Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wydanie specjalne "Polska Żydowska"

Nieznany bohater

Nieznany bohater

22.09.2007
Czyta się kilka minut
Przeglądając literaturę naukową i popularną poświęconą zbrodni katyńskiej, niemal zawsze natrafimy na zaledwie wzmianki o postaci Kazimierza Skarżyńskiego - w latach wojny członka władz i sekretarza generalnego Polskiego Czerwonego Krzyża, z ramienia którego uczestniczył on w organizowanym przez Niemców w kwietniu 1943 r. wyjeździe do Lasu Katyńskiego. Był też Skarżyński autorem pierwszego tak obszernego i niezwykle udokumentowanego "Raportu z Katynia", który do dziś stanowi fundamentalne świadectwo w sprawie tej zbrodni. Tymczasem postać jego właściwie nie istnieje w literaturze naukowej przedmiotu.
K

Kim był ten człowiek, tak dla Polski zasłużony?

Jego życiorys mógłby posłużyć za kanwę niejednej książki czy scenariusza filmu sensacyjnego.

Z Kaukazu do Polski

Kazimierz Edmund Skarżyński przyszedł na świat 15 grudnia 1887 r. w majątku Karczewo na ziemi płońskiej jako syn właściciela majątków jedwabińskich Henryka i Marii Magdaleny z Czarnowskich. Dzieciństwo spędził w domu rodzinnym, następnie pobierał nauki w jednym z warszawskich gimnazjów, a potem w gimnazjum jezuitów w Kalksburgu koło Wiednia. Niemal wprost ze stolicy monarchii austro-węgierskiej wyjechał do Paryża, gdzie ukończył Wyższą Szkołę Nauk Politycznych, a następnie do Antwerpii, do Naczelnego Instytutu Handlowego.

W 1913 r. rozpoczął pracę jako sekretarz francuskiej kompanii "Allah-Verdi", zajmującej się wydobyciem miedzi na Zakaukaziu. Popracował tam niedługo: w czasie rewolucji bolszewickiej uczestniczył w niebezpiecznej misji łącznikowej między Tatarami a Kurdami, podczas walk toczonych z armią turecką przez wycofujące się z tamtych terenów oddziały rosyjskie. Po zajęciu w 1919 r. Zakaukazia przez interwencyjne wojska brytyjskie, podjął decyzję o powrocie do Polski.

Wrócił - i w sierpniu 1920 r. zgłosił się na ochotnika do polskiej armii. Jako kawalerzysta 203. pułku ułanów walczył z bolszewikami. Dosłużył się kaprala i Krzyża Walecznych. W październiku 1920 r. został zdemobilizowany.

Menadżer z towarzystwa

W wolnej Polsce robił to, do czego go wykształcono: był, jak byśmy dziś powiedzieli, menadżerem. Od 1924 r. aż do wybuchu II wojny światowej związany był z firmami reprezentującymi kapitał francuski w Polsce. Pełnił funkcję wiceprezesa, a następnie przez wiele lat prezesa Francusko-Polskiej Spółki Papierniczo-Celulozowej (związanej z francuską kompanią Credit Froncier).

W tym czasie aktywnie udzielał się też w środowisku ziemian. Był zapalonym myśliwym, kochał konie, którym poświęcał wiele czasu. Uczestniczył w konkursach hippicznych, zdobywając liczne nagrody. W czasie jednego z nich poznał przyszłą żonę i wielką miłość życia: Zofię z Zamoyskich z Klemensowa, drugą córkę Maurycego (ministra spraw zagranicznych w rządzie Władysława Grabskiego) i Marii Zamoyskich. W 1936 roku wzięli ślub.

Znakomicie wykształcony (władał siedmioma językami), obyty w świecie, niezwykle inteligentny, posiadający ogromną wiedzę polityczną i historyczną, a nade wszystko przystojny, czarujący i z dużym poczuciem humoru - Skarżyński budził sympatię oraz zaufanie i szacunek wielu osób z życia publicznego tamtych czasów.

