Reklama

Medale św. Jerzego wręczone!

Medale św. Jerzego wręczone!

02.12.2017
Czyta się kilka minut
Tegorocznymi laureatami zostali prof. Adam Strzembosz i Maria Dąbrowska-Majewska. Oto laudacje, które na ich cześć wygłosili ks. Adam Boniecki i Anna Goc oraz relacja z gali wręczenia nagród.
Prof. Adam Strzembosz i Maria Dąbrowska-Majewska, Kraków, 02.12. 2017 r. / Fot. Jacek Taran
Prof. Adam Strzembosz i Maria Dąbrowska-Majewska, Kraków, 02.12. 2017 r. / Fot. Jacek Taran
M

Medale św. Jerzego 2017 wręczone zostały 2 grudnia podczas uroczystej gali w Małopolskim Ogrodzie Sztuki w Krakowie. Werdykt kapituły odczytał Piotr Mucharski, redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”. Maria Dąbrowska Majewska otrzymała medal „za troskę i pomoc tym, którym została wymierzona sprawiedliwość, lecz przecież nie zostały im odebrane godność i człowieczeństwo”. „Za prawość i konsekwentną obronę rządów prawa. Za odwagę obywatelskiego sprzeciwu w czasach próby” uhonorowany został prof. Adam Strzembosz. Po wręczeniu medali Anna Goc, dziennikarka „Tygodnika Powszechnego”, wygłosiła laudacje na cześć Marii Dąbrowskiej-Majewskiej. Laudację dla prof. Strzembosza powiedział chwilę później ks. Adam Boniecki [OBIE LAUDACJE W CAŁOŚCI DO CZYTANIA PONIŻEJ]. Później głos zabrali sami laureaci.

Maria Dąbrowska Majewska rozpoczęła od podziękowań dla tych, którzy z nią przyjechali i którzy razem z nią pracują.

– Ciągle mówię, że ten medal jest dla mnie Noblem. I cieszę się, że są ze mną ci wszyscy ludzie. 

Może wstańcie, cały ten mój piękny zespół. Bardzo wam dziękuję! – powiedziała, na co rozległy się długie oklaski.

– To nie jest nagroda dla mnie. To jest nagroda dla bardzo, bardzo wielu osób, bo gdyby nie te osoby, to tego wszystkiego by nie było – podkreśliła, po czym kontynuowała podziękowania.

– Dziękuję wszystkim więźniom, którzy chcieli się ze mną spotkać. Dziękuję ludziom, którzy chcą ze mną rozmawiać. Dlatego że wszyscy więźniowie wychodzą w jakimś momencie. My nie wiemy, kto za nami stoi w kolejce, nie wiemy kto nas obsługuje w restauracji. W ogóle niewiele wiemy o ludziach, bo rzadko z nimi rozmawiamy. Polecam rozmowę.

Maria Dądrowska-Majewska / Fot. Jacek Taran
Maria Dądrowska-Majewska / Fot. Jacek Taran

Czasy są trudne

– Jesteśmy w sytuacji trudnej, w ciężkich czasach – mówił chwilę później prof. Adam Strzembosz. – W czasach różnych wyborów. W czasach trudnego porozumiewania się. I dlatego w tak poważnej sytuacji powinienem odwołać się do pewnych zasad, takich zasad, jakie chociażby prezentował Tadeusz Kościuszko, który w czasie rozruchów, które powodowały wymierzanie sobie dowolnie kary śmierci wysłał manifest, który grzmiał: kto nie przestrzega prawa, nie zasługuje na wolność. Ja teraz też przypominam tam, gdzie mogę, że Ci, którzy nie przestrzegają prawa nie mają prawa domagania się takiej nieograniczonej wolności, do jakiej zmierzają – podkreślał.

– Jestem z natury optymistą, ale czasy są trudne. Nie mniej wszystko przed nami, życie jest bogate i może spotkamy się z Państwem, jeżeli ja dożyję, w jakiś innych okolicznościach, bardziej optymistycznie patrząc w przyszłość.

