Monetyzacja uśmiechu

Podobno w Chinach dochodzą do ściany. Podobno mają technologię umożliwiającą kupowanie produktów przy pomocy uśmiechu. Dalej pójść już się nie da.
Czyta się kilka minut

Brzmi dość kuriozalnie, śmiech pusty ogarnia, człowiek krzywi się ironicznie, ale ten się śmieje, kto się śmieje w kułak, a nie do kamery, bowiem kamery zaraz będą wszędzie... i człowiek ciężko się zdziwi, patrząc na topniejące konto w Bank of China (innych banków nie uświadczysz).

Istota ludzka jako interfejs monetyzacji – czy nie brzmi pięknie, błogo, przyszłościowo? Ewolucja, nieubłagana konsekwencja technolopostępu, że ho, ho! Konsekwentnie, w górę, aż do siódmego nieba: po co się męczyć z banknotami, po co się troskać kartą kredytową, po co płacić telefonem czy innym chipem, skoro można się po prostu uśmiechnąć? Cóż za perspektywa!

Wyjdźmy poza skanery twarzy w supermarketach. Patrząc na zagadnienie z perspektywy sztuk performatywnych, najlepiej wróżę stendaperom oraz innej maści komikom – albowiem oni będą opływać w dostatki zalewani przelewami od widzów. Kinematografia? Filmy wojenne znikną z ekranów, nawet te o Legionach, z wyjątkiem najbardziej nieudanych, oczywiście. Najgorsze, najbardziej kuriozalne horrory przyniosą, paradoksalnie, duże zyski, w przeciwieństwie do horrorów zrealizowanych odpowiednio strasznie, jak serial „Wiedźmin”. Nie chcę szukać dziury w całym, ale technologia płacenia za pomocą uśmiechu zapewne nie uwzględnia jeszcze uśmiechów kwaśnych, ironicznych, a przede wszystkim fałszywych (czyli środowiskowych) – mam nadzieję, że Chińczycy pełną parą pracują nad rozwiązaniem problemu płacenia fałszywym uśmiechem, tuszę, że kary będą drakońskie.

A co z teatrem? W sumie kogo to obchodzi, jednakowoż z kronikarskiego obowiązku zauważę, że najprawdopodobniej w teatrze nikt nie będzie grał Ajschylosa, Sofoklesa i Tomczyka, za to powróci do łask partyzancka śpiewogra „Dziś do ciebie przyjść nie mogę” – naprawdę, kupa śmiechu. Jeśli chodzi o literaturę, hmmm, ciężko powiedzieć, nie będzie łatwo zamontować skanerów w celulozie, chyba że szybciutko przejdziemy na e-booki i generalnie internety. Wtedy książki Maxa Kolonko i fejsbuniowe wpisy boksera Twardocha zatryumfują nad Dostojewskim.

I bardzo dobrze. Po co Dostojewskiemu pieniądze? ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 43/2019