Paulo Sousa jako Vicente Osculati

Selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski chce rozwiązać kontrakt z PZPN i podjąć pracę w brazylijskim klubie Flamengo. Poruszenie, jakie wywołała ta informacja, więcej mówi o nas, niż o nim.
Czyta się kilka minut
Paulo Sousa podczas meczu Polska-Węgry, Warszawa, 15 listopada 2021 r. / Fot. Andrzej Iwańczuk / Reporter / East News /
Paulo Sousa podczas meczu Polska-Węgry, Warszawa, 15 listopada 2021 r. / Fot. Andrzej Iwańczuk / Reporter / East News /

1. W tym ogrodzie za Książęcą / zmącił duszę mą dziewczęcą

Gdybym chciał zacząć w tym samym stylu, w którym zaczynał on, tych jedenaście miesięcy temu na konferencji prasowej w Warszawie, pogrzebałbym oczywiście w podręcznym skarbniczku cytatów z Jana Pawła II, a potem wyciągnął z niego jakieś „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali” albo, jeszcze lepiej, „Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować”. Pogrzebałbym, ale mi się nie chce, nie zamierzam, jak tylu rodaków w ciągu minionych godzin, dociskać pedału patosu do dechy i ze łzami wyznawać, jak bardzo czuję się teraz opuszczony i oszukany. Otóż opuszczony i oszukany nie czuję się w najmniejszym stopniu, na wieść o tym, że Paulo Sousa prosi o rozwiązanie kontraktu z PZPN, bo zamiast rozgrywać z reprezentacją Polski baraże mające zdecydować o występie na mundialu wybiera pracę w brazylijskim Flamengo wzruszam raczej ramionami i ostatnie, na co mam ochotę, to podbijać bębenek narodowego wzmożenia. Owszem, na marginesie tej operetkowej historii, której bohater w pierwszym akcie woła „Nie lękajcie się”, a w akcie przedostatnim pozwala najlepszemu napastnikowi świata na odpuszczenie meczu decydującego o rozstawieniu w barażach, przychodzi mi na myśl, że wszystkie te godnościowe frazesy, których tyle rozbrzmiewa po decyzji selekcjonera, podszyte są tak naprawdę jakąś fundamentalną niepewnością naszego własnego statusu. I że w związku z tym fakt, iż Sousa rezygnuje z dalszej pracy z Lewandowskim, Zielińskim, Szczęsnym i Krychowiakiem, nie Karola Wojtyły się domaga, a raczej Witolda Gombrowicza. Albo Jeremiego Przybory.

2. Tak bezlitośnie mnie zdaniem tym zranił / że nagle serce uwięzło mi w krtani!

„Nie dość tobie Męki? Nie dość odwiecznego Umęczenia, Udręczenia?”, pytał Gonzalo w „Transatlantyku” - no więc dość, zdecydowanie. Paulo Sousa nie jest mi nic winien. Skoro uznał, że oferta Flamengo jest dlań atrakcyjniejsza, niech sobie idzie do Flamengo - tak jak w sierpniu 2020 roku do Barcelony szedł ówczesny trener reprezentacji Holandii Ronald Koeman. Skądinąd po raz drugi po historii ze Złotą Piłką dla Messiego, będącą efektem jego triumfu w Copa America, wydaje mi się, że zaślepia nas europocentryzm, bo mówimy przecież o klubie o potężnej marce, tradycji i kibicowskiej bazie, za Atlantykiem porównywalnym z Barceloną właśnie.

3. Polak z groszem się nie liczy / Jakby nie miał, by pożyczył

Jedynymi, którzy tak naprawdę mają prawo czuć się opuszczeni, są zawodnicy szykujący się do marcowych występów pod jego wodzą w barażach i, jak słyszę, nawet po porażce z Węgrami wierzący w sens dalszej wspólnej pracy - choć i oni przecież, jako zawodowi piłkarze, niejedną decyzję tego typu widzieli, a może nawet (strach powiedzieć) podejmowali. O tym, że nowy prezes PZPN nie jest entuzjastą dotychczasowego selekcjonera, wróble ćwierkały na miesiące przed tym, jak wygrał wybory na szefa związku, więc i on z odejściem Portugalczyka pogodzony był od dawna. O tym, że z ust polskich dziennikarzy sportowych usłyszałem w ostatnich latach niejedną pochwałę tak zwanych realiów rynkowych, w których zmiana pracodawcy na oferującego atrakcyjniejsze warunki jest czymś całkowicie normalnym, zmilczę. Może zamiast namnażania przymiotników ustaliliby, jak właściwie skonstruowano umowę z selekcjonerem i czy interes dotychczasowego pracodawcy został w niej dostatecznie zabezpieczony na podobną okoliczność.

4. Portugalczyku jak nóż bezlitosny! / Naciąłeś dziewcząt jak róż w kraju sosny!

Ciszej więc nad tym Sousą, naprawdę. Napisałem o nim kiedyś tekst zatytułowany „Sprzedawca marzeń", odwołując się do filmu Giuseppe Tornatore, w którym pewien rzymski spryciarz podający się za łowcę talentów filmowych organizował na sycylijskiej prowincji próbne zdjęcia dla miejscowych kandydatów na gwiazdy, obiecując im bogactwo i sławę. Wówczas kluczowe było dla mnie to, że owi prowincjusze naprawdę mieli talent - teraz mam poczucie, że zakończenie filmu okazało się adekwatne do zakończenia epizodu selekcjonerskiego w życiorysie Sousy. Oczywiście, że zostawia polską kadrę w trudnej sytuacji. Oczywiście, że jego następca przed meczem z Rosją popracuje z piłkarzami zaledwie cztery dni. Oczywiście, że mamy prawo do niesmaku i rozczarowania. Zamiast „Roty” poszukajmy jednak jakichś innych piosenek na tę okoliczność. Najlepiej kabaretowych.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”