Reklama

Odmówcie sobie

Odmówcie sobie

08.03.2021
Czyta się kilka minut
O

Otóż pewien czytelnik postanowił wyłożyć mi słownikowe znaczenia słowa użytego w felietonie. Mam w domu słownik, dziękuję. Skorygował też odniesienie do historii praw wyborczych kobiet i pochylił się z troską nad moimi życiowymi doświadczeniami, bo muszą być koszmarne, skoro tak mnie uwiera kobiecość. Pudło. Ale on ma córki w moim wieku, więc wie, jak się powinnam czuć. W sumie nie byłoby to nic takiego, gdyby rzeczywistość nie zaatakowała ostatnio naporem „mężczyzn objaśniających świat”. Miałam ochotę odesłać ich wszystkich słowami: „Zanim objaśnisz mi świat, przyjrzyj mu się. Idź, przeczytaj Solnit i nie grzesz więcej”.

Tytuł eseju Rebeki Solnit sprzed dwunastu lat został szybko przekuty w termin: mansplaining. Bezbłędnie opisujący doświadczenia wielu kobiet, a tłumaczony na polski np. jako męsplikacja. Solnit wypiera się jego autorstwa. Jakby sam się wykluł między...

5076

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, trzymiesięczny lub roczny.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Czy kobiety, tak jak Pani redaktor, mają prawo tłumaczyć męskość? Oczywiście, że tak. Czy mężczyźni mają prawo tłumaczyć kobiecość? Oczywiście, że tak. Czy obie płcie to nieustannie robią? Tak. Czy oboje mają prawo się mylić? Tak. Czy warto słuchać siebie nawzajem? Tak. W końcu: czy więcej mężczyzn tłumaczy kobiecość niż kobiet męskość? Nie da się udzielić odpowiedzi na to pytanie. Nawet sięgając do źródeł historii, w przeważającej większości pisanej męską ręką. Tam nie znajdziemy rozwiązania problemu. Z kolei współcześnie pani redaktor może opisywać swoje wrażenia i wrażenia innych kobiet, ale równie dobrze mężczyżni mogą stawiać swoje kontr-tezy i prężyć muskuły. Znów nie osiągniemy sensownej odpowiedzi. Jaki z tego wniosek? Żaden. Może jeden. O czym tu pisać? O własnym doświadczeniu bólu? Ale czy mężczyźni nie doświadczają bólu? Doświadczają. Na czym polega zatem ten płciowy podział? By doszukiwać się, wręcz wywoływać własną krzywdę? Nie rozumiem tego. Ostateczną konkluzją artykułu, tak jak ja ją osobiście odczytuję, nie chcąc jej nikomu objaśniać, a robiąc to jedynie przypadkiem, jest, że Pani redaktor jest smutno, coś się jej nie podoba i chce żeby było inaczej. Rozumiem, ja też tak czasem mam i w przyszłości, z czystej kultury, postaram się zachowywać w sposób, który Pani redaktor, innym kobietom i mężczyznom odpowiada. Jednak (tu zabrzmię ostrzej, za co przepraszam) dlaczego łamy tego czcigodnego tygodnika muszą być zapełniane tekstami godnymi pamiętnika? Pani A nie podoba się X. A to ponieważ, spieszę z kolejnym objaśnieniem, zinterpretowaliśmy sobie świat w taki sposób, że X nazwano "sprawą społeczną", nadając mu (X-owi) ważność rangi sto dwa, i zaczęliśmy udawać, że istota i problem tkwi nie w "podobaniu się" tylko o wiele głębiej — w odkrywanej właśnie przenikliwą myślą strukturze świata. Staramy się nie zauważać anegdotycznych argumentów, niestałości doświadczeń indywidualnych, braku logiki, selektywnej ślepoty i zamknięcia na złożoność bożego uniwersum. W skrajnych przypadkach wręcz chwalimy to wszystko jako zalety opisu: jego doczesność, styczność z realną egzystencją, odrzucenie (męskich) norm. Jednak machanie rękami w wodzie to niekoniecznie pływanie. Weźmy za przykład zacytowany fragment: „Doświadczenie nauczyło mnie jednak, że całkowita, konfrontacyjna pewność siebie połączona z całkowitą niewiedzą jest upłciowiona – pisze Solnit. – Mężczyźni objaśniają rzeczy tego świata mnie i innym kobietom niezależnie od tego, czy wiedzą, o czym mówią, czy też nie. W każdym razie niektórzy mężczyźni”. Zamieńmy w nim ze sobą słowa "mężczyzna" i "kobieta". Czy jest ten cytat mniej, tak samo, czy bardziej prawdziwy? "Kobiety objaśniają rzeczy tego świata mnie i innym mężczyznom niezależnie od tego, czy wiedzą, o czym mówią, czy też nie. W każdym razie niektóre kobiety”. Coś do przemyślenia. Kończąc — nie warto, po prostu nie warto. To wszystko nie warte dwóch groszy lub mniej. Pani redaktor wypociła swój tekst, a ja wyplułem swój chaotyczny komentarz. Słowa, słowa, słowa... T.S. Eliot (mężczyzna) w dziele, które pani redaktor z pewnością zna, pisze (zakładam, że do samego siebie): "You are not here to verify, Instruct yourself, or inform curiosity, Or carry report. You are here to kneel." Ze szczerego serca pozdrawiam.

