Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

A czy jest sędzia Strzembosz?

A czy jest sędzia Strzembosz?

12.12.2017
Czyta się kilka minut
KSIĄŻKI W TYGODNIKU | Fascynująca książka, bezcenna lekcja historii najnowszej. Adam Strzembosz, jeden z architektów odbudowy Polski po upadku PRL-u, w długiej rozmowie opowiada swoje dzieje.
F

Fascynująca książka, bezcenna lekcja historii najnowszej.
Adam Strzembosz, jeden z architektów odbudowy Polski
po upadku PRL-u, w długiej rozmowie opowiada swoje dzieje.

Robi to z wielką klasą, bo nawet wtedy, gdy mówi o sobie, dotyczy to nie tyle jego, ile tego, co się z Polską działo. Książka bezcenna, jak może być bezcenna opowieść świadka i zarazem uczestnika, ba, protagonisty historycznych wydarzeń. Opowieść pełna anegdot, z których żadna nie jest dygresją, lecz żywą ilustracją tej lekcji historii i mądrości. Opowiadający ma za sobą wiele lat doświadczeń, przemyśleń, rozwiązywanych dylematów, przed którymi stawiało go życie z racji pełnionych funkcji.

Dodatkowego smaku dodaje rozmowie to, że rozmówców dzieli kilka pokoleń. Profesor Adam Strzembosz przyszedł na świat w roku 1930, jego rozmówca – 64 lata później. Obaj są prawnikami. Profesor ukończył studia prawnicze I stopnia na Uniwersytecie Jagiellońskim, studia II stopnia w zakresie prawa międzynarodowego publicznego na Uniwersytecie Warszawskim, habilitował się w Polskiej Akademii Nauk w roku 1979, a w 2000 r. został profesorem zwyczajnym. Stanisław Zakroczymski jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego.

Na stronicach tej książki jesteśmy wielokrotnie świadkami zderzenia stylu dwóch pokoleń inteligencji. Słysząc ostre oceny różnych zjawisk i zachowań, Profesor często odpowiedź rozpoczyna od „to mocne słowa” lub „to za mocno powiedziane”, by po wymianie zdań przyznać przynajmniej częściowo rację młodemu rozmówcy. Niekiedy surowe osądy Zakroczymskiego łagodzi: „to prawda, jest jednak druga strona medalu”. Ścieranie się stanowisk jest szczególnie zagęszczone w rozdziale „Między tronem a ołtarzem”. Rozmówcy, obaj czujący się członkami Kościoła katolickiego, krytycznie postrzegają niektóre poczynania Kościoła, czy mówiąc ściślej: biskupów i kleru. Sądy 23-latka, często mówiącego w imieniu „przyjaciół, którym z Kościołem nie po drodze”, zwykle są formułowane znacznie ostrzej niż odpowiedzi Profesora, który tak w tej rozmowie, jak i w życiu deklaruje się jako świadomy katolik (dodajmy – odznaczony w 2010 r. przez Benedykta XVI Orderem Świętego Grzegorza Wielkiego).

Te odpowiedzi (wypowiedzi) sięgają głębiej i mogą zaskakiwać „prawdziwych katolików”. Profesor np. bardzo krytycznie ocenia „prędkie” wprowadzenie religii do szkół w 1990 r. i to nie dlatego, że naruszało świeckość państwa, lecz z racji głęboko merytorycznych. Jego zdaniem świat rygorów szkolnych nie jest najlepszym miejscem do przekazywania wiary. Niektórych może także zaskoczyć dyskusja na temat aborcji. Profesor jest zdecydowanym przeciwnikiem dopuszczania aborcji ze względów „społecznych”. Kiedy zostanie dopuszczona – powiada – prawo będzie niemoralne. Bo profesor Adam Strzembosz, wytrwały obrońca praworządności, walczy o praworządność niepodzielną, taką, której gwarancją jest instytucjonalne minimum, czyli pewność prawa, bezstronność sądu i zgodność lex oraz ius. Ta ostatnia – wyjaśnia – istnieje wtedy, kiedy prawo jest zgodne z podstawowymi zasadami moralnymi, ius. Kiedy jest z nimi niezgodne, mamy tylko lex, czyli same ustawy. I konkluduje: „Ja jestem za ius”. Dyskusję o aborcji zamyka historia z życia Profesora o... niezrealizowanym kupnie łodzi – bardzo osobista.

