Oni są

Czytam wspomnienia sprzed kilkudziesięciu lat. Jest styczeń 1945 r., z okolic Tarnowa okupant niemiecki wycofuje się w pośpiechu, ale nacierającej armii sowieckiej jeszcze nie ma. I pracownicy Zakładów Azotowych w Mościcach organizują obywatelską ochronę fabryki przed zniszczeniem czy grabieżą. Nikt nie kazał, nikt nie zarządził, dla tych ludzi to oczywistość: zakłady to ich duma jeszcze sprzed wojny, chcą znowu za nią odpowiadać. Oczywiście po wkroczeniu nowego okupanta kierownicy będą aresztowani i zapłacą więzieniem albo zsyłką. W tym systemie ludzie mają się oduczyć wolności, czyli bycia odpowiedzialnymi z własnej woli za dobro wspólne.
Czyta się kilka minut

Tak jak w Zakładach w Mościcach musiało dziać się w tysiącach miejsc w całej Polsce. Bo pięć lat okupacji nie oduczyło ludzi postaw, dzięki którym wcześniej budowali swoje odzyskane państwo. Ale co z tego zostało po niemal półwiecznej lekcji PRL? Od dwudziestu lat próbujemy na to sobie odpowiadać.

Jedną z odpowiedzi (a są ich setki codziennie) znajduję akurat w poczcie: to następny z corocznych konkursów Polcul Foundation, Niezależnej Fundacji Popierania Kultury Polskiej im. Jerzego Bonieckiego w Australii, do której jury od kilku lat należę. Wiązanka społecznych rekomendacji do nagród i wyróżnień inicjatyw z samego środka polskiego życia codziennego. Wypróbowane w długiej praktyce odpowiedzi na społeczne potrzeby, na biedy duchowe i fizyczne, ale i na pustkę duchową wołającą o zapełnienie, albo na wyzwania, które naglą. Nauczycielka historii w ukraińskiej szkole koło Lwowa, która od lat organizuje wymianę z uczniami po stronie polskiej, budując skrawek optymistyczny trudnego sąsiedztwa. Emerytka zmieniająca swoje mieszkanie w miejsce wspólnoty ludzi ratujących się przed poczuciem, że nikomu nie są już potrzebni. Zakonnik budujący łaźnię i pralnię dla bezdomnych. Rodzice niepełnosprawnego dziecka, ratujący siebie i innych, tak samo doświadczonych, przed bezradnością. Jedna po drugiej krótkie relacje o staraniach, które rysują coraz dokładniej mapę Polski nieobojętnej. Jest taka - meldunki z Polculu to tylko skrawek, też za mało widoczny, a przecież tak ważny i pocieszający.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 10/2009