Bawo,SMD. Well said.

Psychosocjologia forum TP jest raczej typowa, toteż nie dziwię się, że autorzy(rki) z rzadka uważają za potrzebne odpowiadanie konkretnym komentatorom lub komentowanie ich komentarzy (co na blogach jest, dla odmiany, normą). Sam jestem zaskoczony, uświadomiwszy sobie, że w ciągu 5 lat bywania tutaj moje krytyczne lub życzliwe uwagi czy dygresje spotkały się z taką reakcją aż kilkanaście razy. Raz czy dwa razy przerodziło się to nawet w dłuższą konwersację. I tylko w jednym przypadku była lekka pretensja, ze nie respektuję tradycyjnego podziału ról i jednokierunkowego objaśniania, pouczania, mędrkowania i dowcipkowania, ale poza tym owa refutacja była całkiem merytoryczna. Red. Radzik natomiast strzeliła klasycznego focha, co trafia mi się po raz pierwszy. Jakżeż to kobiece i urocze! ;) Korzystając z prawa do repliki w tym samym tonie, powiem, że 1) lektury dobieram sobie sam i to przeważnie lepsze niż kocopoły R. Solnit; 2) nie namawiałem red. Radzik do opowiadania o swoim dzieciństwie, ale skoro to zrobiła publicznie i z własnej inicjatywy, to niech nie ma żalu, że ktoś się nad tym pochyli; 3) jednych irytuje mansplaining, innych womanscomplaining. A co do tego bufońskiego "odsyłania"... Jak w tym dialogu: - Z pijanym nie tańczę! - Przecież na trzeźwo nikt cię nie poprosi.

Miałby Pan rację, gdyby sytuacja była symetryczna. Może czasem, np. w niektórych małżeństwach, jest symetryczna albo nawet odwrócona. Ale w społeczeństwie nie jest a już na pewno nie jest w Kościele. Nie wiem, czy Pan czasem słucha/bywa/czyta głosów księży adresowanych do kobiet. Ja kiedyś próbowałam tzw. rekolekcji stanowych. 15 minut wytrzymałam. A na rekolekcjach parafialnych usłyszałam radę dla żonatych mężczyzn, żeby jednym uchem słuchali i potakiwali dla świętego spokoju, bo "kobieta myśli mówiąc i czasem musi sobie pogadać". Wspaniała wiedzą o kobietach i takaż zachęta do budowania związku na obopólnym szacunku i zrozumieniu. A obok siedział mąż i chichotał z satysfakcją. Nie on jeden zresztą. Taka sytuacja to właściwie anegdotka z własnego doświadczenia, bo bywają naprawdę o wiele "grubsze" przegięcia naszych przewodników w sutannach.