Prof. Adam Strzembosz / Fot. Jacek Taran
Prof. Adam Strzembosz / Fot. Jacek Taran

– Tym, którzy mnie odznaczyli Medalem św. Jerzego, z całego serca dziękuje. Bardzo go sobie cenię, bo zawsze bardzo ceniłem „Tygodnik Powszechny, który czytywałem od 1946 roku. Nigdy wtedy nie przypuszczałem, że będę w takiej sytuacji uhonorowany przez „Tygodnik Powszechny”, do którego zawsze miałem wielki szacunek i który zaczynałem czytać od Stefana Kisielewskiego, od listów ojca Malachiasza, od artykułów księdza Piwowarczyka i tysiąca innych ciekawych artykułów, świetnych autorów, najróżniejszych proweniencji. I to było zawsze zaletą „Tygodnika”. Jeszcze raz z całego serca dziękuję – dodał na koniec.

Galę wieńczył koncert Karoliny Cichej wraz z zespołem: – Posłuchajmy, co o walce ze smokami zła, powie nam dziś muzyka – zaprosiła na niego artystka.


LAUDACJA, KTÓRĄ NA CZEŚĆ PROFESORA ADAMA STRZEMBOSZA WYGŁOSIŁ KSIĄDZ ADAM BONIECKI:

Szanowny i Drogi Panie Profesorze, drodzy Państwo.

Medal św. Jerzego jest przyznawany za walkę ze smokiem. Smok symbolizuje tu oczywiście groźne zło. Wypada w momencie wręczenia medalu wyraźnie powiedzieć, z jakim to smokiem walczy Laureat. 

Smok, z którym walczy profesor Adam Strzembosz, nazywa się BEZPRAWIE. Walcząc z bezprawiem, walczy się o PRAWORZĄDNOŚĆ, której jednym z filarów jest niezależność sędziów od władz politycznych. Dodajmy, aby być w miarę precyzyjni – Profesor Adam Strzembosz walczył o PRAWORZĄDNOŚĆ NIEPODZIELNĄ, czyli taką, której gwarancją jest instytucjonalne minimum: pewność prawa, bezstronność sądu i zgodności lex i Ius. Wyjaśnię: kiedy prawo jest zgodne z podstawowymi zasadami moralnymi – wtedy jest Ius, bo może być niezgodne z tymi zasadami i wtedy jest to tylko Lex, tylko ustawy. Ja jestem za Ius.

Chciałbym się zatrzymać najpierw na słowie walka. „Święty Jerzy, jak wiadomo, patron rycerzy”, a więc siłą rzeczy Medal św. Jerzego jest medalem za odwagę. Pan Profesor sam przyznaje, że nie ma odwagi wojennej, ma jednak – co skromnie uznaje – odwagę cywilną. 

I to jaką!

Il. Marcin Bondarowicz
Il. Marcin Bondarowicz

Podczas rozmów przy okrągłym stole ktoś z przeciwnej strony powiedział o nim: „ma stalowe pięści w jedwabnych rękawiczkach”.

Kiedy objął urząd Prezesa Sądu Najwyższego, poprzednik Adam Łopatka zapytał Profesora czy się nie boi wziąć odpowiedzialności za rozpędzenie niemal całego składu SN. Odpowiedział, ze w Izbie Karnej będzie teraz tylu partyjnych sędziów, ilu do tej pory było bezpartyjnych. Czyli ani jednego.

W tej walce bez sięgania po przemoc obok „stalowych pieści” potrzebna jest odporność na niepowodzenia i wytrwałość. To jest chyba w charakterze Profesora. Przepraszam, że sięgnę do życia prywatnego: przyszłej żonie oświadczał się trzy razy, dwa bez powodzenia. Dopiero trzecie oświadczyny zostały przyjęte … Upór zaowocował ponad 60 latami wspaniałego małżeństwa.

