Reklama

Odkrywcza podróż?

Odkrywcza podróż?

16.10.2006
Czyta się kilka minut
Kilka lat temu przeczytałem w "Nature", poważnym brytyjskim piśmie naukowym, artykuł o wynikach prac wykopaliskowych w Mezopotamii. Stosując nowoczesną metodę spektroskopii masowej, zbadano skład osadów na skorupach starożytnych naczyń. Wynik nie pozostawiał wątpliwości: kilka tysięcy lat temu w naczyniach przechowywano piwo. Artykuł kończył się nietypowo lekką jak na to pismo nutą: w oparciu o wielką liczbę pozostawionych skorup, wszystkich pokrytych tym samym osadem, stwierdzamy, że kilka tysięcy lat temu miało tu miejsce niezłe pijaństwo.
P

Poza frywolnym tonem nic w tym nowego. Noe upił się po zakończeniu potopu. Jezus zamienił wodę w wino. Fraszki Kochanowskiego zawierają niejeden motyw pijacki. W "Weselu" Wyspiańskiego mamy: "piję, piję, bo ja muszę" czy "Szopen gdyby żył, to by pił". Od zawsze było wiadomo, że in vino veritas. Każda cywilizacja od czegoś się uzależniała i czymś się odurzała: alkoholem, narkotykami, tytoniem, lekami, adrenaliną sportową czy choćby czekoladą. Jak pisze w "Odurzonych. Historii narkotyków 1500-2000" Richard Davenport-Hines, "odurzali się monarchowie, premierzy, wielcy pisarze i kompozytorzy, ranni żołnierze, przepracowani lekarze, maltretowane żony i gospodynie, wyczerpani fizycznie robotnicy, wpływowi biznesmeni, playboye, prostytutki, gwiazdy muzyki pop, ludzkie wraki, zestresowane nastolatki, zbuntowana młodzież, ofiary życia w gettach i zadowoleni z siebie imprezowicze". Nowe są tylko skala i sposób odurzania w czasach nam współczesnych, a także społeczno-polityczno-prawny kontekst tej praktyki.

Davenport-Hines jest brytyjskim historykiem i dziennikarzem. Publikuje w "The New York Times", "The Times Literary Supplement", "Sunday Times" i "The Independent". Jest członkiem Royal Historical Society, które nagrodziło go Wolfson Prize w dziedzinie historii i biografii. Ze względu na renomę i rzetelność autora, książka "Odurzeni" odbiła się szerokim echem na świecie. Rozgłos przyniosła mu już wcześniejsza książka o W. H. Audenie, a także niewydane jeszcze w Polsce, najnowsze dzieło, "Proust w Hotelu Majestic: ostatnie dni autora, którego książka zmieniła Paryż".

Autor przedstawia bardzo zdecydowane sądy na bardzo kontrowersyjne tematy - jak "wojna z narkotykami", legalizacja ich posiadania i używania, ich rola w życiu społecznym, medycynie, kulturze, związek ze swobodami obywatelskimi etc. Książka jest staranną i wyczerpującą historią używania oraz nadużywania substancji uzależniających i odurzających. Davenport-

-Hines ogranicza omawiane epoki do tych, wobec których dysponujemy bogatą i rzetelną dokumentacją. Stara się zachować podejście obiektywnego historyka, dbającego o szczegóły tego, jaki narkotyk, kiedy, jak rozpowszechniany i jak używany dominował w danym okresie. Starannie wylicza naturalnie występujące zioła i grzybki używane do odurzania się.

Nie sposób uniknąć wrażenia, że jest bardziej niż rozumiejący motywy i potrzebę odurzania się. Świetnie widać to w książce o Prouście, gdzie podkreśla, że ten "autor książki, która zmieniła Paryż" przedstawił doświadczenia bohatera "Uwięzionej" (w pośmiertnie wydanej części "W poszukiwaniu straconego czasu"), Bergotte'a, z narkotykami jako seksualną przygodę połączoną z odkrywczą podróżą: "wchłaniasz nowy produkt... z zachwycającym oczekiwaniem nieznanego. Serce wali tak, jak przy pierwszym spotkaniu z kochankiem... Jaką niezwykłą ścieżką, na jakie szczyty i w jakie niezbadane przepaści ten wszechmogący władca nas poprowadzi? Jakie nowe wrażenia odkryjemy w trakcie tej podróży?".