Okropne to słowo mansplaining, bo ludzie powinni rozmawiać i patrzeć na świat z różnych perspektyw. Mężczyźni mówić o kobietach, kobiety o mężczyznach. To wszystko buduje dialog. To dialogu brakuje, a nie jakiś mansplaining jest problemem. Choć zgadzam się, że głosu kobiet brakuje.

Że powinniśmy rozmawiać. Ale to nie tylko chodzi o głosy kobiet. Myślę, że głównie chodzi o głos mężczyzn przyzwyczajonych, że to oni wszystko wiedzą najlepiej a głos kobiet po prostu ignorują lub traktują z pobłażaniem. Co z tego, że mówimy, skoro mężczyźni uważają, że mówimy nie do nich, co najwyżej do innych kobiet.

Jestem zachwycony felietonami Pani Redaktor. Ostatni trafia w sedno problemu. Raczej próbujmy najpierw się zrozumieć a dopiero dalej dyskutować czy też ORZEKAĆ. SMD wszystko wie ale czy rozumie ? Przepraszam SMD . Wolę stanowisko Autorki Może jednak czas na powrót "inteligentnego matriarchatu " ???

Czytając komentarze takie mam odczucie; niektóre z nich to czysta ilustracja tezy mniemanologa stosowanego J.T.Stanisławskiego "o wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia".Pan SMD powinien - według mnie - zakończyć swój tekst indiańskim "HOWGH"! Co właściwie powiedział/napisał ? Z mojej edukacji pamiętam, że fundamentami religii są - między innymi - Pismo, tradycja i nauczanie. Pismo [Ks.Rdz 1,27] uczy, że "Stworzył Bóg człowieka na swój obraz, na obraz boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę" i z tego opisu stworzenia CZŁOWIEKA nie wynika niczyja wyższość. Skąd biorą się - późniejsze - praktyki i twierdzenia o podrzędności niewiast ? Mogą pochodzić z tradycji i nauczania ! Swój wkład w ten niedobry zwyczaj mają m.in. św.Augustyn i św.Tomasz. Ale jest wiek XXI i powinniśmy, my ludzie, myśleć i działać racjonalnie, bez stereotypów/wnioskowania bez myślenia/. Nie napiszę "howgh" ani "well said" tylko cogito ergo sum.

A co do opisu stworzenia, jakoś bardziej zakorzeniony jest ten drugi, w którym Bóg stworzył Adama a potem dopiero, jako pomoc dla niego, Ewę z jego żebra. Ciekawe, dlaczego ten opis jest bliższy sercu kapłanów?

Obawiam się, iż chaotyczność mojego komentarza spowodowała, że został odczytany wbrew pierwotnym intencjom. Jednak nie będę go rozwijać, ani wdawać się w dyskusje, gdyż nikomu to nie jest potrzebne. Mogę zaproponować bibliografię, która umieści go w odpowiednim kontekście i sprawi jaśniejszym: "Men Explain Things to Me" Rebeki Solnit i "Myśli" Simone Weil. Te dwie książki wypełnią uczynione (olbrzymie) skróty myślowe. Moja wypowiedź nie była pisana w opozycji do pani redaktor, a polemiczny ton zakradł się tam w wyniku wady charakteru, za co przepraszam.

Z cyklu "żadna kobieta nie opowie Ci tego", czyli muzyczny klasyk (take 10) do posłuchania: https://www.youtube.com/watch?v=RH2tyQgO52M

