Odciski

Ciemnobrązowa walizka w kratę, wewnątrz wyścielana papierem. Dziś wszystkie bagaże jeżdżą na kółkach. A ja na pierwszą kolonię jechałem ze sztywną, tekturową walizką, którą do autobusu i z autobusu musiałem nieść w rękach.
Czyta się kilka minut

Nie była szczególnie ciężka. Ale rączkę miała niewygodną, z twardego plastiku umocowanego na dwóch prętach. Człowiek, który tę rączkę wymyślił, zapewne w każdą podróż udawał się w rękawiczkach, inaczej nie mógłby wpaść na podobny pomysł. A może woził ze sobą tylko jedną koszulę, krawat i gazetę? Albo termos z kawą i słomkowy kapelusz? Ja musiałem zabrać spodnie na zmianę, buty, bieliznę, rzeczy na upał i na zimno, książki. Rączka wżynała mi się w dłonie i zostawiała sine odciski.

Za to walizka zgrabnie chowała się pod łóżkiem i wszystko w niej było równo poukładane. Pamiętam dużą salę na piętrze kolonijnego budynku w Skomielnej Czarnej. Rzędy skrzypiących, metalowych łóżek po obu stronach. Drewniane deski, po których nie dało się przejść, żeby kogoś nie zbudzić. W nocy, kiedy nie mogłem zasnąć, leżałem bez ruchu i patrzyłem w sufit. Po prawej spali starsi chłopcy, po lewej my, młode szczyle. W środku sali pan wychowawca, wysoki, przystojny mężczyzna, który zjawiał się późno w nocy, ale budził nas wcześnie, żebyśmy przed śniadaniem zdążyli jeszcze przebiec się po lesie.

Drugiego dnia kolonii starsi chłopcy obejrzeli najmłodszym szczylom siusiaki. Ot, taki rytuał, żeby wiadomo było, kto nad kim ma władzę. Wieczorami, kiedy rozmawiali w łóżkach, wolno nam było się śmiać, ale nie wolno było odzywać. Poza tym raczej nam nie dokuczali. Pamiętam, że któregoś dnia chłopak z sąsiedniego łóżka narobił w spodnie. A ponieważ wstydził się przebrać, chodził z pełnymi gaciami dopóki nie dopadł go wychowawca i nie kazał pójść pod prysznic. Nikt się wtedy z niego nie wyśmiewał.

Kolonia trwała prawie cztery tygodnie. W niedziele zjawiali się rodzice, przywozili coś słodkiego, zabierali na spacer. "Jak ci tu jest?" "Dobrze". "Nie tęsknisz?" "Tęsknię". Do starszych chłopaków nie przyjeżdżali, więc ci w weekendy robili się nerwowi. Częstowałem ich wieczorem tym, co upiekła mama. Jedli i przeklinali, jak to robią wszyscy mężczyźni na świecie spragnieni czułości.

Pamiętam jednego, który przeklinał gorzej niż inni. Miał długie, zawsze nieco tłuste włosy. Jego ojciec pracował na kopalni, ale chyba przyjechał na Śląsk z gór, bo chłopak wyglądał jak górale ze zdjęć w podręcznikach etnografii. Był wulgarny, w żartach poniewierał dziewczyny, to on był inicjatorem sprawdzania, co też tam gnojki mają w spodniach. Lubił robić "pilota" (wywalanie wszystkiego z łóżka za okno) lub wystawiać śpiących delikwentów na świeże powietrze. Któregoś razu byłem świadkiem następującej sceny: jeden z malców dokuczał drugiemu, który bał się wejść do wody. W ośrodku, na głównym placu był basen, do którego czasem nas wpuszczano. Ale ten malec, który miał może sześć, może siedem lat, trząsł się i płakał, i nie chciał nawet zamoczyć nóg. Drugi, nieco starszy, stał już w wodzie i śmiał się, pokazując beksę palcem. I wtedy podszedł syn górnika z gór, złapał go za ramię i popchnął na głęboką wodę. Chłopak wynurzył się prychając i rozejrzał dookoła zdezorientowany. "Odp...dol się od niego", powiedział spokojnie Ślązak i wylazł z basenu.

Pływać, o ile pamiętam, nie lubił.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 33/2011