Reklama

Miłosz! Zły Wieszcz

Miłosz! Zły Wieszcz

09.08.2017
Czyta się kilka minut
Usunięcie Miłosza z podstawy programowej byłoby poważnym błędem, który zapewne samemu pisarzowi nie wyrządziłby krzywdy, ale zaszkodziłby młodym czytelnikom, którzy musieliby ratować się przed szkolnymi ograniczeniami dwójmyśleniem.
Czesław Miłosz
O

Osiemnastego lipca b.r. – gdy przez cały kraj przetaczała się fala protestów przeciwko zmianom w sądownictwie – Ministerstwo Edukacji Narodowej przedstawiło rozporządzenie w sprawie projektu nowej podstawy programowej do języka polskiego dla liceów i techników, która w swej ostatecznej postaci ma być realizowana od roku szkolnego 2019/2020. Na stronie MEN można przeczytać, że opracowanie dokumentu poprzedzone zostało „szerokimi prekonsultacjami” trwającymi od 28 kwietnia, w których brały udział zarówno odpowiednie resorty rządowe, jak i inne instytucje publiczne, a także osoby prywatne. Ciekaw jestem, z kim konsultowane były poszczególne propozycje programowe, do kogo zwrócili się w tej sprawie eksperci ministerstwa. Wiadomo jedynie, że nie wszystkie sugestie i opinie zostały uwzględnione. Teraz zaś trwają konsultacje społeczne (zakończą się 18 sierpnia), w ramach których każdy może wypowiedzieć się na temat ministerialnych propozycji.

Burzę medialną wywołała informacja (początkowo przeoczona), że w podstawie programowej zabrakło kilku ważnych nazwisk: m.in. Miłosza i Schulza (ich utwory były obecne w pierwszej wersji dokumentu, którą przedłożono do prekonsultacji). Zaniepokojeni czytelnicy w internetowych komentarzach upominali się zwłaszcza o Miłosza, podejrzewając, że o jego skreśleniu zadecydowały kwestie pozaliterackie, czyli de facto pozamerytoryczne. Źródeł takiej reakcji należy szukać w wypowiedziach polityków związanych z partią rządzącą. Gdy w 2011 r. obchodzony był w Polsce (na mocy sejmowej uchwały) Rok Miłosza, ze strony przedstawicieli PiSu pojawiły się oskarżenia o antypolski charakter jego twórczości. Miłosz jest „zły”, grzmieli posłowie, gdyż krytycznie pisał o Polakach, kalał własne gniazdo. Pojawiło się nawet żądanie, by w ramach odbywającego się w Krakowie Festiwalu Miłosza organizować dyskusje, których uczestnicy odnieśliby się do rzekomej antypolskości noblisty.

Zarzuty były (i są, bo słychać je także dziś) absurdalne. Miłosz wadził się z polskością, piętnował nasze wady, szukał sposobu na zneutralizowanie niebezpiecznych mitów narodowych, zwłaszcza tych, które prowadzą do izolacji jednostki w ramach społeczeństwa i całego społeczeństwa w ramach światowej wspólnoty (nie tylko kulturalnej, ale także politycznej). Nazywanie takiej postawy antypolską jest efektem ideologicznej bezmyślności. Tak jak lekarz przepisujący antybiotyki na zapalenie płuc występuje jako przeciwnik choroby, ale jest przy tym sprzymierzeńcem chorego, tak Miłosz szukał lekarstwa na schorzenia polskiej duszy, nie zwracając się przeciwko niej, lecz wyłącznie przeciwko toczącym ją bakcylom. W istocie nie ma nic bardziej ożywczego niż inicjowana przez pisarzy i artystów krytyczna dyskusja na temat narodowej tożsamości i tożsamości w ogóle. To najbezpieczniejszy i zarazem najbardziej twórczy rodzaj sporu o kulturowe i historyczne formy naszej podmiotowości i codzienne narzędzia komunikacyjne.

Usunięcie Miłosza z podstawy programowej (tak jak usunięcie Schulza, który do wspomnianej dyskusji dodaje wątek żydowski, wzbogacający polską literaturę i kulturę) byłoby poważnym błędem, który zapewne samemu pisarzowi nie wyrządziłby krzywdy (nic tak dobrze nie smakuje, jak zakazany owoc), ale zaszkodziłby młodym czytelnikom, którzy musieliby ratować się przed szkolnymi ograniczeniami dwójmyśleniem (oficjalnie udajemy, że Miłosza czy Schulza nie ma, ale tak naprawdę uznajemy ich za twórców ważnych i wartych lektury).

Ministerstwo zareagowało na krytykę ze strony komentatorów, przekonując, że urzędnicy „nie wyobrażają sobie nowej podstawy programowej bez poezji Miłosza”. Dlaczego zatem w dokumencie przedłożonym do konsultacji społecznych Miłosza nie ma? Przypadkowe wykreślenie noblisty z listy lektur wydaje się mało prawdopodobne, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę wspomnianą informację o prowadzonych przez kilka miesięcy prekonsultacjach. Jeśli zaś rzeczywiście mamy do czynienia z niedopatrzeniem, źle świadczy to o zespole eksperckim, który zajmował się opracowaniem dokumentu. Pozostaje mieć nadzieję, że MEN zrealizuje swoje zapowiedzi i Miłosz (a także kilku innych twórców) powróci w ostatecznej wersji podstaw programowych. 

