Reklama

Największa porażka Kościoła

Największa porażka Kościoła

26.08.2019
Czyta się kilka minut
„TP” 34 / 2019
K

Ks. Adam Boniecki, którego cenię, bardzo mnie zaskoczył. Moim zdaniem Kościół katolicki – wbrew temu, co pisze Redaktor Senior – ma ogromny wpływ na społeczeństwo. Może faktycznie to nie jest „rząd dusz”, ale wpływ na rządzenie krajem, społeczeństwem ma olbrzymi, chociażby poprzez to, jak wpływa na wynik wyborczy. A to, że Kościołowi nie udało się wpłynąć na zmniejszenie spożycia alkoholu, nie jest żadnym dowodem na brak wpływu ani jego największą porażką.

Za największą porażkę Kościoła w ostatnim okresie uważam nieskuteczność nauczania religii w szkołach. Oto w symbolicznym Białymstoku spotykają się dwie grupy młodych, na ogół, ludzi. Jedni idą, by manifestować przywiązanie do wolności, tolerancji, akceptacji odmienności, drudzy – by tych pierwszych wyzywać, opluwać, obrzucać czym się da. Po stronie której z tych grup stoi Kościół? Tu wątpliwości nie może mieć nikt. Arcybiskup Jędraszewski nam to wszystko dobitnie udowodnił. Swoją drogą, ciekaw jestem, czy arcybiskup kiedykolwiek w czasach komuny użył w odniesieniu do rządzących określenia „czerwona zaraza”. Odwaga staniała? Kościołowi nie udało się za pomocą katechezy w szkołach wpłynąć także na wiele innych zjawisk, również tych dotyczących wiary. Oto systematycznie zmniejsza się uczestnictwo w Eucharystii, spada liczba pielgrzymów, drastycznie zmniejsza się liczba powołań do życia konsekrowanego. A dzieje się to wszystko w sytuacji, gdy od trzydziestu lat mamy w szkołach wszystkich szczebli, a nawet w przedszkolach, nauczanie religii. Może zamiast zajmować się kwestiami drugorzędnymi z punktu widzenia nauczania, jak wliczanie lub niewliczanie oceny do średniej, wprowadzenie religii jako przedmiotu maturalnego itd., Kościół powinien popracować nad programami i nad kadrą nauczającą? Śmiem twierdzić, że nie tylko w zakresie wychowania, ale także w zakresie wiedzy o wierze szkolna religia się nie sprawdza.

NARCYZ WASZKIEWICZ, Białystok

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Trochę Pan przeczy sam sobie. Wymienia Pan sfery, gdzie wplyw Kosciola maleje, ale na wstępie obwieszcza Pan, iż wplyw jego jest ogromny... poprzez wynik wyborczy. Po pierwsze nigdy nie słyszałem od księdza na jaką partię mam głosować. Jedynie przypominano, że dobrze gdyby katolik wybrał tych, którzy dążą do prawdy, mają na celu dobro publiczne, sprawiedliwość. Po drugie, wpływ Kosciola diametralnie spada, nie tylko przez lekcje religii w szkole (tu zgadzam się z opinią). Jest to skutek następującej od 3 dekad sekularyzacji społeczeństwa. To chyba oczywiste dla wszystkich. Stąd wiatru w żagle nabierają ci, którzy chcą Kosciol, religię, wierzących całkowiecie wyeliminować z życia pubicznego.