Konsekwencja kosztuje. W przemówieniu wygłoszonym w Sejmie przed głosowaniem nad kandydaturą Pana Profesora na jedno z najważniejszych stanowisk w państwie, na urząd Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, poseł Andrzej Kern powiedział: „Pana życie, Panie Profesorze, świadczy o tym, że warto, służąc celom najważniejszym, rezygnować czasem z kariery, czasem żyć w warunkach trudnych, czasem w takich, w których naprawdę było Panu ciężko w sensie materialnym…”. Te słowa streszczają historię życia.

Praworządność.

Wołanie o praworządność było jedną z głównych idei przewodnich Solidarności i w konsekwencji prac Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych Solidarności. To spotykało się z szerokim zrozumieniem i akceptacją, bo ludzie wiedzieli, jak bardzo bezprawne są działania władz PRL-u.

Jako potwierdzenie tego wspominał Pan Profesor, że „kiedy w trakcie negocjacji jakiegoś punktu dotyczącego praworządności napotykaliśmy na silny opór władz, związkowcy z Huty Warszawa przysłali nam deklarację, że są gotowi strajkować w naszym imieniu, bo sędziom nie wolno tego robić”. 

Dla wielu Pan Profesor był niejako uosobieniem walki o praworządność. Pokazuje to pewne wydarzenie, 1 grudnia 1981 – solidarnościowy strajk w Wyższej Oficerskiej Szkołę Pożarniczej na Marymoncie. Szkoła otoczona kordonem uzbrojonych ZOMO-wców, za kordonem stał kilkusetosobowy tłum solidaryzujących się ze strajkującymi. Istniała obawa, że budynek zostanie zaatakowany pod osłoną nocy, gdy tłum się przerzedzi. I wtedy, wieczorem, grupa sędziów z sądów warszawskich zdecydowała się tam iść, by autorytetem sędziowskim powstrzymać ZOMO-wców. Powiedzieli, że oni, sędziowie są tu jako wiarygodni świadkowie. Wtedy ktoś z tłumu wykrzyknął pytanie: „A czy jest sędzia Strzembosz?”. Był, właśnie on przemawiał, potwierdził swoją obecność. Niestety nazajutrz, 2 grudnia o godzinie 10.00, na teren Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarniczej wkroczyły jednostki ZOMO i przeprowadziły brutalną pacyfikację.

A czy jest sędzia Strzembosz?”. 

Jest coś emblematycznego w tym, że kiedy coś niedobrego zaczyna się dziać z praworządnością, z instytucjami, które ją zabezpieczają, rozlega się to samo pytanie: A czy jest sędzia Strzembosz? 

„Jestem” – odpowiedział 31 grudnia 2015 roku, gdy po latach unikania publicznych wypowiedzi zjawił się w telewizji TVN24 z ostrą krytyką działań rządu wobec Trybunału Konstytucyjnego.

Fot. Jacek Taran
Fot. Jacek Taran

Kiedy się nieco dokładniej przyjrzeć publicznej działalności profesora Adama Strzembosza, można zauważyć znamienną regularność: jest obecny tam, gdzie o walczy się o praworządność i niemal z reguły w tych walczących gremiach właśnie on jest proszony o przewodniczenie lub objęcia ważnej funkcji. Tak było wtedy, kiedy zrealizowało się pragnienie wejścia do Sądu Najwyższego. Wszedł tam, jednak ku swemu zaskoczeniu wszedł tam w roli Pierwszego Prezesa. 

Nie zawsze Profesor wchodzi. Kiedy w 1989 roku, przed wyborami, komitety przy Lechu Wałęsie zostały zmienione na komitety wyborcze i one komponowały listy kandydatów do Senatu, Profesor Strzembosz odmówił kandydowania, uważając, że praworządność (nawet ta niepisana) wymaga, by reprezentantów wybierały także inne ugrupowania jak KPN, Solidarność Walcząca. Chociaż dziś przyznaje, że wtedy organizowanie „sejmików wyborczych” rozpętało by „polskie piekiełko” i nie było by skuteczne, to dodaje, że jednak większa reprezentatywność mogła być uwzględniona. 