Davenport-Hines nie jest sentymentalny. Poetyckie opisy eksperymentów bohaterów Prousta to margines. W "Odurzonych" bada wpływ narkotyków na rodziny oraz prywatne życie, przytaczając pamiętniki i inne teksty zarówno zwykłych ludzi, jak też pisarzy i dziennikarzy. Tu napotykamy problem, który poza niezwykle obszerną warstwą historyczną i techniczną zdaje się dominować w zamyśle autora - stosunek społeczeństw i rządów do zjawiska odurzania się, a w szczególności, w naszych czasach, do narkotyków.

Książka jest po części bilansem prawie stu lat walki rządów z narkotykami. Zapoczątkowały ją w 1909 roku Stany Zjednoczone, które narzuciły swoje podejście do problemu większości państw świata. Davenport-Hines jest jednoznacznie krytyczny co do motywów, sensowności i wyników tej "wojny". Lista jego argumentów jest przytłaczająca. Pomimo często brutalnych, a zawsze kosztownych metod walki rośnie liczba osób uzależnionych, rosną zyski narkotykowych karteli, rośnie produkcja narkotyków, obniża się wiek pierwszego z nimi kontaktu, nie maleje dostępność, pojawiają się nowe rodzaje substancji uzależniających itd., itp. "Wojna z narkotykami" wydaje się równie niezdefiniowana, niekończąca się, beznadziejna jak "wojna z terrorem".

Ta paralela jest oczywista także przez to, że motywacje polityczne dla jednej i drugiej wojny pochodzą z tego samego źródła: prawicowego konserwatyzmu, wojującego, często przy pomocy demagogicznych i histerycznych haseł, z liberalnymi, a w porywach i libertyńskimi czy hedonistycznymi ciągotami. Ale są i różnice - nikt przy zdrowych zmysłach nie popiera terroru, z którego zwalczeniem społeczeństwa demokratyczne mają taki problem (w przeciwieństwie do np. Chin, które wygrały wojnę z opium metodami nie do zastosowania w demokracji). Narkotyki to co innego - tu przez wielu rozsądnych ludzi podważana jest sama zasada walki, a już na pewno walki totalnej. Davenport-Hines staje po stronie prawa wolnego obywatela w wolnym społeczeństwie do wolnego wyboru - nie tylko prawa do odurzania się, ale nawet do uzależnienia się i samozniszczenia.

Jego argumenty są wielorakie, a siłą książki jest niebywale staranna dokumentacja historyczna i anegdotyczna. Jako argumenty za legalizacją narkotyków autor przedstawia racje moralne (swoboda wyboru), medyczne (np. stosowanie narkotyków jako leków), polityczne (prohibicja jest strategią prawicy i konserwy przeciw liberalizmowi i modernizmowi), ale także ekonomiczne i praktyczne (totalna wojna z narkotykami jest nie do wygrania, rośnie przestępcza strefa z nimi związana, ścisła prohibicja wręcz sprzyja narkomanii i uniemożliwia kontrolę nad tym, co i w jakich ilościach ludzie biorą).

Autor chce, byśmy uwierzyli, że prohibicja narkotyków w jakiejkolwiek formie jest okropnym pomysłem, a co gorzej, prowadzi do bogacenia się narkotykowych bonzów i wszelkiego zła z tym związanego. Problem z tą książką polega na tym, że jest ona na polskim rynku jedną z bardzo nielicznych pozycji stosujących historyczne i krytyczne podejście do problemu. Książką, która wychodzi poza tradycyjną, propagandową mantrę just say no i stawia pytanie "a dlaczego nie?". Pytanie, na które wcale nie ma prostej odpowiedzi, ale jednocześnie pytanie, które budzi tak wielki lęk, że wolimy go nie stawiać.

