Parcie na szkło

Ludzie w Albany mają problem. Gubernator Mario Cuomo był jednym z wielu gubernatorów stanu Nowy Jork. Pełnił tę funkcję w latach 1982-1994, trzykrotną wolą wyborców - co pozwalałoby przypuszczać, że jest wybitnym politykiem. Niestety, pozory mylą. Mario Cuomo bardzo rozczarowuje jako mąż stanu Nowy Jork ze stolicą w Albany... gdyż nie daje się sportretować. Konterfekty wszystkich poprzedników i następców Cuomo wiszą na prestiżowej ścianie, podziwiane zarówno przez obywateli stanu, jak i turystów: wisi Franklin, wiszą Roosevelt i Rockefeller, dumnie zwisa Pataki i wszyscy inni - a gdzie Coumo?
Czyta się kilka minut

Cuomo nawet nie zaczął pozować. Nie chce, nie ma ochoty, jest zażenowany. Taki dziwak. A przecież jego następca, niejaki Pataki, poważnie podszedł do tradycji, był cierpliwym modelem, ba!, zalecał zaufanemu portreciście wielokrotne poprawki, zanim wreszcie zdecydował się odsłonić swój wizerunek podczas publicznej ceremonii. Nawet odchodzący prezydent George W. Bush dał się malarzowi ująć (z wazonem w tle). Tak czyni odpowiedzialna władza - kontroluje wizerunek, chce wyglądać twarzowo, kurczowo obawia się utraty twarzy. Co z twarzą Cuomo?

Twarz jak twarz. Po prostu, posiadając twarz nie gorszą niż, nie przymierzając, Pataki, Cuomo nie lubi na nią patrzeć, nie widzi powodu. Nawet kupił sobie elektryczną golarkę, żeby nie oglądać się w lustrze. Wszyscy przekonują go, jak ważna jest tradycja, ale trudno przekonać upartego siedemdziesięciosześciolatka. Nawet jego syn (stanowy prokurator generalny) przestał nalegać.

Całe szczęście, że w Polsce nie mamy takiego problemu. Co więcej, wiemy, że nic tak nie porusza jak portret, najlepiej portret ruchomy. Politycy chcą, aby ich pełne urzędowego majestatu oblicza zdobiły wszystkie możliwe płaszczyzny (ze szczególnym uwzględnieniem LCD i plazm) oraz wypukłości (pozostałe typy telewizorów). Ostatnio obserwujemy wzmożone wysiłki mające na celu jeszcze pełniejszą realizację tej szczytnej idei - w telewizji, przepraszam za wyrażenie, "publicznej". Prawdopodobnie magia zbliżających się świąt wpłynęła na upublicznienie walki buldogów pod TVP-dywanem. Farfał versus Urbański. Ostatnia szarża Dakotów wśród nocnej ciszy. Rozgorzał heroiczny spór o to, czyich twarzy będzie więcej na ekranach, czyje na wierzchu, czyje portrety poruszą dusze i serca potencjalnych wyborców, zgromadzonych przed świątecznym dobrze dostrojonym odbiornikiem. Walka trwa, zaczęło się od zdejmowania programów, ale kto wie, co zdejmą wkrótce - a wtedy oglądalność może się podnieść, na co liczą wszyscy, którym na sercu dobro Polski leży.

Śnieżna czy deszczowa, kraj czeka szklana pogoda. A na ekranie twarze posłów, przewodniczących, prezesów, marszałków, członków zarządów, komisji i czego tam jeszcze. Na twarzach misyjny majestat bezinteresownego służenia Ojczyźnie aż do utraty tchu, majestat ruchomych portretów promieniujących ciepłem, szczodrze udzielających się maluczkim oglądaczom, którzy podziwiają publiczne oblicze za obliczem. W niemym zachwycie. Obustronnym.

Na szczęście Polska to nie Albany.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 01-02/2009