Reklama

TP Historia - 85.Boniecki

Mówimy Rosja, myślimy Kreml

Mówimy Rosja, myślimy Kreml

07.05.2008
Czyta się kilka minut
Krystyna Kurczab-Redlich: Z goryczą przekonywałam się, że stwierdzenie Reagana o Rosji jako o imperium zła ma niestety pewne uzasadnienie. Pełna wersja rozmowy, której fragment opublikowaliśmy w wydaniu papierowym.
M

Małgorzata Nocuń: Jest Pani autorką dwóch książek -"Pandrioszka" i "Głową o mur Kremla". Czego Pani o Rosji jeszcze nie napisała?

Krystyna Kurczab-Redlich: Nie napisałam jeszcze książki o zwykłych ludziach, o moich przyjaciołach i sąsiadach, wśród których żyłam. Nie napisałam o ludziach spotkanych w podróży, o wyprawie na Ural, do "wrót Syberii" śladami moich dziadków - napisałam tylko reportaż, a chciałabym więcej. Ale przecież w książce "o ludziach" i tak nie uniknę odniesień do władzy i polityki. Bo tak silna dominacja władzy, z jaką spotykamy się w Rosji, odczuwalna jest w każdej sferze życia Rosjanina. Choć on nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę, bo od pokoleń jest do tego przyzwyczajony.

W cudzoziemcu, który przybywa do Rosji, często po początkowych zachwytach pojawia się protest. Ktoś taki jak ja, przywiązany do idei praw człowieka, dopiero przebywając w Moskwie, widzi stopień ich ignorowania w tym kraju. Widzi, że jak u Majakowskiego, tak i dzisiaj "jednostka zerem, jednostka bzdurą". A potem zaczyna zadawać sobie pytanie: dlaczego? Dlaczego władza tak postępuje? Dlaczego ludzie pozwalają jej na to? Dlaczego się nie buntują? Szukając odpowiedzi na te pytania, stałam się mimo woli dziennikarzem politycznym.

Chciała Pani napisać biografię Władimira Putina. Czy porzuciła pani tę ideę?

To zależy od wielu czynników, na które nie mam wpływu. Abym mogła napisać biografię, o jakiej myślę, konieczny jest dostęp do archiwów i dokumentacja. Na razie - powiedzmy - jestem na etapie planowania tej pracy. Nie wykluczam, że może się ona na tym zakończyć.

Dużo miejsca poświęca Pani wojnie w Czeczenii. Czy uważa Pani, że na ten temat wciąż brakuje informacji, czy raczej wrażliwości? Może przyzwyczailiśmy się już do siłowych metod rozwiązywania konfliktów na poradzieckim terytorium?

Czeczenia jest dla współczesnej Rosji tematem najwyższej wagi. Nie jest to margines polityki Kremla, lecz jej centrum. Polityka ta od 1991 r. polegała - co starałam się pokazać w "Głową o mur Kremla" - na manipulacji problemem czeczeńskim. Zobaczyliśmy właśnie na przykładzie Czeczenii absolutny cynizm kremlowskiej władzy. Rosjanom wciśnięto karabiny w ręce i wysłano na front wyłącznie dla utrzymania przy władzy wąskich koterii kremlowskich.  Od 1999 r. (kiedy zaczęła się druga wojna czeczeńska zainicjowana przez Putina) do 2002 r. przez Czeczenię przeszły 3 mln żołnierzy. Kilkanaście tysięcy zginęło. Część wyszła z wojny zdemoralizowana, znarkotyzowana, zalkoholizowana, złamana. Ci ludzie stali się okrutni. Nie umieją znaleźć sobie miejsca w normalnym życiu, w rodzinie. Idą służyć w strukturach siłowych: zostają ochroniarzami, zaciągają się do milicji, do różnych oddziałów specjalnych, wracają do wojska. W Rosji postępują tak samo, jak postępowali w Czeczenii: bywało tak, że kilku pijanych oficerów pod Moskwą czy Samarą zabiło sprzedawczynię w budce z wódką, bo wydawało im się, że ciągle są w Czeczenii.

Pisze pani, że już po pięciu latach pobytu w Rosji zaczęła Pani sprawy tego kraju traktować osobiście.

Lata spędzone w Rosji były czasem trudnej, ale fascynującej i pasjonującej przygody. Słowa "pasjonująca" nie używam jedynie dla określenia zjawisk pozytywnych, bo fascynujące było także poznawanie zła. Z goryczą często przekonywałam się, że stwierdzenie Ronalda Reagana o Rosji jako "imperium zła" jest w pewnej mierze niestety uzasadnione. Rosjanie są dobrzy, serdeczni, życzliwi, ale zbyt łatwo godzą się na krzywdę wyrządzaną drugiemu, jeśli wyrządziła ją władza. Boją się, choć sami przed sobą się do tego nie przyznają. Myślę, że i to jest przyczyną sławetnego rosyjskiego picia wódki. Bierze się także i z głębokiej frustracji. Nie wydaje mi się, by w europejskim kręgu cywilizacyjnym istniał tak drastyczny przykład łamania psychiki człowieka od pokoleń. Ja rzeczywiście żyję Rosją. Słucham rosyjskiego radia, oglądam rosyjską telewizję, portale internetowe, na które najczęściej zaglądam, są rosyjskie. Dręczy mnie to, iż tak bezkarnie w Rosji torturuje się ludzi, a świat milczy.

