból", "rozczarowanie i szczęśliwe chwile niepamięci" ("Psalm I"). Jaka jest rada ojca? "Nie pamiętaj złego Nie pamiętaj złego" - powtarza kursywą czarodziejski głos.?Zofia Król

Jarosław Klejnocki, Skarby dni ostatecznych, Kraków 2005, Wydawnictwo Literackie

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]