Reklama

Miasto napiętnowane

Miasto napiętnowane

30.06.2006
Czyta się kilka minut
PATRYCJA BUKALSKA: - Nakładem IPN ukazała się właśnie Pańska książka pt. "Czerwiec 1976. Geneza, przebieg, konsekwencje". Na rocznicę Instytut planuje też publikację albumu "Czerwiec 1976. Radom, Ursus, Płock" ze szkicem prof. Jerzego Eislera, fotografiami i dokumentami. Czy wiadomo już wszystko o tym, co się stało w Radomiu?
P

PAWEŁ SASANKA: - Z pewnością obecnie wiadomo dużo więcej niż jeszcze kilkanaście lat temu. Np. możemy dość precyzyjnie zrekonstruować proces przygotowywania podwyżki cen w różnych ośrodkach aparatu władzy, ukazać ten mechanizm od momentu wstępnych dyskusji po dostarczenie do województw zaplombowanych worków z cennikami. Poza przebiegiem wydarzeń 25 czerwca w Radomiu, Ursusie i Płocku, czyli ośrodkach, w których robotnicy wyszli na ulice, możemy powiedzieć też więcej o fali strajków, jaka tego dnia przetoczyła się przez cały kraj. Skalę protestu uzmysławia fakt, że strajki odnotowano na terenie 24 województw, w około stu zakładach i uczestniczyło w nich 70-80 tys. osób - to jest tyle, ile w czasie fali strajków w lipcu 1980 r. Wiemy dużo, ale nie oznacza to, że znamy już odpowiedzi na wszystkie pytania.

- Czy była to niespodzianka dla władz? Już wcześniej planowano akcję "Lato 76", właśnie na wypadek niepokojów społecznych.

- Poprzednia próba wprowadzenia podwyżki cen sprowokowała strajki i protesty, a próba zdławienia ich siłą doprowadziła do krwawego dramatu na Wybrzeżu i upadku ekipy Władysława Gomułki. Władze pamiętały lekcję z Grudnia 1970 r. Obawy ekipy Gierka przed powtórzeniem tego scenariusza zaważyły na tym, że decyzję o wprowadzeniu podwyżki cen, niezbędnej z ekonomicznego punktu widzenia co najmniej od 1973 r., długo odwlekano.

Dlatego próbę jej wprowadzenia w 1976 r. poprzedziły skrupulatne przygotowania. Prace nad konkretnymi założeniami podwyżki, prowadzone przez kilka zespołów w kierownictwie partyjno-państwowym, rozpoczęły się prawdopodobnie na przełomie 1975 i 1976 r. Rozpatrywano kilkanaście wariantów. Ostatecznie zwyciężył projekt zakładający wprowadzenie jednorazowej, drastycznej podwyżki cen wielu artykułów spożywczych. Trzeba wspomnieć o działaniach aparatu propagandowego, który miał przygotować społeczeństwo do w miarę bezkonfliktowego zaakceptowania podwyżki. Polegało to na tym, że od początku czerwca w mediach narastała liczba informacji o charakterze ekonomicznym. Pisano o sytuacji na światowych rynkach, recesji, inflacji i kryzysie żywnościowym w krajach kapitalistycznych, co miało doprowadzać czytelnika do konkluzji, że podwyżka jest nieunikniona.

Ponieważ władze liczyły się z możliwością protestów społecznych, na swój sposób do "operacji cenowej" przygotowywał się również aparat bezpieczeństwa. W maju 1976 r. w MSW opracowano program ćwiczeń "Lato 76", bo taki kryptonim nadano działaniom resortu. 10 czerwca w centrali powołano sztab MSW, którego kierownikiem został wiceminister spraw wewnętrznych gen. Bogusław Stachura, a we wszystkich województwach powołano sztaby lokalne. Równocześnie zdecydowano, że oddziały wykorzystywane do pacyfikacji demonstracji ulicznych nie będą uzbrojone w broń palną - co sugeruje, że wyciągnięto wnioski z tragedii 1970 r. W ramach przygotowań powoływano do wojska na rzekome ćwiczenia osoby uznane za "niepewne politycznie", mobilizowano wszystkie służby podległe MSW i przygotowywano się do przerzutu oddziałów, przygotowywano plany obrony ważnych obiektów, przede wszystkim gmachów komitetów wojewódzkich PZPR i urzędów wojewódzkich. W komendach wojewódzkich przygotowywano się do powołania grup śledczych, które miały zająć się ustaleniem ewentualnych "inspiratorów". W większości miast wojewódzkich, a czasem na terenie całego województwa wprowadzono tryb przyspieszony w postępowaniu przed kolegiami. Wreszcie, to MSW odpowiadało za dostarczenie do wszystkich województw cenników i dokumentacji z instrukcjami.

