Kora jest na dziś

Dlaczego wciąż wraca z taką siła? Pięć lat po śmierci jej biografia staje się bestsellerem, siła – źródłem inspiracji.

02.07.2023

Czyta się kilka minut

Kora, Warszawa, 1991 r.  / ANDRZEJ ŚWIETLIK / FORUM
Kora, Warszawa, 1991 r. / ANDRZEJ ŚWIETLIK / FORUM

Mit był wpisany już w jej artystyczny pseudonim. „Korę” wymyśla dla Olgi-Aleksandry przyjaciółka nierozłączka z czasów hipisowskich Grażyna Sewiołek – sama jest „Galią”. Ze świadomością kontekstu – córka Demeter, żona Hadesa i opiekunka dusz zmarłych, istota wędrująca między światami: na trzecią część roku znika w królestwie cieni, by powracać na ziemię do matki. Jest tu podwójność, z którą sama Kora się utożsamia, łącząc ją z archetypem Bliźniąt – swojego znaku zodiaku. Dwoistość – scena i prywatność, euforie i depresje, przez pewien czas równoległy związek z dwoma mężczyznami.

Jej los jest rozpisany według scenariusza, jakby wprost wziętego z klasycznej „Potęgi mitu” Josepha Campbella.


SŁUCHAJ PODKASTU TYGODNIKA POWSZECHNEGO

Wrzeszczała o żądzy pieniądza i boskim Buenos. Wykrzyczała to, o czym się nie mówiło: żądała wolności – mówi Katarzyna Kubisiowska, autorka biografii Kory, w rozmowie z Eweliną Burdą >>>>


W piątek na dobry początek

Wędrówka Kory symbolicznie kończy się i zaczyna na Roztoczu. Kraina, w której stworzy swój ostatni dom i gdzie umrze 28 lipca 2018 r., rozciąga się poza polską granicę, aż po Lwów, miejsce urodzenia jej matki, Emilii.

Emilia trafia stamtąd do Krakowa, gdzie w czasie wojny spotyka innego kresowiaka – Marcina Ostrowskiego, policjanta z Buczacza. Oboje znają niemiecki, pracują w krakowskim starostwie jako urzędnicy. On zwraca uwagę na jej kresowy akcent, ona jest po trzydziestce, chciałaby ułożyć sobie życie, zostać matką. W 1943 r. przychodzi na świat ich pierworodny, Andrzej, rok później córka Ania. Ślub biorą po wojnie, kiedy Marcin ma pewność, że nie popełni bigamii – Czerwony Krzyż potwierdza śmierć jego pierwszej żony, lecz los trzech córek nadal jest nieznany. NKWD wywiozło je do Kazachstanu, po zatrzymaniu Marcina, któremu udało się zbiec. Przyrodnie siostry Kory odnajdą się dopiero w 1946 r. – prosto z zesłania przyjadą do mieszkania ojca na Krowodrzy, nieświadome, że założył nową rodzinę.

Pierwszy dom Kory – kamienica przy Grottgera 2, to dobry krakowski adres. Wokół siedziby profesorów, oddzielone rzeczką Młynówką od dzielnicy robotniczej, stare ogrody, ­rejon nietknięty jeszcze powojenną zabudową. Ale do mieszkanka Ostrowskich dochodzi się od strony piwnic. Trzydzieści metrów kwadratowych dawnej suszarni w suterenie, przedzielone kotarą na kuchnię i pokój, bez łazienki. W nim – siedmioosobowa rodzina, bo do Andrzeja i Anny po wojnie dołącza dwóch braci: Jerzy i Tadeusz.


Robert Kasprzycki: Kora Jackowska górowała dykcyjnie, intelektualnie i wizualnie nad całą śpiewającą konkurencją. Trafiała równie dobrze do serc i kory mózgowej słuchaczy. Muzyka ją niosła, słowa przebiły się na drugą stronę języka polskiego >>>>


Dwa lata po Tadeuszu, w piątek 8 czerwca 1951 r., rodzi się jeszcze jedno, nieplanowane dziecko: dziewczynka o czarnych włosach i oczach. Też częsty mityczny wątek: najmłodsze, najsłabsze dziecko, po którym nawet nikt by się tego nie spodziewał, staje się wybrańcem bogów. A jeśli przyjmie wyzwanie do wędrówki, wykraczając poza osobiste, lokalne i historyczne ograniczenia, czeka nań najwyższa nagroda i boski status.