Potocznie uznaje się, że z chwilą przyjęcia chrztu przez Mieszka Pierwszego staliśmy się krajem chrześcijańskim. Pomijając przekłamania dotyczące samego aktu ochrzczenia władcy polan, pogaństwo kwitło w naszym kraju pięknie jeszcze w XVII wieku i przetrwało w wielu swych formach do dnia dzisiejszego. Tysiąc lat chrystianizacji i ciągle jesteśmy gdzieś w polu, jest nawet gorzej, bogowie pogańscy zaczynają ponownie być na topie. To nie edukacja religii w szkole czyni z młodych, osobników niedojrzałych emocjonalnie. Wbrew wysokiemu mniemaniu o sobie i ziomkach, w większości jesteśmy debilami, niezdolnymi do prostej refleksji nad sobą i tym co nas otacza. Im jesteśmy głupsi tym łatwiej nami manipulować. Oglądając reklamy suplementów i substytutów leków, jak na dłoni widać, że nie trzeba się specjalnie trudzić aby nakłonić nas do robienia tego czego się od nas oczekuje. Kościół tak działa poprzez religię od zarania. Wciska nam kit tak byśmy go łykali myśląc, że to nasz wybór, podszyty zresztą mentalnym antyklerykalizmem. Ks Boniecki ma rację, że nie słuchamy kościoła w sprawie picia, jedzenia, tego co tam wyprawiamy w łóżku itp, ale kościół instytucjonalny doskonale tymi sprawami żongluje i co tu dużo mówić zarabia na tym. Dla przeciętnego księdza, najbardziej upierdliwym jest gorliwy parafianin, on woli grzeszników, najlepiej kiepsko wyedukowanych. Ja nie mam wizji tego czym Kościół powinien się zająć, trudności które teraz przeżywa są zapewne przejściowe, w swej ponad 2000 letniej historii, przydarzały mu się większe wzloty i upadki, jakoś to będzie i tym razem.

pleban, który bzyka gosposię albo biskup sypiający z klerykami nie mają za g r o s z autentycznej m o t y w a c j i, sił i środków, do przekonywania owieczek o potrzebie moralnego prowadzenia się - mało tego, z tejże n i e m o r a l n o ś c i ciągną od wieków niebagatelne p r o f i t y - ale kiedy na horyzoncie pojawia się choćby cień potencjalnej k o n k u r e n c j i, bardziej czy mniej realne zagrożenie t a c y, pozycji, wpływów, przywilejów, wtedy ruszają z rekolekcjami na pełnych obrotach i adrenalinie, i wtedy maszynka zaczyna działać... jak na dłoni widać to u nas na przykładzie uchodźców czy LGBT

... jest według mnie wynikiem zwyczajnego zaniedbania sfery wychowawczej przez księży i katechetów. Z ostatnich 15 lat w mojej osiedlowej parafii zapamiętałam naprawdę tylko jedno kazanie od serca, powiedziane prosto i z uczuciem, o miłości bliźniego, o tym, żeby się nie wyzywać i nie przepychać w ruchu ulicznym. Były jeszcze 2 czy 3 przyzwoite, choć nie tak pełne mocy kazania proboszcza, ale większość to odczytywane z kartki matowym głosem informacje o Trójcy Świętej, która jest pięknym wzorem rodziny, o Maryi, która jest wspaniałym wzorem dla kobiet, o św. Józefie, który jest wzorem dla mężów itp. frazesów, znanych doskonale kościelnym bywalcom. Na katechezie mój syn (który właśnie zaczął 6 klasę) poznaje definicje: grzechu, Kościoła, łaski uświęcającej itp. Uczy się geografii Ziemi Świętej,a nadto modlitw, przykazań, prawd wiary i in. katolickich "wyliczanek" na pamięć. Natomiast o moralności jest na tych lekcjach bardzo mało. W dodatku pani od religii jest ogólnie nielubiana, ponieważ jej warsztat metodyczny opiera się głównie na starej metodzie podawczej: na lekcji pani dyktuje, a dzieci piszą. W domu odrabiają zadania i uczą się. Pani wystawia oceny za zeszyt, ćwiczenia, sprawdziany i pracę na lekcji. Ja rozumiem, że nauka religii wymaga znajomości pewnych faktów, prawd wiary itd. Jednak taka nauka bez formacji duchowej nie powinna chyba nazywać się "religia" a "wiadomości o religii chrześcijańskiej" lub coś w tym guście. Myślałam o "religioznawstwie", ale wówczas należałoby program nauczania poszerzyć o wiadomości dotyczące innych religii niż chrześcijaństwo.

a niewiedza, dyletanctwo. Żeby wykonać taka prostą rzecz jak np. wyprasowanie koszuli to trzeba wiedzieć nie tylko co, ale i jak, a co dopiero w działaniu z tak skomplikowaną materią jak psychika człowieka, a większość katechetów, a szczególnie i księży potrafią straszyć, gromić, wytykać, potępiać.

Kościelne korpo pokazuje swą prawdziwą twarz, po prostu. Nigdy im dosyć - jak to w korpo. Oby tak dalej.

Przecież homofobia Polaków świadczy, że została im bardzo dobrze wpojona na lekcjach religii.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]