Nie wiemy ilu nas jest. Nowy raport o polskiej demografii

Czas wreszcie zmienić metody liczenia ludności, bo nie wiemy, ilu nas jest i gdzie tak naprawdę mieszkamy – postulują autorzy raportu przygotowanego przez Fundację im. Stefana Batorego we współpracy z Unią Metropolii Polskich im. Pawła Adamowicza.
Czyta się kilka minut
fot. Arkadiusz ZIółek / EAST NEWS /
fot. Arkadiusz ZIółek / EAST NEWS /

Pomiar ludności w Polsce wciąż bazuje na prowadzonych co 10 lat spisach powszechnych, częstotliwość badania nie nadąża więc za tempem zmian cywilizacyjnych. Na dodatek oficjalne statystyki bazują na danych z systemu PESEL i deklaracjach meldunkowych. Ten ostatni system sprawdzał się w czasach PRL, kiedy komunistyczna władza egzekwowała ten obowiązek, dziś często lekceważony, choć formalnie niezniesiony. W rezultacie stałe lub tymczasowe zameldowanie ma aktualnie zaledwie 36,3 mln osób w Polsce. Rzeczywiste miejsce zamieszkania pozostałych – czy to obywateli polskich, czy też migrantów – pozostaje nieuchwytne dla oficjalnej analizy statystycznej. W efekcie nie uwzględnia się takich osób także w raportach, na podstawie których zapadają potem ważne decyzje administracyjne o wysokości subwencji oświatowej dla gmin czy o przydziale pieniędzy na duże projekty infrastrukturalne. Wreszcie – o przydziale mandatów przypadających poszczególnym okręgom w wyborach parlamentarnych.

Przykłady? Edukacja. Według danych z ostatniego Spisu Powszechnego w Polsce mieszkało w 2021 r. 5 049 405 osób w wieku 6-18 lat. W centralnym Systemie Informacji Oświatowej mamy tymczasem o 166 968 osób mniej, co oznacza prawdopodobnie, że część dzieci w wieku szkolnym przebywa za granicą, oficjalnie wciąż „mieszkając” w Polsce. Pomiędzy tymi dwiema bazami danych występują w dodatku znaczące dysproporcje na poziomie regionalnym. O ile dla województwa mazowieckiego są one właściwie statystycznie nieistotne (0,2 proc.), o tyle już w przypadku warmińsko-mazurskiego czy podkarpackiego różnice przekraczają aż 7 proc.

Postulatów z raportu nie można oczywiście czytać bez bieżącego kontekstu politycznego, jakim jest konflikt między rządem a dużymi miastami, w których PiS przegrywał ostatnie wybory lokalne. Efektem tych napięć jest specyficzna inżyniera finansowa obozu władzy, który ceduje na samorządy coraz więcej obowiązków bez zapewnienia im odpowiedniego finansowania. Gminy mają sobie radzić same – jeśli rządzi w nich opozycja. Te, których mieszkańcy głosują na partię rządzącą, mogą liczyć na hojniejsze finansowanie, także z funduszy specjalnych. ©℗

Różnica między liczbą osób zameldowanych na stałe a liczbą ludności według Spisu Powszechnego z 2021 r. Im ciemniejszy kolor, tym więcej osób ujętych w Spisie jako mieszkańcy danego obszaru nie posiada tam stałego meldunku. Rzeczywista liczba mieszkańców dużych polskich miast jest więc wyższa, niż wynika z danych meldunkowych naszego państwa. / Z raportu „Czy wiemy, ile nas jest?” © Unia Metropolii Polskich i Fundacja Batorego, 2023 // CC BY 3.0 PL

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 27/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Ilu nas jest naprawdę