Korepetycje z wdzięczności

Idea budowy warszawskiej Świątyni Opatrzności Bożej nie porwała społeczeństwa. Niewiele wcześniej z jego ofiar zbudowano gigantyczną bazylikę w Licheniu, szybko powstała bazylika Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, a na Polach Wilanowskich widok rozpoczętej budowli długo straszył przejeżdżających.
Czyta się kilka minut

Miało się wrażenie, że nic się tam nie dzieje, choć luksusowe osiedla rosły wokół jak grzyby po deszczu. Brakowało pieniędzy. Polacy, kiedy są do jakiejś sprawy przekonani, potrafią być ofiarni. Jakoś nie przemawiała do ich wyobraźni uchwała Sejmu Czteroletniego (sprzed ponad 200 lat) o wzniesieniu ponadwyznaniowej Świątyni Opatrzności, łączącej ludzi wszystkich stanów. Świątynia miała być wyrazem dziękczynienia "najwyższemu losami narodów rządcy" za uchwalenie Konstytucji 3 Maja. Inicjatywę podjął polski parlament w 1921 r., ale wtedy nie została zrealizowana. Zrealizować ją odważnie postanowił Ksiądz Prymas. Kiedy w 2002 r. skierował wezwanie do wszystkich Polaków, odzew był jednak mniejszy, aniżeli oczekiwano. Dlaczego?

To pytanie musiał zadawać sobie następca Prymasa, abp Kazimierz Nycz. W jego działaniu budowa świątyni została przesunięta na dalszy plan. Arcybiskup zrozumiał, że wotum wdzięczności nie zbudują ludzie, którzy zapomnieli, co to znaczy wdzięczność, którzy - przynajmniej jako społeczeństwo - oduczyli się sztuki wdzięczności. Jego inicjatywa "Dnia wdzięczności" jest głęboko ewangeliczna. Bo wdzięczność jest wyrazem miłości. To miłość podpowiada najpiękniejsze słowa wdzięczności: "dobrze, że jesteś".

Wdzięczność polega na umiejętności dostrzegania treści znaku, którym jest to, za co dziękujemy. A do tego też potrzebna jest miłość. Kiedy przedszkolak, zapytany, za co najbardziej jest wdzięczny mamie, ze zmarszczonym czołem odpowiada: "Za to, że mi podaje kubek...", każdy rozumie, że nie chodzi o kubek, ale o wszystko, co wyraża jego podanie: troskliwość, czułość, poczucie bezpieczeństwa.

Tam, gdzie nie ma miłości, nawet jeśli jest maskujący jej brak konwenans, każdy dar jest "inkasowany" jako coś oczywistego i zamiast wdzięczności pojawiają się dalsze roszczenia i pretensje, że to nie tak, że nie dosyć. Miłość jest potrzebna nie tylko, by dawać, ale i żeby z wdzięcznością przyjmować.

Bo nie każdy umie nieść ciężar wdzięczności. By się od niego uwolnić, człowiek natychmiast chce się "ekwiwalentnie rewanżować" i tylko ten, kto potrafi dawać bezinteresownie, jest w stanie uwierzyć w cudzą (także Bożą) bezinteresowność.

Czy zaproponowane przez Arcybiskupa Nycza korepetycje z wdzięczności się powiodą? Czy dziś, kiedy nieustannie kalkulujemy, kiedy podstawowym pytaniem jest: "co nam to da?" i "czy się to opłaca?", będzie nas jeszcze stać na wdzięczność Bogu i ludziom?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 23/2008