Chciałbym przy tej okazji zwrócić uwagę na pewną kwestię, która wydaje się oczywista, a której oczywistość łatwo jednak zakwestionować. Chodzi mianowicie o sposób prezentowania literatury w warunkach szkolnych. Przywykliśmy do tego, że rozmowa o tekstach literackich odbywa się w ramach lekcji języka polskiego. Dlaczego jednak mielibyśmy traktować właśnie te zajęcia za najodpowiedniejsze do realizacji zadań z zakresu edukacji literackiej? Czy uczniowie powinni zajmować się wyłącznie literaturą polską lub literaturą światową jedynie w polskim kontekście? Zapewne większość z nas odpowie na to pytanie negatywnie. Zresztą z doświadczenia szkolnego wiadomo, że takie ograniczenie nigdy nie istniało. Czy w związku z tym w edukacyjnym curriculum nie powinny się znaleźć „lekcje literatury”, a jeszcze lepiej „lekcje czytania literatury”, w ramach których młodzi ludzie mogliby przekraczać granice własnego języka, podróżując między kulturami za pośrednictwem jednego z najlepszych środków transportu, jakim jest opowieść? Pozwoliłoby to m.in. poszerzyć granice dyskusji na temat naszej tożsamości narodowej, która prezentuje się przecież inaczej, gdy umieszczamy ją w kontekście doświadczenia wielokulturowości.

Literatura, o czym doskonale wiedzieli Schulz i Miłosz, powstaje w języku i jest zależna od jego struktury, rytmów oraz znaczeń. Ale dobra literatura, czyli taka, która poszerza nasze możliwości rozumienia i krytycznego myślenia o sobie i o świecie, nigdy nie jest jednojęzyczna. Czas zatem najwyższy, by zacząć jej nauczać pod innym szyldem – takim, który nie narzuca (choćby bezwiednie) kulturowego monolingwizmu.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Schulza nie usunięto (wybrane opowiadania z tomu Sklepy cynamonowe, str. 34 projektu). Żydów chyba pisowska siekiera oszczędziła, bo są Tuwim i Brzechwa, Leśmian i Peiper - dwaj ostatni to co prawda przechrzty. Miłosza brak, ale może jego usunięcie to faktycznie kwestia błędu redakcyjnego? Lista konsultujących podmiotów liczy sobie 91 pozycji i winnego ustalić będzie trudno, co wiemy od czasów komisji Rywina (czyli zdarza się najlepszym, nie? ;). Na szczęście można to na tym etapie naprawić. Tym bardziej, że pisowskiej minister nie wadzi Szymborska, a Noblista w tym samym projekcie znalazł się w lekturach obowiązkowych dla szkół branżowych II stopnia oraz już opublikowanej w Dzienniku Ustaw z 24 lutego podstawie programowej dla szkół podstawowych. Walenie po oczach podobizną Wieszcza jak z nekrologu przypomina niegdysiejszą histerię wokół usunięcia Gombrowicza przez Giertycha, który z kolei zupełnie nie przypomina siebie z tamtych lat i zapewne dlatego pisowcy demonstracyjnie włączyli Ferdydurke do kanonu. Za to Konopnickiej w podstawówce nie ma, a w liceum jest. Kołakowski - na odwrót. Interpretowanie zawartości programów według zaproponowanego w artykule klucza prowadzi do niepokojących wniosków. Dlaczego, na przykład, są tu godzące w religię i tradycję sztuki Ionesco, Mrożka i Głowackiego (konkretnie "Antygona w NY"), a nie ma choćby jednego utworu K. Wojtyły? Dlaczego nie ma Masłowskiej skoro jest Tokarczuk? Dlaczego pod zagadkową etykietą "wybrane utwory stanu wojennego; powojenna piosenka literacka" są Kaczmarski, Osiecka i Młynarski, a nie ma Jana Pietrzaka, ulubieńca prawicy i w końcu przecież autora nieoficjalnego hymnu Solidarności Walczącej? I prześwietlcie dobrze swojego kolegę Andrzeja Stasiuka z pisowskiej listy lektur obowiązkowych. Przypadkiem się tam chyba nie znalazł?

Cudnie było czytać. 10/10
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Podobne teksty

Wojciech Bonowicz, Piotr Matywiecki, Marian Stala, Dariusz Sośnicki, Andrzej Franaszek
Jan Błoński, Marek Edelman, Czesław Miłosz, Jerzy Turowicz, Joanna Gromek-Illg
Rafał Koziński, Grzegorz Rzepecki, Grzegorz Kondrasiuk, Vlodko Kaufman

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]