Ale jeśli się podejmował czegoś…i wtedy decydująca była praworządność. Od września 1989 roku do czerwca 1990 roku był wiceministrem Sprawiedliwości. Odszedł w proteście przeciwko trzymaniu w ministerstwie siedmiu skompromitowanych osób (na ponad 300 pracujących), które stanowczo powinny były odejść oraz przeciw niemożności ściągnięcia do ministerstwa osób godnych zaufania na stanowiska dyrektorskie. 

W tym, co powiedziałem, jest zaledwie kilka faktów, mających zilustrować tytuł nadania Medalu. Dodam jeszcze – bo trudno do szerzej teraz omawiać – że profesor Adam Strzembosz już od czasów przygotowań do Okrągłego Stołu należał do ścisłej czołówki pracujących nad tworzeniem systemu prawnego dla Polski. Ustalili: „naszym zadaniem będzie stworzenie systemu podstawowych gwarancji ochrony obywatela przed tyranią państwa”.

I na koniec pytanie, skąd ta siła, skąd zdecydowane trwanie przy tym, co istotne, z gotowością do kompromisów czy nawet ustępstw w sprawach drugorzędnych, zwłaszcza ambicjonalnych i prestiżowych. Sam to wyjaśnił: „Moje poglądy wynikały w pełni z Ewangelii i nauczania społecznego Kościoła…”. „Chrześcijanin i konserwatysta musi troszczyć się o bliźniego a także zabiegać o to, aby państwo troszczyło się o swoich najsłabszych obywateli”.  

Nie tak dawno Pan Profesor przemówił na wiecu. Uznał, że sytuacja jest na tyle groźna, że wymaga nadzwyczajnych środków. Tłum skandował „Cześć i chwała bohaterom”. 

Kiedy w dziwacznej chwilami debacie o Polsce czujemy się zgubieni, kiedy ogarnia nas lęk, że budowane z trudem (także przez profesora) przez ostatnie lata struktury rozpadają się bezpowrotnie, kiedy zagląda nam w oczy cień obezwładniającej rozpaczy, wtedy krzyczymy jak ten człowiek na Marymoncie:

A czy jest sędzia Strzembosz?

Jest.

No to jeszcze nie wszystko stracone.

Fot. Jacek Taran
Fot. Jacek Taran

CZYTAJ TAKŻE:

Medal św. Jerzego dla Adama Strzembosza za prawość i konsekwentną obronę rządów prawa. Za odwagę obywatelskiego sprzeciwu w czasach próby.

Adam Strzembosz: Charakterologicznie prezydent dał się złamać. Istnieje możliwość postawienia go przed Trybunałem Stanu, bo po tym, czego dokonał w kwestii Trybunału Konstytucyjnego, z prawem w Polsce można zrobić, co się chce.

Więcej o Medalu św. Jerzego >>> 


LAUDACJA, KTÓRĄ NA CZEŚĆ MARII DĄBROWSKIEJ-MAJEWSKIEJ WYGŁOSIŁA ANNA GOC:

Wyobraź sobie:

Jest wieczór. Wspinasz się na górę, wieszasz szmatę wzdłuż ramy piętrowego, metalowego łóżka.

Kładziesz się i czytasz. Nad twoją głową wisi mokre pranie. 

Jest wilgotno, duszno, ciasno. 

Dochodzi dziesiąta. Za chwilę, jak co dzień, ktoś zgasi światło. 

Cztery osoby, jeden pokój, 12 metrów kwadratowych.

Wyobraź sobie:

Innego świata nie będzie.