Ostatni raport organizacji obrony praw człowieka Human Rights Watch dowodzi, że 50-80 proc. przesłuchiwanych na posterunkach milicji poddawanych jest torturom. To tysiące ludzi, którzy nas, wolny i niby cywilizowany świat - w ogóle nie obchodzą. I nie obchodzi nas terror stosowany ciągle w Czeczenii. Boli mnie to, że z obawy, by nie drażnić Kremla, liderzy polityki światowej porzucili wszelkie skrupuły moralne.

Uważam, że ogromną winę za cofnięcie się Rosji o dziesięciolecia w sprawach społecznych ponoszą liderzy Zachodu: Bill Clinton, Jacques Chirac, Gerhard Schroeder i ich następcy: Bush, Sarkozy, Merkel... Clinton doskonale wiedział, że Jelcyn rozpoczął krwawą wojnę w Czeczenii i nie przeszkadzało mu to z nim się przyjaźnić. Zachód dotował wtedy Rosję ogromnymi pożyczkami, mając świadomość, że część z nich idzie na potworną, kolonialną wojnę.

Chirac przypiął do piersi Putina order Legii Honorowej, mimo że nie mógł nie wiedzieć, iż zabito ćwierć miliona Czeczenów, z czego 42 tys. to były dzieci.

A i dziś przywódcy wielkich demokratycznych państw muszą mieć świadomość, że - zgodnie z twierdzeniem Andrzeja Wyszyńskiego, stalinowskiego prokuratora generalnego - "koroną dowodów" pozostało przyznanie się do winy. Przyznanie wymuszane siłą. Biciem. Torturami. Tortury stosowane dziś, są dokładnie takimi samymi torturami, o jakich w latach 90. pisałam w "Pandrioszce". Czyli przez 10 lat nic się nie zmieniło.

Chciałabym, aby Rosja była krajem demokratycznym, cywilizowanym, by prawo broniło jednostkę przed przemocą władzy. Dziś nie chroni tej jednostek ani majątek (czego dowodzi przykład wspierającego demokratów magnata Chodorowskiego, skazanego na lata łagru), ani stanowisko. Nic. Skazany może być każdy, kto nie spodoba się władzy. I zabity, jak Politkowska, jak Litwinienko, jak wielu innych.

Międzynarodowe organizacje obrony praw człowieka są w stosunku do Rosji bezczynne. Rada Europy wydaje rezolucje, których nie można wyegzekwować. Jedyną możliwość egzekucji, ale tylko w postaci kary finansowej, ma sąd w Strasburgu, i ten sąd przyjął ostatnio 36 spraw osób torturowanych na posterunkach. Podkreślmy, że chodzi tu o Rosjan, nie o Czeczenów. Bo w republice Czeczenii dzieje się cały czas to samo: porywa się ludzi z ulicy, torturuje, zabija. Dla utrzymania porządku, dla podtrzymania strachu, dla rozdmuchiwania na Kaukazie niewygasającego ogniska konfliktów.

Czego brak pani w informacjach przekazywanych przez polskie media na temat Rosji?

One nie chcą pokazywać codziennych problemów Rosjan. Za mało uwagi poświęca się rosyjskiej opozycji. Jest o wiele liczniejsza, niż powszechnie się powtarza, i rozżalona brakiem poparcia ze strony Zachodu. W naszych mediach problem opozycji jest marginalizowany. Kiedy w latach 60. i 70. zamykano do łagrów dysydentów, budziło to ogromne zainteresowanie Zachodu, ludzie wychodzili na ulice, głośno protestowali. Trwała zimna wojna i ZSRR obserwowano przez szkło powiększające. Teraz, kiedy zmieniły się czasy - uznano, że Rosja jest krajem demokratycznym. I spokój! Dopiero wtedy zaczynamy się interesować Rosją, gdy coś nas z jej strony uderzy. Gaz, ropa, mięso.

I najgorsze jest to, że media nie rozgraniczają Kremla i Rosjan, stawiając znak równości pomiędzy władzą a obywatelami. Mówimy Rosja, myślimy Kreml. Nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo w Rosji władza manipuluje społeczeństwem. A to jest problem, który należy pokazać, by uświadomić. Inaczej nie przestaniemy dziwić się owczemu pędowi obywateli głosujących tak, jak tego sobie życzy władza. Nie pojmiemy źródeł ich obojętności wobec polityki, nie pojmiemy źródeł ich strachu. Pokazujmy więc specyfikę działania propagandy i specyfikę życia Rosjan. Ale nie okazjonalnie, tak jak to było podczas ostatnich wyborów, kiedy nasze telewizje posłały swoich dziennikarzy w głąb Rosji i nagle Polacy zobaczyli prawdziwą rosyjską wieś, jej straszną nędzę, i zrozumieli, że nieustannie pokazywane mercedesy na ulicach Moskwy to znikoma część prawdy o tym kraju.

Rozmawiała Małgorzata Nocuń

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]