Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Nietzsche jako konieczność

Nietzsche jako konieczność

29.02.2008
Czyta się kilka minut
Friedrich Nietzsche, ListyJak obronić Nietzschego przed nim samym, filozofującego bohatera jego dzieł przed mędrkującym i mazgajowatym bohaterem korespondencji? Odpowiedź jest jedna - traktując go jako postać tragiczną.
O

Opublikowany niedawno obszerny wybór listów Fryderyka Nietzschego nie powinien być - wbrew przeświadczeniu ich tłumacza Bogdana Barana - wstępem do filozofii autora "Niewczesnych rozważań". Przedmowa obiecuje, że znajdziemy w książce "tezy wyrażone wprost i w sposób bardzo osobisty". Spełnia się to dokładnie w połowie: prywatność dominuje nad rzeczowym namysłem, istotnie dowiadujemy się sporo "o życiowych przesłankach" tej filozofii, nic jednak lub prawie nic o niej samej.

"Listy" mogą okazać się pożyteczne jako przypis do dzieła, potraktowane jako wstęp spłaszczą je i skarykaturyzują, narzucając psychologiczny czy wręcz psychoanalityczny model interpretacji. Sam autor musiał być tego świadom, skoro tak pisał do swego wydawcy Schmeitznera: "Przedrukowywanie czegoś z moich listów zaliczam do wielkich uchybień. Niewiele rzeczy boli mnie bardziej". Tymczasem Bogdan Baran twierdzi, że "dziś, gdy po stu latach z okładem wyparowała z tych listów cała intymność doraźnych sytuacji, uchybienie to działa na rzecz samego Nietzschego", a swoje stanowisko uzasadnia przede wszystkim potrzebą walki ze stereotypami dotyczącymi politycznych i społecznych poglądów filozofa.

Rzeczywiście, listy uświadamiają nam, jak bardzo używała Nietzschego III Rzesza, że nie tylko nie był on antysemitą, ale kpił sobie z ultraprawicowych uprzedzeń, nie krył się też ze swoją niechęcią (nienawiścią?) do mocarstwowych zapędów Niemiec, do ówczesnego stanu niemieckiej kultury: "Przeciw Niemcom występuję na całej linii (...). Ta nieodpowiedzialna rasa, która ma na sumieniu wszystkie nieszczęścia kultury (...), ma w głowie teraz Rzeszę, tę recydywę mentalności małego państewka". Ale korekta profilu Nietzschego, zbędna zresztą uważniejszemu czytelnikowi jego pism, to marginalna korzyść płynąca z lektury książki.

Czego natomiast dowiadujemy się o Nietzschem-filozofie z większości pomieszczonej tu korespondencji? Ano, że zafascynowany był Schopenhauerem i Wagnerem oraz że lubił Kanta. Drukowanie listów do matki i siostry wydaje się najzupełniej zbędne, nawet fabularnie nie są one atrakcyjne, mowa w nich głównie o kłopotach zdrowotnych i sytuacji finansowej Fryderyka. Pozornie głębsza jest korespondencja z przyjaciółmi i przyjaciółkami, pozornie - bo i tu poza ciągłym rozczulaniem się nad własnym stanem zdrowia, informacjami o sprawach zawodowych, o planowanych bądź odbytych podróżach, znajdziemy tylko ogólne i przez to zahaczające o banał refleksje narcyza przepojonego poczuciem dziejowej misji ("Jestem najbardziej niezależnym duchem Europy i jedynym niemieckim pisarzem - to jest coś!").

"Listy" ilustrują, co prawda, proces wewnętrznej przemiany Nietzschego, który z młodzieńca wychowanego po chrześcijańsku i żywo zainteresowanego sprawami wiary przekształca się po trzydziestce w wyznawcę Schopenhauera; pod jego wpływem zaczyna myśleć o filozofii w kategoriach sztuki ("Naprawdę nie chciałem już więcej pisać tak drętwo i sucho, pod logiczny sznurek (...)", "(...) żywię nieufność do dialektyki, a nawet do racji"), przez co wiek później zostanie uznany za papieża postmodernizmu. Jednak przyczyny tego procesu, jego intelektualne katalizatory przed czytelnikiem pozostają zakryte, bo przecież psychologistyczną interpretację przemiany cherlawego Fryderyka w posągowego Zaratustrę od razu odrzuciliśmy jako niesprawiedliwą i krzywdzącą. Chociaż sam Nietzsche sprawy nam nie ułatwia: "Nie będę natomiast wcale przeczył, że inny fakt boli mnie ogromnie i ciągle mnie prześladuje: to, że w ciągu tych piętnastu lat nikt mnie nie odkrył, nie potrzebował mnie, nie kochał (...). Cały mój »Zaratustra« wyrósł z tego braku".

Jak zatem czytać "Listy", by obronić Nietzschego przed nim samym, filozofującego bohatera jego dzieł przed mędrkującym i mazgajowatym bohaterem korespondencji? Odpowiedź jest jedna - traktując autora "Tako rzecze..." jako postać tragiczną. Świętego ateusza, wytrwale ćwiczącego się w utracie, próbującego rozmiłować się w cierpieniu.

W emocjonalnych listach do tajemniczej Lou von Salomé pojawia się kategoria wewnętrznego przymusu, mająca być - tak rekonstruuję tok myśli Nietzschego - odpowiednikiem losu, przeznaczenia, wyznacznikiem życia prawdziwego, zgodnego z własną naturą i przystającego do ducha czasów. "Najdroższa Lou, niech Pani będzie tym, czym być musi". Tak może napisać tylko ten, kto jest samą koniecznością. Kto w swojej filozofii nie tyle kreuje, co konstatuje. Zaświadcza. I zarazem przewiduje: "Wiele rzeczy, które dotąd miały swobodę, utraci ją: (...) królestwo tolerancji zostanie sprowadzone do zwykłego tchórzostwa i słabości charakteru. Bycie chrześcijaninem - by wymienić tylko jedną konsekwencję - stanie się odtąd czymś, co nie przystoi".

W tym sensie Nietzsche unicestwia się dla prawdy o człowieku i cywilizacji europejskiej swoich i tym bardziej naszych czasów. Dla prawdy o sobie, jakże różnej od tej wpojonej mu w dzieciństwie. Dla prawdy, która nie odkupia.

Friedrich Nietzsche, Listy, Wybór, przekład i przedmowa Bogdan Baran, Warszawa 2007, Wydawnictwo Aletheia.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]