Il. Marcin Bondarowicz
Il. Marcin Bondarowicz

Sześćdziesiąt pięć tysięcy dziewięćset trzydzieści osiem (65 938) – tylu ludzi żyje dziś w polskich więzieniach. Wśród nich jest prawie trzystu skazanych na dożywocie.

„Jak sądzisz, ile trwa pamięć o człowieku? – pyta Maria Dąbrowska-Majewska. 

– Jak długo nosimy w pamięci tych, którzy zniknęli z naszego świata? Zniknęli na piętnaście, dwadzieścia pięć lat – albo na zawsze. O ilu z nich wolelibyśmy zapomnieć?”

Mówi się, że znajomi i sąsiedzi pamiętają przez pierwsze dwa tygodnie. Współczują rodzicom, żonie, pytają o przyszłość ich dzieci. Pamięć bliskich trwa niewiele dłużej. Później są telefony, paczki, coraz rzadsze widzenia.

Dla więźnia najgorszy kryzys przychodzi podobno po ośmiu latach odsiadki. Do tego czasu żyje jeszcze wspomnieniami. Pamięta zapachy, dźwięki. 

Ten trudny moment to chwila, gdy siedzący wspólnie w jednej celi zdają sobie sprawę z tego, że nie mają już dla siebie żadnych nowych historii. 

Bo ile razy można opowiadać swoje życie od nowa?

Pani Mario – Pani świetnie wie, kiedy u skazanych pojawia się głód nowych historii. 

Na początku więźniowie, z którymi się Pani spotykała, woleli czytać biografię Nerona, rozmawiać o Hannibalu i „żołnierzach wyklętych”. 

Chcieli tych, którzy zabili więcej ludzi od nich; tych którzy, według nich, byli jeszcze gorsi. Pani jednak uparła się, by rozmawiali o świecie, który został za murami. I zaczęła z nimi czytać reportaże Kapuścińskiego czy Krall. Wspólnie szukać ich dobrych wspomnień – jak wtedy, gdy czytaliście wiersze Leśmiana, a Pani mówiła, że mogą je wysłać „żonie, dziewczynie i kochance, choć matka też się ucieszy”. 

Literatura jest pretekstem do spotkania. Bo przecież – powtarza Pani czasem to pytanie – „czy ktokolwiek dostał wyrok na dostęp do kultury?”. 

Fundacja Zmiana, którą Pani prowadzi, przyjmuje książki od wszystkich, którzy tylko chcą je ofiarować: od znajomych, organizacji, wydawców i kibiców Legii.

Wciąż przynosi im Pani nowe książki. Ustawia w rzędzie stoły, rozkłada obrusy, aby trochę było jak w domu. Pokazuje skazanym zdjęcia podwórek ich domów, o których zrobienie wcześniej prosili. Aktualizuje im pani świat. Skazani mówią, że daje im Pani nadzieję, poczucie, że po tej drugiej stronie, na którą wielu z nich już nigdy nie wróci, jest ktoś, kto czeka. Czasem marzą o tym, że u Pani pracują, wspólnie z Panią działają. 

My nie wiemy, jak potrafi się zmienić twarz człowieka skazanego na dożywocie, jeśli pozwoli się mu choćby na chwilę wyjść na korytarz. Jak to jest wchodzić za mury więzień – na terytorium zarezerwowane dla państwa, gdzie zresztą państwo nie zawsze się sprawdza. 

Wciąż pani powtarza: „Rolujemy system, jak się da”. I pcha się do więzień. Tam, gdzie nikt nie chce być. Gdzie jest tylko instytucja.

W więzieniu mówi się czasem o widzeniach. Pani się ze skazanymi spotyka. Czas jest zawsze ograniczony – to dwie, trzy godziny. Zawsze przecież może przyjść strażnik, zawołać: „koniec”. Zawsze możecie się widzieć po raz ostatni, bo więźniów czasem się przenosi. 

