Reklama

Nieutuleni

Nieutuleni

16.05.2015
Czyta się kilka minut
Kandydat na prezydenta i zarazem wciąż prezydent, na pytanie wyborcy, co czynić, by więcej zarabiać, zaproponował zmianę pracy.
B

Była to zaiste rada, której nie musiała kandydatowi podpowiadać suflerka, jest bowiem w tych słowach maksimum prostoty odruchu i szczyt sensu. Lud jednak zawrzał, bowiem propozycja ta wydała się ludowi niedorzeczna i skrajnie arogancka. Trzeba koniecznie tę niepokojącą sytuację oświetlić za pomocą bezcieniowego reflektora medycznego o dużej sile, trzeba rzucić tu snop zdolny rozproszyć mroki jamy, trzeba bez znieczulenia rozwiercić ubytki, a na koniec je zaplombować, wyciągając na końcu najokrutniejsze, a zdrowe wnioski, oczywiście natury ogólnej.
Na wstępie odrzućmy wszelkie dzielące nas sprawy i natychmiast uruchommy wyobraźnię oraz zasoby wiedzy zgromadzone w wyniku doświadczeń zwanych życiowymi. Otóż rzec trzeba sobie głośno i wprost, że zadawanie takiego jak owo pytania zawsze niesie ogromne ryzyko usłyszenia odpowiedzi dokładnie takiej, jakiej był łaskaw udzielić szanowny...

5239

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

że pracy nie zmieni, a może zmienić się pracodawca.

Pytanie było o możliwości rozwoju młodych w Polsce i czy jest to przedmiotem troski prezydenta? Pytanie zostało poparte przykładem. Odpowiedź była według mnie bezczelna i arogancka, udowadniająca oderwanie od rzeczywistości prezydenta i jak widzę nie tylko jego. Otóż jeśli ktoś ma wyższe wykształcenie i przez 3 lata nie potrafi znaleźć pracy to jest to porażka państwa lub choroba szukającego, która wystąpiła po ukończeniu studiów przez szukającego. Wyższe wykształcenie kosztuje i jeśli jest profesjonalne to człowiek który je uzyskał nie powinien mieć problemów z znalezieniem pracy za co najmniej "średnią krajową" a nie za 2000zł, jeśli jest inaczej to albo system edukacji danego kraju jest wadliwy, albo ekonomia i przemysł tego kraju jest w stadium upadku (ewentualnie jedno i drugie). Teraz analiza pytania jako takiego, ktoś szuka pracy 3 lata!!! i znajduje za 2000, ok, tak bywa i to bardzo często, ale wpieranie, że ma zmienić pracę i jeszcze wziąć sobie kredyt na bark to już bezczelność i arogancja!!! Skoro szukał 3 lata to oznacza, że dla jego kwalifikacji/znajomości nie ma na rynku innej pracy. Dla kogoś kto ma 2000 zł dochodu i to niepewnego kredyt to czyste samobójstwo. Bezrobocie to doświadczenie straszne, często nie zawinione, ktoś taki po 3 latach upokorzenia (bezrobocie jest upokarzające) jak usłyszy, że to co znalazł to nic, że ma szukać dalej bo nic nie znalazł, ma jeszcze wziąć kredyt, to jakby mu ktoś napluł w twarz. Odpowiedź prezydenta powinna być inna, powinna brzmieć: "W każdym kraju są tacy którym się lepiej poszczęściło lub gorzej, jesteśmy krajem średnim, do UK jeszcze wiele lat minie nim dorównamy, robimy co możemy by młodym żyło się lepiej, ale to jeszcze długa droga, a siostra powinna się starać uzyskać jak najwyższe kwalifikacje zawodowe(czytaj znajomości) i z biegiem czasu na pewno uda się jej znaleźć lepiej płatną pracę, a wtedy stać ją będzie na mieszkanie", ale kto ja jestem by "władzę" pouczać? ale wolałbym by mnie i moich znajomych nie obrażała.

Z brakiem pracy dla młodych nie będę dyskutować – to dramat narodowy, dzięki któremu straciliśmy połowę wyżu demograficznego lat 80 –tych, ale faktem jest też że obecne młode pokolenie wchodząc na rynek pracy ma rozbuchane ambicje przy stosunkowo miernym wkładzie we własny rozwój. Większość absolwentów po „wyższej szkole byle czego” nie ma żadnych konkretnych kwalifikacji i jeszcze mniej potrafi, nie mówiąc o tym, że nie zainwestowali w jakiekolwiek praktyki w zawodzie (np. wolontariat) preferując zarobkowanie „na zmywaku” i nie mają zwyczaju przykładać się do pracy. Problem w tym, że ci ludzie – przecież solidnie wykształceni – mgr albo nawet dr przed nazwiskiem - liczą na dużą kasę, tymczasem ich przydatność w pierwszej pracy jest mała – praca sprowadza się do umiejętności praktycznego wykorzystania wiedzy teoretycznej, a nie do samego teoretyzowania. Dlatego uważam, że 2 tys. dla absolwenta to kupa szmalu i tylko Bogu dziękować a nie psioczyć – nikt nikomu nie zapłaci więcej za to, że się łaskawie uczy. W moim regionie nie każdy pracownik z wieloletnim stażem może się poszczycić taką kwotą zarobków. Za problemy z niedostosowaniem szkół do rynku pracy winiłabym ekipę likwidującą zawodówki i stwarzającą młodym tzw. perspektywy edukacyjne. Wszyscy owczym pędem pobiegli na studia, masa pseudo-wykładowców żyła z tego kilka lat a teraz okazało się, że prowadzili jedynie hodowlę bezrobotnych. Obecnej frustracji tych osób nie jest winien sam prezydent.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]