W 1937 r. przyszedł na świat syn Marek, a tuż przed wybuchem wojny córka Maria.

A potem nastąpił koniec tamtego świata.

Menadżer - dla potrzebujących

We wrześniu 1939 r. Skarżyński kierował wielkimi zakładami papierniczymi w Warszawie. Po zajęciu stolicy Niemcy pozbawili go tej funkcji i krótko pozostawał bez pracy. Z polecenia hrabiny Marii Tarnowskiej - wybitnej działaczki Polskiego Czerwonego Krzyża, a w czasie wojny także Rady Głównej Opiekuńczej - dokooptowany został do Zarządu Głównego PCK w Warszawie i mianowany sekretarzem generalnym Polskiego Czerwonego Krzyża.

Organizacja ta - jak sam później stwierdził - "w pewnym sensie (...) była ostatnim śladem polskiej suwerenności, tolerowanym przez Niemców na terenie GG".

Kierując pracami PCK, po raz pierwszy zetknął się z kwestią polskich jeńców, którzy przebywali w sowieckich obozach; zapewne nie przeczuwał jeszcze, w jak tragicznych okolicznościach będzie miał z tymi sprawami do czynienia. W okresie jego urzędowania rozbudowano dział gromadzenia informacji i poszukiwań zaginionych w wyniku działań wojennych.

W początkowej fazie wojny PCK przygotowywał - na polecenie Niemców - sieć obozów dla jeńców polskich, którzy mieli wrócić z sowieckiej niewoli. Dopiero po kilku miesiącach Niemcy powiadomili PCK, że oficerowie ci zostaną w Sowietach. Zorganizowane już obozy zostały zamknięte w czasie, gdy rodziny przestały otrzymywać listy z miejsc, w których przebywali jeńcy.

W Katyniu

13 kwietnia 1943 r. Niemcy ogłosiły światu, że w zbiorowych mogiłach w lesie pod Smoleńskiem odkryli szczątki tysięcy oficerów Wojska Polskiego, zamordowanych w 1940 r. przez Sowietów. Choć o grobach Niemcy wiedzieli przynajmniej od 1942 r., dopiero 29 marca 1943 r. rozpoczęli ekshumację, a o odkryciu grobów powiadomili przedstawicieli PCK i Rady Głównej Opiekuńczej w Generalnym Gubernatorstwie dopiero 9 kwietnia [patrz tekst na stronach 12-13 - red.].

Dzień później na żądanie Niemców do Katynia udała się kilkuosobowa delegacja Polaków, wśród nich pisarz Ferdynand Goetel. 14 kwietnia Niemcy zażądali od PCK wyznaczenia delegacji, która tegoż dnia miała odlecieć do Smoleńska. Jeszcze w tym samym dniu Zarząd Główny PCK na specjalnie zwołanym posiedzeniu przyjął, że zgodnie ze swymi statutowymi obowiązkami i z uwagi na tysiące zainteresowanych rodzin, PCK powinien podjąć prace ekshumacyjne, identyfikacyjne i pogrzebanie znalezionych zwłok. Wyjazd miał mieć charakter jedynie roboczy (z wykluczeniem propagandowego), a sformowana w tym celu Komisja - charakter tylko techniczny i liczyła początkowo tylko cztery osoby. Na jej czele stanął sekretarz generalny ZG PCK: Kazimierz Skarżyński.

Skarżyński był też faktycznym organizatorem prac komisji, która od 17 kwietnia do 7 czerwca prowadziła prace przy ekshumacji z dołów śmierci i pochowaniu zwłok. Władając biegle niemieckim i rosyjskim, sprostał zadaniu. Umiejętnie mediując, podejmował decyzje, które w rezultacie pozwoliły polskimi rękami wydobyć zwłoki zamordowanych, uformować pierwszy cmentarz (tzw. cmentarz PCK). Komisja Techniczna PCK - garstka Polaków, ściśle kontrolowana przez Niemców, słabo wyposażona i pozbawiona środków łączności ze światem zewnętrznym - pracowała w Katyniu w skrajnie trudnych warunkach niemal dwa miesiące, wydobywając tysiące ciał. Jej członkowie wykonali ogromną, bezcenną pracę - dla rodzin zamordowanych i dla polskiej historii i pamięci. Sukcesem PCK był fakt, że udało się sporządzić - obok niemieckich - także polskie, PCK-owskie listy zamordowanych.