Nie osądza Pani już raz osądzonych. Jest blisko ludzi, od których odwrócili się inni. I wierzy w tych, którzy zwątpili w siebie.

A potem wychodzi Pani z więzienia i odpowiada na pytania z tej strony muru. Czasem proste i naiwne, czasem niesprawiedliwe. Czy wychodzący na wolność znów zabije? Czy więźniowie mają poczucie winy? Odpowiada Pani: tak, wszyscy skazani mają poczucie winy. Ale nie chce pani znać, każdego szczegółu popełnionych przez skazanych przestępstw. Pamięta Pani jedynie ich twarze i historie, które sami opowiedzieli.

„Wiesz dlaczego, tak bardzo cieszą się z każdych odwiedzin? – pyta Pani. – Bo ci, którzy do nich przychodzą, przynoszą wolność”. A czym jest ta wolność? Na przykład: zapachem perfum biletem autobusowym, szminką, notesem. Wszystkim tym, co można znaleźć w kobiecej torebce. Wszystkim tym, co dla nas jest codziennością.

Fot. Jacek Taran
Fot. Jacek Taran

CZYTAJ TAKŻE:

Medal św. Jerzego dla Mari Dąbrowskiej-Majewskiej za troskę i pomoc tym, którym została wymierzona sprawiedliwość, lecz przecież nie zostały im odebrane godność i człowieczeństwo.

Maria Dąbrowska-Majewska: Logika jest taka: odgrodzić się, zabezpieczyć, a tych, którzy zrobią coś złego, zamknąć, nie martwiąc się, co będzie, jak powychodzą. Wolimy karać, niż ponosić odpowiedzialność za ludzi.

Więcej o Medalu św. Jerzego >>>

Galeria zdjęć
  • Piotr Mucharski, redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego" / Fot. Jacek Taran
  • Fot. Jacek Taran
  • Fot. Jacek Taran
  • Maria Dądrowska-Majewska / Fot. Jacek Taran
  • Laudację na część Marii Dąbrowskiej-Majewskiej wygłosiła Anna Goc, dziennikarka "Tygodnika Powszechnego"
  • Prof. Adam Strzembosz / Fot. Jacek Taran
  • Ks. Adam Boniecki wygłasza laudację na cześć prof. Adama Strzembosza / Fot. Jacek Taran
  • Zespół "Tygodnika Powszechnego" / Fot. Jacek Taran
  • Fot. Jacek Taran
  • Galę prowadził Michał Kuźmiński, zastępca redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego" / Fot. Jacek Taran
  • Koncert Karoliny Cichej wraz z zespołem / Fot. Jacek Taran
  • Koncert Karoliny Cichej wraz z zespołem / Fot. Jacek Taran

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Mile widziane jest znane nazwisko i znacząca pozycja, choć niekiedy wystarczy funkcja tramwajarki albo proboszcza. Wtedy jednak trzeba okazać się większym kozakiem i podskoczyć samemu Kaczorowi albo biskupowi - i to wyżej niż na wiecach podskakiewiczów zachęcał podskakujący mec. Giertych. Wysoko notowane są też szturchańce i kopniaki zadawane reżimowi z pozycji Sprawiedliwego wśród narodu. Sędziwym kandydatom (z nazwiskiem) wystarczy na wiecu upomnieć się, najlepiej w słotę i na krzesełku - o słodkie "żeby było jak było". I już bez kłopotu można zostać przytulonym przez środowiska miłujące pokój, które przedtem miały duży kłopot z "kustoszem niewinnej Polski", jak zgryźliwie nazywano i wyszydzano dzisiejszego Odznaczonego.

Niepotrzebne ani nazwisko, ani żadna pozycja. Wystarczy pod nickiem emek pisywać paszkwilowe komentarze na forum TP.

Szczerze gratuluję nagrodzonym. Faktycznie, trzeba mieć wiele wspólnego ze Świętym Jerzym, żeby postępować tak jak to Państwo czynicie.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]