- Dlaczego protesty przybrały najbardziej gwałtowną formę w Radomiu?

- Zapewne nigdy nie będziemy w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Możemy jedynie wskazać kilka czynników, które mogły się do tego przyczynić, choć trudno powiedzieć, w jak dużym stopniu.

Radom był jednym z miast, które w wyniku reformy administracyjnej i wprowadzenia podziału na 49 województw stały się miastami wojewódzkimi. Ale na tle pozostałych stolic wojewódzkich był najbardziej zaniedbany i biedny. Ekonomiczne upośledzenie znajdowało odzwierciedlenie we wszystkich wskaźnikach: płacy, poziomie życia, infrastrukturze. Żyło się tu ciężej niż w innych miejscowościach podobnej wielkości. O skali zaniedbań może świadczyć choćby to, że zaledwie 51 proc. domów miało bieżącą wodę, a 43 proc. było podłączonych do kanalizacji. Warto przypomnieć wrażenia ludzi związanych z demokratyczną opozycją, którzy przyjechali do Radomia jesienią 1976 r., by pomagać prześladowanym: dla nich, ludzi z dużych miast, warunki życia radomskich robotników były szokiem. Nie wyobrażali sobie, że ktoś może żyć w warunkach z XIX w., w starych rozpadających się kamienicach ze wspólną łazienką lub wychodkiem na zewnątrz, w mieszkaniach, w których pięć lub sześć osób gnieździło się często w jednym pokoju.

- Czyli w Radomiu ludzie byli najbiedniejsi i podwyżki najbardziej ich dotknęły?

- Rzeczywiście, była tam duża grupa robotników, których pensje były bardzo niskie, a podwyżka oznaczała dla nich zepchnięcie poniżej granicy egzystencji. Nie chodziło przecież o to, że po podwyżce nie będzie ich stać na kupno szynki lub innych luksusowych towarów - na te nie było ich stać już wcześniej. Teraz nie byłoby ich stać nawet na kupno artykułów absolutnie podstawowych.

Dodatkowym i ważnym czynnikiem, który mógł przesądzić o wybuchu protestu, była arogancja, z jaką władze ogłaszały podwyżkę, m.in. zapewniając, że społeczeństwo nic na niej nie straci. 24 czerwca w Sejmie premier Piotr Jaroszewicz zapowiedział wypłacanie rekompensat. Sam pomysł pojawił się jako kolejny wniosek, wyciągnięty w aparacie władzy z doświadczeń 1970 r., i miał przyczynić się do złagodzenia niezadowolenia społecznego. W praktyce spotęgował je, gdyż zasady, na jakich miały być wypłacane rekompensaty, robotnicy odebrali jako skrajnie niesprawiedliwe: osoby o najwyższych zarobkach (powyżej 6 tys. zł) miały otrzymać również najwyższą rekompensatę (600 zł), a te o najniższych (poniżej 1,3 tys. zł) - najniższą (240 zł). Rekompensaty faworyzujące lepiej zarabiających stały w sprzeczności z głoszonymi od lat przez propagandę i zakorzenionymi w społeczeństwie zasadami sprawiedliwości społecznej.

Ponadto aktywnie wprowadzaną podwyżkę cen Jaroszewicz przedstawiał w Sejmie jako projekt zgłoszony pod konsultację społeczną, chociaż do wszystkich województw dotarły już zaplombowane worki z cennikami. Ludzie zdawali sobie sprawę, że nic nie mogą zmienić i że konsultacje są farsą - przecież przeznaczono na nie jeden dzień, a już w sobotę 26 czerwca podwyżka miała być zatwierdzona przez Sejm, by wejść w życie od poniedziałku 28 czerwca.

- 25 czerwca rano wybuchają demonstracje. Czy wiadomo dziś o nich więcej, bo świadkowie więcej mówią, czy też udostępnione zostały nieznane wcześniej dokumenty?