Sam Skarżyński, prowadzący na miejscu w Smoleńsku i Katyniu pertraktacje z Niemcami, po omówieniu warunków prac i zainstalowaniu Komisji wrócił do Warszawy.

Sprawozdania

Po powrocie do kraju zdał raport z tego, co zobaczył. Jego wiedza posłużyła do przygotowania pierwszych obszernych informacji dla kierownictwa Polski Podziemnej i władz RP na uchodźstwie oraz Komitetu Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Genewie.

13 maja 1943 r. Komendant Główny Armii Krajowej gen. Stefan Rowecki poinformował władze RP w Londynie, że natychmiast po swym powrocie z Katynia, 16 kwietnia, Skarżyński złożył raport; wkrótce trafił on do Londynu. Własne obserwacje poczynione w trakcie wizyty w Katyniu oraz wyniki prac realizowanych przez Komisję Techniczną PCK w Lesie Katyńskim posłużyły do przygotowania nadzwyczaj dokładnego raportu o działaniach PCK w związku z odkryciem grobów. Napisany w czerwcu 1943 r., znany jest w literaturze przedmiotu jako "Sprawozdanie poufne o całokształcie udziału Polskiego Czerwonego Krzyża w pracach ekshumacyjnych w Katyniu pod Smoleńskiem, za okres kwiecień- czerwiec 1943 r., złożone na polecenie Zarządu Głównego przez Sekretarza Generalnego Polskiego Czerwonego Krzyża".

Raport trafił m.in. do władz RP na uchodźstwie, stając się dla nich źródłem nie tylko konkretnej wiedzy na temat zbrodni i jej sprawców, ale także podstawą dla działań podejmowanych w celu wyjaśnienia okoliczności zagłady polskich oficerów na terenie ZSRR. Został niezwykle wysoko oceniony przez czynniki rządowe polskie, a później także aliantów.

Jako jeden z nielicznych Polaków Skarżyński widział tysiące zwłok zamordowanych przez NKWD. Stał się więc niewygodnym świadkiem dla Sowietów. A dla Niemców osobą, która oparła się naciskom zmierzającym do wykorzystania przez nich tej zbrodni w celach propagandowych.

Spowodowało to, że sytuacja Skarżyńskiego i jego rodziny stała się niebezpieczna. Po powrocie z Katynia kontynuował działania, mające na celu wyjaśnienie okoliczności śmierci oficerów oraz udokumentowanie i zabezpieczenie przedmiotów i dokumentów zbrodni, które po ekshumacji trafiły do Krakowskiego Instytutu Medycyny Sądowej. Jak pisze we wspomnianym raporcie, od marca 1943 r. prace PCK w obszarze zbrodni katyńskiej koncentrowały się na dalszym opracowaniu dokumentów znalezionych przy zwłokach i na pertraktacjach z władzami niemieckimi w związku z wydawaniem zaświadczeń zgonu rodzinom zamordowanych. Wspierała go w tym żona, również działaczka PCK.

Poszukiwany

W ostatniej fazie wojny i w pierwszym okresie powojennym Skarżyński ukrywał się pod zmienionym nazwiskiem. Rozwoził furmanką wodę sodową, którą dostarczał do barów w okolicy Miedzeszyna i Nowej Wsi nad Wisłą, gdzie wtedy zamieszkał. Pracował tak, mimo nadszarpniętego przeżyciami wojennymi i pobytem w Katyniu zdrowia.