W Nadolu jest piękny kościółek, raczej kaplica kościół parafialny jest kilkanaście kilometrów dalej. Polecam odwiedziny każdemu kto zajrzy w ten zakątek. Jeździmy tam z żonka czasami, tak było w ostatnią niedzielę. Msza w której uczestniczyliśmy kończyła rekolekcje wielkopostne. Ksiądz rekolekcjonista, straszny nudziarz, też pouczał kobiety gdzie ich miejsce. Na zakończenie oczywiście podziękowania. Ksiądz dziękował zaangażowanym parafiankom za aktywność, bo chcieli z proboszczem skromnie i bez pompy, a tu pod naciskiem kobiecego aktywu, wymienionego w glorii z imienia i nazwiska, odprawiono wszystko z najwyższym pietyzmem, pomijając zresztą obostrzenia sanitarne, ale to drobiazg. Potem gorące dziękczynienia składali parafianie z naręczem kwiatów, parafianki przepraszam. Taki sielski obrazek, być może nie na temat, ale miejsce kobiety katolickiej jest dość precyzyjnie określone. Religia katolicka to gra wymyślona przez facetów i dla facetów i trudno z tym stanowiskiem dyskutować. Jednak grać w nią uwielbiają kobiety, szczególnie matrony 50+. To one w przeważającej większości wleką do kościoła mężów dzieci i wnuki. Ostatnio za sprawą szybkiego usamodzielniania się dzieci, wiercą dziurę w brzuchu swym mężom. Nie do końca skutecznie bo na trzy, cztery matrony, jeden chłop w ławce siedzi. Być może to efekt szybszego opuszczania łez padołu przez chłopów, a może i nie za bardzo im też odpowiada narracja płynąca z ambon. Kobiety musza to uwielbiać i to mnie nieco dziwi. Jak to w końcu jest, lubicie męskie gierki czy nie.

dwie uwagi do tego tekstu - po pierwsze to nie jest tak, że 'kobiety uwielbiają tę grę' - powiedzmy, że są bardziej podatne na pranie mózgu i uzależnienie; po drugie, chwała bogu i tych kobiet coraz mniej w kościołach, więc problem się jakby w sposób naturalny i ekologiczny sam rozwiązuje

Ale dlaczego nie pozwolić głosić i kobietom, i (cytowanemu) o. Szustakowi? Jeśli nie byłoby zapotrzebowania i chęci słuchania Szustaka, to jego filmy nie miałyby setek tysięcy (sic) odsłon na YouTubie, a książki nie miałyby dodruków. Jego naprawdę nie trzeba słuchać, nie ma takiego przymusu. Mnie bardziej denerwuje, jak np. na rekolekcje o kobietach, które miała głosić s. Pudelko, na wstępie 'konferencję' wygłasza pewien Abp i mówi o 'Julkach' i potrzebie dobrego ubioru. To jest problem - bo kobiety przyszły posłuchać kobiety, a na początek dostały 'kogoś innego'. Ale jak ktoś chce słuchać Szustaka, to niech słucha. Jak ktoś nie chce, niech nie słucha, ale niech nie zabrania innym słuchać, a jemu głosić, skoro widzi, że jest zapotrzebowanie.

"Katoliccy mężczyźni (zwłaszcza ordynowani) objaśniają mi kobiecość, Biblię, Kościół. W dodatku tak, żeby nie było w nim dla mnie miejsca." Dla kobiety nie ma miejsca w Kościele? Przecież to nieprawda! Po co takie rzeczy wypisywać?

...a Sz. P. mężczyzna czy kobieta?

Była minister spraw wewnętrznych Finlandii Päivi Räsänen( prywatnie żona pastora luterańskiego ) napisała książkę o panu Bogu, kobiecości i małżeństwie i ...... obecnie ma kłopoty. "Portal „National Catholic Register” przedstawił historię fińskiej parlamentarzystki Päivi Räsänen, która ze względu na wiarę i swoje antyaborcyjne przekonania, wielokrotnie była prześladowana i wyszydzana. Fińska polityk podkreśla, że pomimo ataków, zamierza bronić swojego prawa do wiary i chrześcijańskiej wizji świata."

Jasne, że nie oczekujemy solidarności z panią Räsänen ze strony pani Radzik.

Oczywiście ma Pani rację. Tez wpadam w ten napuszony ton pouczania. Nie pouczaj byś nie był pouczony. Skromność jest odpowiedzią, ale kobiety faktycznie jako rekolekcjonistki, to dobry trop. Pozdrawiam.

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]