- Przede wszystkim trzeba zgromadzić w jednym miejscu i wykorzystać możliwie najwięcej opublikowanych dotychczas, a po prostu rozproszonych materiałów: publikacji, dokumentów i relacji. Ogromne znaczenie mają niewykorzystywane wcześniej bądź niedostępne dotąd dokumenty. Rekonstrukcja przebiegu protestów społecznych w Radomiu, "Ursusie", Płocku i innych, mniej znanych ośrodkach jest możliwa przede wszystkim na podstawie materiałów MSW, przechowywanych obecnie w archiwum IPN. Wartość tych dokumentów, wytworzonych nierzadko "na gorąco", jest duża ze względu na zawarte w nich fakty: czas, miejsce i przebieg wydarzeń. Ale ograniczenie się wyłącznie do nich groziłoby ukazaniem robotniczych protestów z 1976 r. przez pryzmat aparatu bezpieczeństwa, ukazaniem go w krzywym zwierciadle.

- Broni palnej w Radomiu nie użyto, ale toczyła się prawdziwa bitwa: były barykady, "dowódcy" poszczególnych odcinków itd.

- Na ulicach budowano barykady, aby uniemożliwić przejazd pojazdów milicyjnych. Część przeszkód była w trakcie starć podpalana. Milicjantów obrzucano kamieniami z bruku, połamanymi płytami chodnikowymi itp. Demonstranci posługiwali się także butelkami z benzyną. Zomowcy byli wyposażeni w długie pałki, tarcze i posługiwali się w walce gazami łzawiącymi. Biorąc pod uwagę gwałtowność starć, może wręcz dziwić, że liczba ofiar śmiertelnych ogranicza się do dwóch. Jan Łabęcki i Tadeusz Ząbecki zginęli w pierwszej fazie starć, gdy do gmachu KW PZPR zaczęły zbliżać się pierwsze jednostki ZOMO. Grupa ludzi odczepiła od ciągnika przyczepę, wypchnęła na środek ulicy 1 Maja, skierowała w stronę ulicy Struga i zaczęła rozpędzać. Chodziło o to, by skierować ją w stronę znajdującej się tam armatki wodnej i zomowców. W pewnym momencie przy przyczepie zostało dwóch mężczyzn, którzy musieli nią kierować, gdyż trzymali dyszel. Gdy próbowali odskoczyć, przyczepa gwałtownie skręciła i przejechała ich. Zginęli na miejscu. Później ciała obu demonstrantów położono na wózku akumulatorowym i wożono ulicami Radomia.

- Ile osób wyszło na ulice?

- Władze oceniały, że w Radomiu strajkowało około 17 tys. robotników. W kulminacyjnym momencie demonstracji, około godziny 15, na ulicach mogło być 20-25 tys. osób. Radom w 1976 r. liczył około 180 tys. mieszkańców.

- Pierwszy sekretarz PZPR w Radomiu i inni funkcjonariusze podważali potem istnienie tzw. "ścieżek zdrowia". Czy to możliwe, by nie wiedzieli o tych represjach?

- Cóż, istnieją dziesiątki relacji zarówno brutalnie pobitych osób zatrzymanych w związku z protestem, jak i związanych z opozycją osób, które na własne oczy widziały na ciałach represjonowanych ślady po uderzeniach. Termin "ścieżka zdrowia" i informacje o brutalnym biciu pojawiają się już w meldunkach i doniesieniach tajnych współpracowników z lipca 1976 r.: o tym się po prostu mówiło w Radomiu. O biciu zatrzymanych wiedzieli pracownicy kolegiów, prokuratury i sądów. Jedyną osobą, która wówczas zaprotestowała i próbowała powstrzymać wypadki, był ówczesny prokurator wojewódzki Jan Iglikowski, który za swoją niepokorną postawę został wkrótce odwołany.

- Co się stało z Radomiem po roku 1976? Władze starały się tamtejszych robotników złamać nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.