Zaraz po zakończeniu wojny zaczęły szukać go NKWD i komunistyczna prokuratura, która na polecenie władz i w uzgodnieniu z Sowietami prowadziła w latach 1945-46 śledztwo przeciw Goetlowi i innym - tj. tym, którzy zetknęli się ze sprawą mordu katyńskiego.

Na polecenie prokuratora Jerzego Sawickiego, który w ministerstwie sprawiedliwości sprawował nadzór nad prokuraturą i sądownictwem specjalnym, przesłuchany został również Skarżyński. Prokurator Sawicki osobiście formułował zasadnicze pytania i kwestie, które przesłuchujący powinien wyjaśnić. Przesłuchań dokonywał sędzia śledczy w Warszawie Karol Szwarc, który spotkał się ze Skarżyńskim trzykrotnie; 26 i 29 czerwca oraz 2 lipca 1945 r. w Falenicy, szczegółowo wypytując o okoliczności pobytu w Katyniu i na temat sprawców zbrodni. Mimo podjętej przez prokuraturę próby narzucenia przesłuchiwanym "właściwej wersji", zachowane protokoły przesłuchania Skarżyńskiego pokazują jego godną postawę w tej sprawie. Pomimo - z czego zdawał sobie sprawę - grożącego mu niebezpieczeństwa.

Jak później napisał, jego zeznania w zamierzeniu przesłuchujących miały "zobrazować jak najdokładniej przebieg całej sprawy, jednak chodzi przy tym o to, (...) abym jak najmocniej podkreślił w zeznaniu wszystko to, co udowodni winę niemiecką".

Efekt przesłuchań nie spełnił oczekiwań prowadzących śledztwo, które miało na celu udowodnienie, że zbrodni dokonali nie Sowieci, lecz Niemcy.

Ucieczka

25 kwietnia 1945 r. ówczesny Naczelny Dowódca WP gen. Michał Rola-Żymierski rozwiązał "obecny Zarząd Główny PCK" i odwołał ze stanowisk jego członków. Wiadomość dotarła do Skarżyńskiego w maju 1945 r. za pośrednictwem dyrektora PCK Władysława Gorczyckiego. Już wówczas Skarżyński myślał o opuszczeniu kraju. Sprzyjały temu niewątpliwie liczne kontakty, jakie nawiązał pracując krótko w Polskim Towarzystwie Handlu Zagranicznego w Warszawie, które faktycznie było centralą importowo-eksportową Ministerstwa Żeglugi i Handlu Zagranicznego. Jako prokurent i kierownik działu papierniczego PTHZ zatrudniony był tu do 31 marca 1946 r.

Polskę opuścił nielegalnie, dzięki pomocy struktur podziemia niepodległościowego, w maju 1946 r. - jako jeden z nielicznych już głównych świadków zbrodni katyńskiej. Wraz z nim opuściła kraj jego żona z dwójką dzieci. Przez Niemcy, gdzie miał możliwość obserwować przesłuchania niemieckich zbrodniarzy w Procesie Norymberskim, i przez Paryż dotarł do Londynu. Przed Sądem Polowym Naczelnych Władz Wojskowych Polskich Sił Zbrojnych w Londynie złożył obszerne oświadczenie na temat swojej działalności jako sekretarza generalnego PCK i o sprawach katyńskich.

Jeszcze przed opuszczeniem kraju, w grudniu 1945 r., Skarżyński uzupełnił swój raport o drugą część dotyczącą Katynia (po części pierwszej z czerwca 1943 r.) i przekazał go ambasadzie brytyjskiej w Warszawie. Ta z kolei drogą tajną - "gdyż (...) można uznać [raport] za zdecydowanie niekorzystny dla sowieckich tez w sprawie mordu dokonanego w Katyniu" - przekazała go do dyspozycji brytyjskiego MSZ. Pośrednikiem był radca ambasady brytyjskiej w Warszawie R.M.A. Hankey, który w przesłanym komentarzu zaznaczył, że Skarżyńskiego "zna od 1937 roku i uważa go za człowieka wyjątkowo uczciwego i godnego zaufania". Podkreślił przy tym, że "jak się wydaje Polacy w Polsce przejrzeli niemiecki plan i wykazali się w swym postępowaniu większym rozsądkiem niż Polacy w Londynie".