Rozmowa w znacznym stopniu jest oparta na kolejnych etapach biografii Adama Strzembosza: dzieciństwo, młodość, wojna, studia; praca w sądzie dla nieletnich; praca w Instytucie Badania Prawa Sądowego przy Ministerstwie Sprawiedliwości; zaangażowanie w Solidarność; Okrągły Stół; praca jako wiceminister sprawiedliwości; pierwszy prezes Sądu Najwyższego; kandydat na prezydenta. I wreszcie, po wycofaniu się z życia publicznego, w roku 2015 powrót: Profesor Strzembosz staje się jednym z największych autorytetów prawnych protestujących w obronie ładu konstytucyjnego Rzeczypospolitej. Na każdym z etapów na pierwszy plan opowieści wysuwa się inny aspekt filozofii prawa i filozofii życia ze szczególnym uwzględnieniem etyki. Konfrontacja z rzeczywistością, potem, w czasach stalinizmu, problemy niezawisłości sądów oraz granice kompromisu. W początkach Solidarności i w stanie wojennym – na pierwszym planie mamy problem praworządności. Z pozycji oporu przechodzimy do etapu konstruowania nowego ładu prawnego Polski, a więc zasad obowiązujących przy reformowaniu i tworzeniu prawa. „Naszym zadaniem – mówił Profesor – będzie stworzenie systemu podstawowych gwarancji ochrony obywatela przed tyranią państwa”.

Zawarty w tych rozmowach wykład teorii prawa jest fascynujący. Najpierw dlatego, że ani przez moment nie staje się banalny. Stanisław Zakroczymski przypomina różne skomplikowane sytuacje z sędziowskiej aktywności Adama Strzembosza; w niektórych na pierwszy rzut oka podjęte przez sędziego decyzje mogłyby budzić wątpliwości z punktu widzenia wierności dla głoszonych zasad. Wyjaśnienia tych sytuacji i decyzji przez Profesora pokazują wymiar etyczny posługiwania się prawem w skomplikowanych sytuacjach. Można się o tym przekonać, czytając choćby o funkcjonowaniu sądów w stanie wojennym lub o problemie przeliczeń emerytur zagranicznych w PRL-u. Nie znaczy to, że zawsze jest wyjście. Profesor Strzembosz kilkakrotnie stawał przed murem, którego nie był w stanie przebić. Wówczas padało non possumus, jak w latach 1980 i 1981, kiedy otwarcie wystąpił przeciw bezprawiu, za co zapłacił utratą pracy, lub jak wtedy, gdy nie mając możliwości wyeliminowania nieetycznych praktyk, zrezygnował z fotela wiceministra sprawiedliwości.

Rozmowa przechodzi od etapu budowania systemu prawnego w wolnej Polsce do czasów obecnych. Po długim okresie nieobecności w życiu publicznym Profesor pojawia się w telewizji, potem przemawia na wiecu (tłum skanduje „cześć i chwała bohaterom”). Za bohatera się nie uważa, lecz wie, że musi wystąpić. Jest świadom swojego wkładu w odbudowę praworządnej Polski. Niepokoi się, bo w jego przekonaniu to, co w zakresie prawa i instytucji gwarantujących przestrzeganie prawa po upadku komunizmu dało się zbudować, obecnie jest demontowane.

Za konsekwentną walkę o praworządność płacił w przeszłości kilkakrotną utratą pracy i trudną sytuacją materialną rodziny. Dziś można powiedzieć, że ostatecznie jego upór i wierność zasadom zwyciężały. Sam uważa swoje życie za dobrze spełnione, a jednocześnie poczynaniami obecnych rządzących jest zaniepokojony.