- Chodziło o spacyfikowanie protestów i przykładne ukaranie sprawców. Od razu uruchomiono aparat represji. Zatrzymywanych uczestników protestu brutalnie bito, potem karano przed kolegiami i sądzono zgodnie z arbitralnymi decyzjami kierownictwa partyjnego. Jeszcze 25 czerwca wieczorem władze wycofały się z podwyżki, co było zwycięstwem społeczeństwa - po raz pierwszy władze komunistyczne już tego samego dnia wycofały się pod presją strajków i manifestacji ulicznych. Ale też wydaje się, że władze nie zrezygnowały definitywnie z podwyżki cen. 26 czerwca odbyła się konferencja Edwarda Gierka z pierwszymi sekretarzami komitetów wojewódzkich, w czasie której wydano polecenia zwołania masowych wieców i rozpoczęcia wielkiej kampanii propagandowej. Chodziło o zademonstrowanie siły partii i jej oparcia w społeczeństwie, napiętnowanie tych, którzy protestowali przeciw podwyżce cen, w szczególności "warchołów" z Radomia i Ursusa, o pokazanie im, że są osamotnieni. Chodziło wreszcie o spacyfikowanie niezadowolenia społecznego, aby w najbliższym czasie ponownie spróbować wprowadzić podwyżkę, do czego jednak ostatecznie nie doszło. Na stadionach i placach zbierano tysiące ludzi, którzy mieli demonstrować poparcie dla władz. Na przykład wiec, jaki odbył się w Warszawie na Stadionie Dziesięciolecia, liczył około 100 tys. ludzi, wiec w Katowicach nawet 200 tys. W prasie pojawiły się setki artykułów powielających tezę, że władze ogłosiły dopiero projekt podwyżki, który przedstawiły do konsultacji, społeczeństwo przyjęło go ze zrozumieniem, a ten "demokratyczny dialog" partii z narodem zakłóciły jedynie grupy chuliganów i "warchołów".

- Na ile wszystko to było zorganizowane pod presją?

- Cała kampania została zaplanowana w szczegółach. Uczestnictwo w wiecach było przymusowe - sprawdzano listę obecności - a w przypadku nieobecności należało się liczyć z konsekwencjami, ze zwolnieniem z pracy włącznie. Podstawiano specjalne pociągi i autobusy, które dowoziły ludzi na wiece. Ich scenariusz, włącznie z przygotowaniem tekstów przemówień, opracowywano w partyjnych komitetach. Główne przemówienie wygłaszał niemal bez wyjątku (poza Radomiem) lokalny I sekretarz KW, a po nim rzekomi przedstawiciele społeczeństwa: robotnicy, chłopi itd. Często zdarzało się, że ludzie ci mieli problem z odczytaniem tekstów będących kwintesencją nowomowy. Np. jeden z mówców, który czytał odezwę w czasie wiecu na Stadionie Dziesięciolecia, miał powiedzieć: "Towarzyszu Gierek, towarzyszu Jaroszewicz, w tych ostatnich dniach byliśmy z wami", a zamiast tego powiedział: "Towarzyszu Gierek, towarzyszu Jaroszewicz. To wasze ostatnie dni". Wzbudziło to śmiech, który aktywiści próbowali zagłuszać oklaskami.

Incydenty tego typu pokazywały, co tak naprawdę myśli większość uczestników tych "seansów nienawiści". W skali makro władze odniosły sukces, bo frekwencję na wiecach udało się zapewnić, ale też, jeśli spojrzeć na problem z bliższej perspektywy, np. poszczególnego zakładu, okaże się, jak wiele osób odmówiło uczestnictwa w tych spektaklach lub udało im się od tego pod różnymi pretekstami uchylić.

- Kulminacyjnym momentem był słynny wiec w Radomiu?

- Wiec na stadionie klubu "Radomiak" był spektaklem najbardziej ponurym. Radom, zgodnie z zamówieniem najwyższych władz, miał być napiętnowany, w szczególności zaś dotyczyło to pracowników Zakładów im. Waltera. Ściągnięto aktyw z okolicznych województw. Ludzie ci przez dwie godziny maszerowali ulicami miasta, aby dać odczuć radomianom, co sądzi o nich cała Polska. Na wszelki wypadek, by przebieg wiecu nie wymknął się spod kontroli, na każdych pięciu uczestników przypadał jeden porządkowy. Przebieg wiecu transmitowano przez głośniki na głównych ulicach miasta i przez radiowęzły zakładów. Nie przyjęto żadnej rezolucji - zapewne uznano, że Radom, miasto "warchołów", nie ma po temu legitymacji moralnej. Zamiast I sekretarza KW przemówił wówczas prezydent miasta Tadeusz Karwicki, czytając przemówienie napisane w Komitecie Centralnym PZPR, będące niejako wykładnią stanowiska władz wobec Radomia i jego mieszkańców. Wszystko to odbywało się w ponurej atmosferze, w której krzyczeli i klaskali jedynie ci w pierwszych rzędach, podczas gdy reszta siedziała ze spuszczonymi oczami, w stanie otępienia.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]