Moja lekcja

Nie da się zaprzeczyć: kończący się nareszcie czas kampanii był także czasem nauki. Niejeden nabyty wskaźnik pozostać powinien na długo.
Czyta się kilka minut

Nauczyłam się na przykład, że najlepszą metodą wygrywania w dyskusji jest nie dać sobie przerwać. Metoda ta zastępuje z powodzeniem starą nieelegancką manierę przerywania w pół słowa. Należy mówić bez pauz, choćby ktokolwiek inny próbował już zabrać głos. To zresztą kwestia operowania oddechem, dużo ważniejsza niż troska o to, czy się jeszcze ma coś naprawdę ważnego do dodania.

Wniosek drugi: wbrew francuskiemu przysłowiu, to nie ton "tworzy piosenkę". Jeśli się odpowiednio wyeksponowało na wstępie, iż będzie się mówiło zupełnie inaczej niż przeciwnik, można potem w ten nowy sposób wymierzyć dowolną ilość bardzo skutecznych ciosów. Ba, nawet stylistyka, eliminująca na przykład repertuar wulgarny, może posłużyć znakomicie wylansowaniu epitetów jeszcze dotkliwszych i jeszcze lepiej zapadających w pamięć .

W kampanii telewizyjnej miało miejsce wydarzenie całkiem nowe, któremu - o dziwo - nie nadano należnego rozgłosu. Jedna z najpoważniejszych uczestniczek kampanii w pewnej chwili zerwała spór z drugim z gości, wstając i wychodząc ze studia przed zakończeniem programu. Pewna jestem, że znajdzie ona naśladowców i że to będzie jak najbardziej słuszne. Ileż niespodzianek nieść mogą programy, w których nie będzie wiadome nie tylko, jakie słowa padną, ale i co się wydarzy!

"Tygodnik Powszechny" zaproponował niedawno akcję zgłaszania słów, które odbiorców irytują, i zaproponował umieszczanie ich na pewnego rodzaju indeksie. Pewnie to dobra zabawa. Ale mnie o wiele bardziej nurtuje pytanie o los słów wielkich, a nawet świętych, odgrywających w kończącej się kampanii rolę doprawdy ogromną. Czy wytrzymają to bez szkody dla swojej prawdziwości i siły, i na jak długo?

W tej mojej lekcji brak tylko jednego doświadczenia. Przynajmniej do momentu, w którym to piszę, a więc tydzień przed drugą ciszą wyborczą, nie usłyszałam ani razu, w jakiejkolwiek wersji, od któregokolwiek z kandydatów, słów, które kiedyś przy takiej okazji usłyszeli wyborcy amerykańscy: nie pytaj, co ojczyzna zrobi dla ciebie. Pytaj, co ty możesz zrobić dla niej.

I wiem, dlaczego nie usłyszałam.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 27/2010