Lata dziecinne, płynny żar

Jak przystało na istotę mityczną, od początku ma dwa imiona. „Aleksandrę” wymyśli siostra. „Olgę” zarejestruje w urzędzie stanu cywilnego ojciec, bo na rauszu zapomni o ustaleniach.

Kiedy Marcinowi Ostrowskiemu rodzi się ostatnie dziecko, ma 54 lata. Wstydzi się tego. Czuje się stary i niepotrzebny, przegrany. Przed wojną był kimś, policjantem, przedstawicielem inteligencji. Teraz nachodzi go UB, musi wykonywać urzędniczą pracę za marne pieniądze. Nie zabiega o zmianę, ucieka w alkohol, fantazje o upadku komunizmu i odzyskaniu buczackiego życia wraz z majątkiem. Małą Olgę-Aleksandrę prosi, by w towarzystwie nieznajomych mówiła do niego „dziadku”.

Pierwszy dom w życiu Kory to głównie domena matki. Emilia, wykształcona przed wojną na nauczycielkę, zajmuje się piątką dzieci i mężem: gotuje, pierze, sprząta. I dorabia do skromnego budżetu szyjąc lalki i wyplatając siatki z igielitu, czasem zasypiając przy tej robocie ze zmęczenia. Zna kilka języków, maluje akwarele, ma piękny głos – mezzosopran, ale jej jedynymi występami jest śpiew podczas rodzinnych uroczystości, widownią – goście tłoczący się w mieszkanku na Grottgera.

Po matce Kora odziedziczy: muzykalność, poczucie estetyki, pasję czytelniczą, zamiłowanie do sztuki. Emilia uwielbia możliwości, jakie w tym zakresie stwarza Kraków. Wieczorami pochłania książki, robi notatki z lektury, namiętnie słucha muzycznych audycji. Choć u Ostrowskich się nie przelewa, zabiera córki do opery, teatru, na wystawy. I nigdy się nie skarży, ma poczucie odpowiedzialności, przedwojenny etos pracy.

To też przejmie po niej Kora, która w ostatnich wywiadach wspomni, że dopiero choroba nauczyła ją asertywności. Kora-artystka, poza trasami koncertowymi zajmująca się dziećmi i kolejnymi domami, w których panuje wzorowy porządek. Znajomi będą patrzeć ze zdumieniem, jak gwiazda zakasuje rękawy i sama myje klatkę schodową w bloku. Perfekcjonistka. Zadaniowa. Nie lubi się nad sobą użalać, nawet gdy leży w szpitalach. Koncerty grywa z gorączką, na planie zdjęciowym stawia się na krótko po operacji, bo nie można zawieść ludzi, gdy dało się słowo. Archetyp bogini-wojowniczki, jak hinduska Kali. W tym ujęciu żeńska energia jest dominująca – aktywna, twórcza, stwarza i niszczy na przemian.

W relacjach Kory Emilia stopniowo urasta do rangi opiekuńczego anioła, niemal świętej. Malując gipsowe Madonny, mówi, że są dla niej symbolem matki. Rozmawia z nią, widuje ją w snach, nieliczne pamiątki po niej traktuje jak talizman. Wcześniej długo ma do niej żal o rozłąkę spowodowaną tułaczką między sierocińcem, szpitalem a domem dalekich krewnych.

Numer między numerami

Ma cztery lata, gdy ze starszą siostrą trafia do Jordanowa, do sierocińca prowadzonego przez siostry zakonne. Tego samego, który w 2022 r. stanie się przedmiotem śledztwa po reportażu TVN o przemocy, jakiej opiekunki dopuszczały się wobec podopiecznych z niepełnosprawnościami.

