Reklama

Nietzsche jako konieczność

Nietzsche jako konieczność

29.02.2008
Czyta się kilka minut
Friedrich Nietzsche, ListyJak obronić Nietzschego przed nim samym, filozofującego bohatera jego dzieł przed mędrkującym i mazgajowatym bohaterem korespondencji? Odpowiedź jest jedna - traktując go jako postać tragiczną.
O

Opublikowany niedawno obszerny wybór listów Fryderyka Nietzschego nie powinien być - wbrew przeświadczeniu ich tłumacza Bogdana Barana - wstępem do filozofii autora "Niewczesnych rozważań". Przedmowa obiecuje, że znajdziemy w książce "tezy wyrażone wprost i w sposób bardzo osobisty". Spełnia się to dokładnie w połowie: prywatność dominuje nad rzeczowym namysłem, istotnie dowiadujemy się sporo "o życiowych przesłankach" tej filozofii, nic jednak lub prawie nic o niej samej.

"Listy" mogą okazać się pożyteczne jako przypis do dzieła, potraktowane jako wstęp spłaszczą je i skarykaturyzują, narzucając psychologiczny czy wręcz psychoanalityczny model interpretacji. Sam autor musiał być tego świadom, skoro tak pisał do swego wydawcy Schmeitznera: "Przedrukowywanie czegoś z moich listów zaliczam do wielkich uchybień. Niewiele rzeczy boli mnie bardziej". Tymczasem Bogdan Baran twierdzi, że "dziś, gdy po stu latach z okładem wyparowała z tych listów cała intymność doraźnych sytuacji, uchybienie to działa na rzecz samego Nietzschego", a swoje stanowisko uzasadnia przede wszystkim potrzebą walki ze stereotypami dotyczącymi politycznych i społecznych poglądów filozofa.

Rzeczywiście, listy uświadamiają nam, jak bardzo używała Nietzschego III Rzesza, że nie tylko nie był on antysemitą, ale kpił sobie z ultraprawicowych uprzedzeń, nie krył się też ze swoją niechęcią (nienawiścią?) do mocarstwowych zapędów Niemiec, do ówczesnego stanu niemieckiej kultury: "Przeciw Niemcom występuję na całej linii (...). Ta nieodpowiedzialna rasa, która ma na sumieniu wszystkie nieszczęścia kultury (...), ma w głowie teraz Rzeszę, tę recydywę mentalności małego państewka". Ale korekta profilu Nietzschego, zbędna zresztą uważniejszemu czytelnikowi jego pism, to marginalna korzyść płynąca z lektury książki.

Czego natomiast dowiadujemy się o Nietzschem-filozofie z większości pomieszczonej tu korespondencji? Ano, że zafascynowany był Schopenhauerem i Wagnerem oraz że lubił Kanta. Drukowanie listów do matki i siostry wydaje się najzupełniej zbędne, nawet fabularnie nie są one atrakcyjne, mowa w nich głównie o kłopotach zdrowotnych i sytuacji finansowej Fryderyka. Pozornie głębsza jest korespondencja z przyjaciółmi i przyjaciółkami, pozornie - bo i tu poza ciągłym rozczulaniem się nad własnym stanem zdrowia, informacjami o sprawach zawodowych, o planowanych bądź odbytych podróżach, znajdziemy tylko ogólne i przez to zahaczające o banał refleksje narcyza przepojonego poczuciem dziejowej misji ("Jestem najbardziej niezależnym duchem Europy i jedynym niemieckim pisarzem - to jest coś!").

"Listy" ilustrują, co prawda, proces wewnętrznej przemiany Nietzschego, który z młodzieńca wychowanego po chrześcijańsku i żywo zainteresowanego sprawami wiary przekształca się po trzydziestce w wyznawcę Schopenhauera; pod jego wpływem zaczyna myśleć o filozofii w kategoriach sztuki ("Naprawdę nie chciałem już więcej pisać tak drętwo i sucho, pod logiczny sznurek (...)", "(...) żywię nieufność do dialektyki, a nawet do racji"), przez co wiek później zostanie uznany za papieża postmodernizmu. Jednak przyczyny tego procesu, jego intelektualne katalizatory przed czytelnikiem pozostają zakryte, bo przecież psychologistyczną interpretację przemiany cherlawego Fryderyka w posągowego Zaratustrę od razu odrzuciliśmy jako niesprawiedliwą i krzywdzącą. Chociaż sam Nietzsche sprawy nam nie ułatwia: "Nie będę natomiast wcale przeczył, że inny fakt boli mnie ogromnie i ciągle mnie prześladuje: to, że w ciągu tych piętnastu lat nikt mnie nie odkrył, nie potrzebował mnie, nie kochał (...). Cały mój »Zaratustra« wyrósł z tego braku".

Jak zatem czytać "Listy", by obronić Nietzschego przed nim samym, filozofującego bohatera jego dzieł przed mędrkującym i mazgajowatym bohaterem korespondencji? Odpowiedź jest jedna - traktując autora "Tako rzecze..." jako postać tragiczną. Świętego ateusza, wytrwale ćwiczącego się w utracie, próbującego rozmiłować się w cierpieniu.

W emocjonalnych listach do tajemniczej Lou von Salomé pojawia się kategoria wewnętrznego przymusu, mająca być - tak rekonstruuję tok myśli Nietzschego - odpowiednikiem losu, przeznaczenia, wyznacznikiem życia prawdziwego, zgodnego z własną naturą i przystającego do ducha czasów. "Najdroższa Lou, niech Pani będzie tym, czym być musi". Tak może napisać tylko ten, kto jest samą koniecznością. Kto w swojej filozofii nie tyle kreuje, co konstatuje. Zaświadcza. I zarazem przewiduje: "Wiele rzeczy, które dotąd miały swobodę, utraci ją: (...) królestwo tolerancji zostanie sprowadzone do zwykłego tchórzostwa i słabości charakteru. Bycie chrześcijaninem - by wymienić tylko jedną konsekwencję - stanie się odtąd czymś, co nie przystoi".

W tym sensie Nietzsche unicestwia się dla prawdy o człowieku i cywilizacji europejskiej swoich i tym bardziej naszych czasów. Dla prawdy o sobie, jakże różnej od tej wpojonej mu w dzieciństwie. Dla prawdy, która nie odkupia.

Friedrich Nietzsche, Listy, Wybór, przekład i przedmowa Bogdan Baran, Warszawa 2007, Wydawnictwo Aletheia.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]