Magnetyczny pan

Odszedł Henryk Tomaszewski. W sztuce polskiej zamknął się jeden z najznakomitszych rozdziałów.
Czyta się kilka minut
 /
/

Niepodobna przecenić znaczenia jego dzieła i osobowości w dziejach XX-wiecznej sztuki polskiej. Zajmował się plakatem, ilustracją, rysunkiem, we wszystkim osiągając niepodrabialny, naznaczony indywidualnością styl. I choć przez lata styl ten ulegał wielorakim przekształceniom, równocześnie pozostawał doskonale rozpoznawalny. Tworzyły go oszczędność i umiar, redukowanie doprowadzające do sytuacji, w której ostatecznie przyjęte rozwiązanie wydawało się jedynym możliwym: wycinankowe liternictwo albo przeciwnie, odręczne bazgroły zaprzeczające kaligrafii, kolaże albo swobodny malarski gest, bryźnięcie farby. Dwieście kilkadziesiąt plakatów Henryka Tomaszewskiego stawia go wśród największych. Polska ulica przez kilka dziesiątków lat wyglądała tak, jak to sobie wymyślił.

Był jednoosobową instytucją, wyrocznią w dziedzinie plakatów i projektowania, jego opinie przyjmowano z największą uwagą i nierzadko obawami. A do tego jeszcze uczniowie, których przez lata było ponad dwustu. Nauczycielem był niepobłażliwym, bo od studentów wymagał tego samego, czego od siebie. Do legendy przeszły tematy, które zadawał: widzę na czarno, ile trwa zaraz?, zwycięstwo w dyskusji należy do perkusji. Dodajmy zdanie, które często powtarzał: “Ja chcę Was nauczyć myśleć". Pracownia Tomaszewskiego to było coś więcej niż inne pracownie na ASP. Przyciągała studentów z zagranicy, była elitarna.

Był niezrównanym ilustratorem, satyrykiem, projektantem książek. Zilustrowane przez niego tomiki Stanisława Dygata “Słotne wieczory" (1957) i “Różowy kajecik" (1958), a także dwa tomiki “Kabaretu Starszych Panów" z początku lat 70. to jedne z najpiękniejszych książek wydanych w czasach PRL. Projektował okładki nowej prozy dla PIW-u i dziesiątki tomików poetyckich. Zdarzało mi się kupować je właśnie dla okładek, choć to może niezbyt taktowne wobec autorów... Te książki po prostu chciało się mieć. To był dobry patent na tamte szarawe czasy: nie jakość papieru, a jakość projektu, pomysł, który mógł zastąpić wszystko inne.

I jeszcze: jego poczucie humoru, wyczucie absurdu, ironiczność powodowały, że spotkania z Tomaszewskim natychmiast przeradzały się w zdarzenie zupełnie niezwykłe. O tym nieco niepoważnym spojrzeniu na świat świadczą też rysunki, dla których trudno znaleźć właściwe określenie. Zamieszczane w gazetach, w swej subtelności, liryce i ironii daleko wykraczają poza ramy rysunku satyrycznego. Swoista, jakby nieporządna kreska sprawia, że nieodmiennie wywołują uśmiech.

Od kilku już lat ciężka choroba odsuwała Go od nas. Wielka siła jego osobowości przytrzaśnięta została w słabnącym ciele. To zapewne najcięższa próba, jakiej został poddany. Śmierć wyzwoliła Go z niemocy.

Henryku, zostawiłeś nam tak wiele, zrobiłeś tak wiele. Dziękujemy. Bez Ciebie byłoby znacznie gorzej na tym najlepszym ze światów.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 39/2005