Reklama

Kto (i czym) nas karmi?

Kto (i czym) nas karmi?

30.05.2022
Czyta się kilka minut
Choć Microsoft, Google, Amazon czy Facebook kojarzą się z branżą IT, wkrótce wpłyną także na to, co... na naszych talerzach. Przy okazji wzmocnią model systemu rolno-spożywczego, który już dawno nadawał się do fundamentalnej przebudowy.
Cyrus Clarke, Monika Seyfried, „Grow Your Own Cloud”. Instalacja Ogród Danych, SXSW 2020 (fragment)
M

Microsoft i firmy produkujące ciągniki? Nieoczywiste zestawienie, prawda? Platforma Azure FarmBeats, której właścicielem jest właśnie Microsoft, zapewnia rolnikom m.in. dane o pogodzie. Oni natomiast dostarczają im szczegółowych danych o swoim gospodarstwie, uprawach, glebie. Microsoft, współpracując z firmami produkującymi ciągniki i drony, przekazuje im niezwykle cenne informacje, pozwalające na odpowiednie „profilowanie” przy przygotowywaniu ofert sprzedażowych. Przy okazji dając także dostęp do działających na mniejszą skalę rolników, nieobecnych wcześniej w bazach danych.

Innym przykładem może być Bayer (jedna z wiodących firm w sektorze agrochemikaliów), który korzysta z usług Amazona. Zatem gracz, który promuje przemysłowe rolnictwo cyfrowe, oparte na wielkoobszarowych monokulturach i stosowaniu agrochemikaliów, współpracuje z firmą, która z kolei ma dostęp do konsumentów. To tylko niektóre przykłady zacieśniania sieci powiązań między korporacjami sprzedającymi rolnikom produkty a firmami mającymi kontrolę nad danymi oraz (poprzez konkretne algorytmy) silny wpływ na wybory konsumenckie.

Rolnictwo precyzyjne?

Oparte na cyfryzacji rolnictwo precyzyjne przedstawiane jest przez wielkie korporacje jako odpowiedź na problemy ekologiczne oraz wykluczenie technologiczne rolników. Dzięki zdalnym pomiarom parametrów upraw rzekomo możliwe będzie ograniczenie ilości szkodliwych dla zdrowia oraz ekosystemów agrochemikaliów. Specjalne czujniki mają jakoby doradzać rolnikom, w którym miejscu na polu potrzebnych jest więcej środków chemicznych. Należy jednak pamiętać, że firmy kontrolujące dane rolników współpracują ściśle z sektorem chemicznym. Powstaje więc pytanie: czy na pewno chodzi im o dobro ziemi oraz ludzi? A może jednak o interesy finansowe podmiotów, które, koniec końców, dążą do maksymalizacji zysków, a więc do jak największej sprzedaży agrochemikaliów?

Ekspansja idei cyfrowego rolnictwa precyzyjnego przebiega nie tylko pod pretekstem ekologii. Przykładowo, włączanie małych, rozproszonych rolników do systemu wielkich platform ma służyć jedynie samym rolnikom. W rzeczywistości jednak zapewnia większy dostęp do nowych rynków i klientów. Firmy, poprzez owe platformy, dają rolnikom nie tylko „rady” na temat pogody oraz ilości pestycydów, ale również kupony rabatowe na zakup konkretnych marek chemikaliów. Okazuje się, że obietnica rolnictwa „racjonalnego” i „efektywnego” skutkuje, owszem, większą efektywnością systemu, ale także zapewnia wymierne korzyści finansowe dla firm, które go kontrolują – niekoniecznie zaś samym rolnikom czy konsumentom.

Jaki system żywnościowy?

Obietnice cyfrowego rolnictwa przemysłowego, skonfrontowane z badaniami, okazują się wyłącznie trikami marketingowymi. Przy tak ogromnym nakładzie energii i technologii (systemy monitorowania, drony, serwery scentralizowanych platform z danymi) stosowanie rolnictwa precyzyjnego pozwala zmniejszyć zużycie pestycydów o... 5 proc. Dodajmy, że rolnictwo organiczne zmniejsza je o 100 proc., bo po prostu ich nie stosuje. To kolejny argument za tym, że rolnictwo precyzyjne jest „efektywne” jedynie dla firm, które na nim zarabiają.

Wizja przyszłości, kreślona przez firmy związane z przemysłowym rolnictwem precyzyjnym, utwierdza jedynie decydentów oraz opinię publiczną w przekonaniu, że w systemie rolno-spożywczym fundamentalne zmiany nie są konieczne. Wystarczy tylko odpowiednio zaprogramować drony, by dokładniej dozowały szkodliwe pestycydy, oraz oddać kontrolę nad traktorami sztucznej inteligencji. W rzeczywistości system rolniczy oparty na wielkoobszarowych monokulturach, chemikaliach i przemysłowej hodowli zwierząt prowadzi do wymierania gatunków, pustoszenia ekosystemów i zmian klimatu. Natomiast dobrze zarządzane systemy oparte na zasadach agroekologii zapewniają nie tylko dużo lepsze ilościowo i odżywczo plony, ale także wspierają glebę oraz całe ekosystemy.

Co karmi, co szkodzi?

Przemysłowe, monokulturowe i oparte na chemikaliach rolnictwo wyrosło z chełpliwej ambicji totalnej kontroli nad systemami biologicznymi. A teraz, przez wkroczenie wielkich platform cyfrowych, zyskało dodatkową, groźną aspirację kontroli danych oraz konsolidacji władzy finansowej nad systemem, który – dosłownie oraz w przenośni – nas karmi.

Każdy rozwój, zarówno osobisty, jak i cywilizacyjny, powinien mieć dwa zasadnicze wymiary. Po pierwsze, kreowanie nowych zasobów, wynalazków, pomysłów. Po drugie (i może ważniejsze), porzucanie starych wzorców, strategii i założeń, które nam nie służą. W taki sposób warto również spojrzeć na systemy rolno-spożywcze. Oprócz wprowadzania nowości, kluczowe dla naszego funkcjonowania jest zrezygnowanie ze szkodliwych strategii z przeszłości. A należy do nich monokulturowe rolnictwo przemysłowe, które to, będąc de facto jedynie eksperymentem ostatnich kilkunastu dekad, nie służy ani zdrowiu ludzkiemu, ani ekosystemom. Może zatem warto zwrócić się ku zasadom agro­ekologii? ©

Podczas pisania tekstu korzystałam z dwóch raportów:

„Greenwashing & high tech! Faking it: (un-)sustainable solutions for agriculture” autorstwa Andrei Beste;

„Digital control: how Big Tech moves into food and farming (and what it means)” wydanego przez organizację GRAIN.

Zapraszamy na debatę „AI na traktory?”, która odbędzie się 12 czerwca w ramach programu Biennale Warszawa 2022.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]