Licytowanie żałoby

Jarosław Kaczyński jest pewnie ostatnim polskim politykiem cytującym poetów. Przeważnie nietrafnie.
Czyta się kilka minut

10 kwietnia 2010 r. nikt nie został "zdradzony o świcie". Nikt nie zginął w zamachu. Nikt nie poniósł męczeńskiej śmierci, nie złożył życia w ofierze. Używanie w tej kwestii języka wziętego z Misterium Męki Pańskiej jest ponurą parodią, graniczącą z bluźnierstwem - niestety dość powszechnym. Równie kuriozalnie brzmi apel "o odnowienie oblicza tej ziemi". Jak wiadomo Jan Paweł II wzywał do tego dzieła Ducha Świętego, a nie polityka jakiejkolwiek partii. I lepiej dla nas, by żaden z polityków Ducha w tej kwestii nie wyręczał (tym bardziej że na co dzień widzimy, jak nadto chętnie "dmą kędy chcą").

Przed rokiem mieliśmy do czynienia z katastrofą lotniczą, której przyczyn - co pokazują w naszym raporcie Michał Majewski i Paweł Reszka - było wiele. Począwszy od rozprzężenia panującego w 36. pułku, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie, przez kiepską organizację wizyty (brak rosyjskiego lidera, nieaktualne karty podejścia itd.), fatalne warunki atmosferyczne, bierność kontrolerów ze smoleńskiej wieży i fatalne błędy polskich pilotów. Można i należy o tym rozmawiać, można domagać się pociągnięcia winnych do odpowiedzialności - także politycznej. Warto jednak przy tym rozróżniać między niefrasobliwością, zaniedbaniem, lekceważeniem procedur i zwyczajnym kozactwem - a celowym działaniem i spiskiem.

Czy premier Donald Tusk powinien po publikacji raportu Komisji Jerzego Millera wyciągnąć konsekwencje wobec winnych zaniedbań? Oczywiście, powinien. Czy prezes PiS uzna taki krok za przyznanie się do winy całej partii rządzącej, premiera, prezydenta i wszystkich, których uważa za ich sojuszników? Nie ma najmniejszych wątpliwości, że tak. Nie może to jednak premiera powstrzymać.

W rocznicę katastrofy zaczęło się więc na dobre licytowanie żałoby. I reglamentowanie prawa do niej tak, by stała się własnością jednej partii, jednej opcji politycznej i kilku mediów. Wtedy będzie można powiedzieć, że "żałoba=patriotyzm=Polska", i pójść w kondukcie do urn wyborczych.

Czy jednak naprawdę przy okazji rocznicy katastrofy nie dowiedzieliśmy się czegoś o słabości państwa? Jeśli tak, to z zupełnie nieoczekiwanej strony. W - po ludzku - sympatycznej rozmowie Teresy Torańskiej z Anną i Bronisławem Komorowskimi w "Gazecie Wyborczej" czytamy, że najważniejsza już w tym momencie osoba w państwie, w chwili największego kryzysu, jest bez ochrony, sama prowadzi samochód, nieustannie rozmawiając przez telefon komórkowy. Szczegół, który uzmysławia, że niefrasobliwe traktowanie reprezentantów majestatu Rzeczypospolitej jest skazą powszechną.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 16/2011