Argumentacja Davenport-Hinesa wydaje się mieć wiele luk, przede wszystkim logicznych. Z tego, że "wojna z narkotykami" nie przynosi pożądanych rezultatów, nie wynika, że bez niej rezultaty nie byłyby jeszcze gorsze. Doświadczenia Holandii z legalizacją lekkich narkotyków wcale nie są jednoznaczne, bo jest to małe i bardzo specyficzne społeczeństwo. Nie jest jasne, czym skończyłoby się takie rozwiązanie w innym kraju. Podobnie negatywna korelacja pomiędzy surowością systemu antynarkotykowego w Anglii i dużą ilością osób uzależnionych wcale nie musi się przekładać na inne społeczeństwa. Twierdzenie, że w Anglii ludzie ćpają więcej niż gdzie indziej, bo prawo jest tam surowsze, wydaje się absurdalne.

Davenport-Hines przytacza ciekawe przypadki twórców działających "pod wpływem", ale jest zdumiewające, że nie zadaje sobie pytania: dlaczego, choć niektórzy artyści nadużywali narkotyków, uzależniali się od nich, a nawet ginęli przez nie, wielcy twórcy nauki tego nie robili? Mechanika kwantowa i teoria względności - dwie wielkie teorie, pozornie absurdalne, kwestionujące codzienne doświadczenie, obalające nasze podstawowe wyobrażenia o realnym świecie, a więc wymagające niebywale "wzmocnionej" wyobraźni - zrodziły się w warunkach drug free. Co więcej, trudno sobie wyobrazić, by mogło być inaczej. Na "haju" trudno rozwiązywać równania Einsteina! Czy nie jest tak, że to, co rzetelne, musi być trzeźwe? Czyżby świadczyło to o miałkości dzieł powstałych "pod wpływem"?

Łatwo przytaczać statystyki, z których wynika, że pomimo rosnących wydatków na "wojnę z narkotykami", wszystkie złe wskaźniki stają się jeszcze gorsze. To oczywiste, że podobnie jak terror, narkotyki stały się propagandowym straszakiem, pozwalającym niszczyć polityczne kariery z powodu skręta wypalonego w akademiku 40 lat temu. Szczytowym osiągnięciem kołtunów, przerażonych młodzieżową rewoltą lat 60., prawdziwym osinowym kołkiem, którym chciano przebić ducha tamtych czasów, było zmuszenie prezydenta USA Billa Clintona do groteskowego wyznania, że "palił, ale się nie zaciągał".

Nie sposób jednak uwierzyć Davenport-Hinesowi. Zbyt wiele jest tu łatwych uogólnień i pochopnych wniosków. Odnosi się wrażenie, że autor napisał książkę rzetelnie, z pasją i uczciwie, jak umiał, ale zrobił to siedząc w wygodnym fotelu, gdzieś w eleganckim osiedlu na Long Island albo w Catskill, z dala od potencjalnych skutków polityki, której jest adwokatem. Łatwo powiedzieć: "wolni ludzie mają prawo do autodestrukcji", trudniej zmagać się z codziennymi skutkami takiego wyboru w najbliższym otoczeniu. Zwłaszcza że choć wybory mogą być indywidualne, to skutki są zbiorowe.

Z jednej strony, lektura tej książki stanowi wyłom w zamkniętej "debacie" na temat narkotyków poprzez zakwestionowanie panujących od lat dogmatów. Z drugiej, poraża dogmatyczność i pewność siebie autora, twierdzącego, że skoro mimo walki z narkotykami ich spożycie rośnie, to zaprzestanie walki zmniejszy konsumpcję. Przy całym szacunku dla zakresu badań przeprowadzonych przez Davenport-Hinesa i rzetelności cytowanych danych mam wątpliwości, czy kiedykolwiek podniósł się on ze swego dziennikarsko-akademickiego fotela i spojrzał w oczy narkomana. Czy kiedykolwiek był w domu narkomana? Czy rozmawiał z jego rodzicami? Czy żył w dzielnicy zrujnowanej przez narkotyki, gdzie zużyte strzykawki walają się na trawnikach w parkach? Czy narkotyki nie są dla niego po prostu jeszcze jednym dziennikarskim, abstrakcyjnym, odległym tematem, jak Auden, Proust, egzotyczne motyle czy coś innego? Czy on w ogóle kiedykolwiek wypił drinka i zapalił skręta?

Richard Davenport-Hines, "Historia narkotyków 1500-2000", przeł. Agnieszka Cioch, Warszawa 2006, Wydawnictwo W.A.B.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]