Jako że druga część raportu zawierała komentarz Skarżyńskiego o prawdopodobnej odpowiedzialności za zbrodnię i relację na temat śledztwa podjętego przez rząd "lubelski", Hankey stwierdził, iż "raport należy bezwzględnie traktować jako dokument ściśle tajny". Zyskał on wysoką ocenę Wydziału Analiz brytyjskiego MSZ.

Świadek na obcej ziemi

Po krótkim pobycie w Londynie, dzięki kontaktom w sferach przemysłowych Francji, Skarżyński, a później także jego rodzina, uzyskali wizy kanadyjskie. Jako pierwszy Francję opuścił Kazimierz, reszta rodziny dotarła do Kanady dopiero dwa lata później, w 1949 r. Skarżyński, pomny swych doświadczeń i posiadanej wiedzy, świadomie wybrał emigrację tak odległą. Nie udzielał się też w polskich środowiskach emigracyjnych.

Dzięki pomocy francuskich przyjaciół kontynuował pracę dla Kompanii Credit Froncier w Kanadzie. Przez kilka lat zarządzał francuskimi majątkami ziemskimi w Saskatchewan. Tu znalazł nowy dom i spokojną przystań. Jako hodowca bydła doglądał i rozwijał swoje rancho. W 1952 r. wraz z rodziną przeniósł się do Calgary, gdzie kontynuował pracę dla Credit Froncier, aż do przejścia na emeryturę w 1962 r. Tu, w Calgary, zaangażował się już w działalność polonijną, np. współtworząc parafię polską pw. Matki Bożej Królowej Pokoju w tym mieście.

Na emigracji nie zapomniał o swych "obowiązkach" jako świadka historii. Wracał do tematu zbrodni katyńskiej, której odkrycie było dla niego silnym wstrząsem - i która zaważyła na całym życiu jego i rodziny.

We wrześniu 1951 r. rozpoczęła działalność powołana przez Kongres USA Komisja Śledcza, która na szeroką skalę i z wielkim nagłośnieniem medialnym zajęła się sprawą Katynia. Kierowana przez przewodniczącego Izby Reprezentantów Raya Maddena, Komisja opracowała liczący 2360 stron raport, który uznawał winę władz ZSRR. Komisja zalecała władzom USA skierowanie sprawy na forum ONZ i wniesienie skargi przeciw Moskwie do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze.

Skarżyński był jednym z najcenniejszych świadków, który zdecydował się zeznawać przed tą Komisją. Mimo gwałtownej reakcji władz sowieckich i komunistycznych w Polsce, próbujących zdyskredytować prace Komisji i zeznających przed nią świadków, Skarżyński zeznawał i korespondował w tej sprawie z członkami Komisji, by uściślić swoje zeznania. M.in. w 1955 r., na łamach wydawanej przez Jerzego Giedroycia w Paryżu "Kultury", opublikował opracowanie o działaniach PCK w Lesie Katyńskim.

***

Do końca pozostał wierny zasadom, tocząc walkę o prawdę. To w dużej mierze dzięki jego postawie prawda o zbrodni przedarła się do świadomości międzynarodowej opinii publicznej.

Zmarł 10 czerwca 1962 r. i spoczął na cmentarzu w Calgary.

Był jednym z tych cichych bohaterów, którzy właściwie nie istnieją w świadomości historycznej i pamięci zbiorowej Polaków. Człowiekiem, który tak dobrze zasłużył się Polsce, a który mimo to wciąż pozostaje nieznany.

Wolna Polska ma dług wobec takich osób jak on. Należy wierzyć, że nie zapomni o tym długu i obowiązku.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]