Dla wielu ludzi Profesor był i jest uosobieniem walki o praworządność. W rozmowie z Zakroczymskim wspomina wydarzenie, które można uznać za symboliczne. 1 grudnia 1981 r. w Wyższej Oficerskiej Szkole Pożarniczej na warszawskim Marymoncie trwał strajk. Szkołę otaczał kordon uzbrojonych zomowców, za nim stał kilkusetosobowy tłum solidaryzujących się ze strajkującymi. Istniała obawa, że gdy tłum się przerzedzi, pod osłoną nocy budynek zostanie zaatakowany. Wtedy, wieczorem 1 grudnia, grupa sędziów z sądów warszawskich udała się tam, by sędziowskim autorytetem powstrzymać ZOMO. Powiedzieli, że oni, sędziowie są tu jako wiarygodni świadkowie. Wtedy – wspomina Profesor – ktoś z tłumu zawołał: „A czy jest sędzia Strzembosz?”. Był. To właśnie on przemawiał, więc potwierdził swoją obecność. (Niestety nazajutrz, 2 grudnia o godzinie 10.00 na teren WOSP wkroczyły jednostki ZOMO i przeprowadziły brutalną pacyfikację).

I tak już pozostało, że kiedy u nas coś niedobrego zaczyna się dziać z praworządnością, z instytucjami, które ją zabezpieczają – rozlega się to samo pytanie: „A czy jest sędzia Strzembosz?”. „Jestem” – odpowiedział 31 grudnia 2015 r., gdy po latach zjawił się w telewizji TVN24 z ostrą krytyką działań rządu wobec Trybunału Konstytucyjnego. „Jestem” – powtórzył, gdy 20 lipca tego roku przemówił na wiecu. „Jestem” – mówi, publikując swoją rozmowę ze Stanisławem Zakroczymskim. ©℗

Adam Strzembosz, MIĘDZY PRAWEM A SPRAWIEDLIWOŚCIĄ. ROZMAWIA STANISŁAW ZAKROCZYMSKI. Biblioteka „Więzi”, Warszawa 2017

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Czy Ten sędzia to już jeden z ostatnich [a może ostatni] czynnych sprawiedliwych o czystym życiorysie?

Tak , tak. To jest dobre pytanie. Odpowiedź nasuwa się smętna. Coraz mniej takich ludzi. I jeszcze jedno: dzisiejsi "bohaterowie" robią wszystko, żeby im napaskudzić na koniec życia. proszę popatrzeć co wyprawiali z prof. Bartoszewskim. Zresztą, jak znam obecne mechanizmy to powyższy artykuł zostanie odkryty przez armię bohaterskich patriotów. Dostaną hasło i zacznie się opluwanie.

Oby nie spełniło się pana proroctwo, ale niestety prawdy życiowe są nieubłagane. Jedną z nich jest obraz, który namalował Goya i ten napis dał. Natomiast życie w Polsce od dwóch lat dostarcza na to dowodów, w zasadzie demony te już maja swoje imiona, nazwiska i czują się tu dobrze...

Niestety. Pod artykułem na stronie GW informującym o nagrodzie dla Pana Strzembosza, już dokładnie widać hasanie napuszczonej armii bohaterskich trolli. Pewno tacy sami gwizdali i buczeli przy składaniu kwiatów przez Pana prof. Bartoszewskiego na grobach jego kolegów z Powstania. Niestety żyjemy w czasach dyspozycyjnych armii nienawistników i opluwaczy. wspomaganych armią nieudaczników politycznych.

Od kiedy jakikolwiek prorok byl czczony w swojej Ojczyznie ? Chociazby dzisiejszy Sw. Jan Chrzciciel. Za prawde powiedziana Herodowi czyli slynne non possumus musial oddac zycie wedlug rzymskiego LEX; .... i odtad juz zaczelo kielkowac prawo od strony IUS i w polaczeniu z etyka chrzescijanska Prof A Srzebosza zawsze w koncu bedzie zwyciezka.jezeli zas nie to i tak usuwajac sie w cien powiemy znowu "NON POSSUMUS.:
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]