W połowie lat 50. dziewczynki z sierocińca też są dręczone psychicznie i fizycznie. Kora opowiada o tym po raz pierwszy publicznie w „Podwójnej linii życia”: nieustanna kontrola, obsesje seksualne zakonnic, pruski dryl, brak prywatności. Wymuszona izolacja od siostry. O to wszystko właśnie czuje pretensje do matki, nim zrozumie, że przygnieciona obowiązkami ponad jej wiek i siły Emilia nie miała innego wyjścia, gdy zachorowała na gruźlicę, niż oddać czasowo dzieci pod cudzą opiekę.


NIEPRZYZWOITE PIOSENKI

JOHN PORTER, muzyk: Kora odstawała od tłumu. Wyglądała jak Cyganka, inaczej się ubierała, była zjawiskowa. Ludzie zaczepiali ją na ulicy. Była piekielnie silną osobowością, gdy wchodziła do pokoju, zagarniała całą przestrzeń. Dziś nie ma w Polsce tak charyzmatycznej wokalistki >>>>


Potem okazuje się, że sama Kora ma gruźlicę oczu. Od ślepoty ratuje ją kilka miesięcy w szpitalu w Witkowicach. Wspomina, że na odwiedziny bliskich czekała jak pies w azylu. W międzyczasie jest jeszcze pobyt u przyszywanego wujostwa w Jabłonowie Pomorskim, gdzie skłóceni dorośli próbują wciągnąć dziecko w małżeńskie rozgrywki i zmuszają do pracy przy obsłudze stacji meteorologicznej.

Ratuje ją przyroda: ogród obok sierocińca, pobliski las. I książki, bo w Jordanowie nauczy się czytać. Pierwsza próba na drodze bohaterki kończy się zwycięsko. „Gdy (...) ktoś mówi, że stałam się tym, kim jestem, bo miałam trudne dzieciństwo, zalewa mnie krew. Nigdy nie dopuściłam do tego, żeby ucierpiała moja godność. Nigdy się nie poddałam, nie spadłam na dno” – będzie mówić w wywiadach. Umiejętność szybkiego powrotu do równowagi to cecha wspólna wielu wychowankom domów dziecka, którzy na wrażliwą skórę nakładają pancerz i prą do przodu jak czołg.

Ale sierociniec, a potem kolejne peregrynacje zostawią też ślady. Rodzącą nieustanne napięcia potrzebę zwracania na siebie uwagi, by nie być numerem. Poczucie niewidzialności, niepotrzebności. Głód czułości. Kora porównuje to do stałego zanurzenia w roztworze tęsknoty, bez którego potem trudno funkcjonować. A także potrzeba własnego kąta i dbałość o dom, czymkolwiek by był – choćby pustostanem na warszawskim Mirowie. Z każdej dziury potrafi zrobić coś miłego. Jak wspominają znajomi w rozmowach z jej biografkami, nie znosi hoteli. Woli zapakować się do samochodu i wrócić do siebie, nawet gdyby oznaczało to pół nocy w podróży.

Ocean wolnego czasu

Kraków, ten z lat 70. XX wieku. Piwnica pod Baranami, Krzysztofory, pracownie artystów, teatry studenckie, kawiarnia Rio, Kolorowa. Gdy ma się 17 lat, jest dokąd uciec z bloku na krakowskich Azorach, gdzie przenosi się Emilia Ostrowska z dziećmi po śmierci męża (odejdzie na zawał rankiem we własne urodziny, znajdzie go Ola, która chce złożyć ojcu życzenia). Gomułkowskie osiedle, kiepska opinia, wszędzie daleko. W takiej atmosferze łatwo utonąć, jak dorośli już bracia, którzy popadli w alkoholizm i uosabiają wszystko, czego Kora nie znosi: brud, zaniedbanie, bezwolne poddawanie się losowi.

Już dwa razy próbowała się zabić – na Grottgera. Raz we wczesnym dzieciństwie połknęła plastelinę. Z ciekawości. Drugi jako 10-latka – tym razem są to tabletki popite roztopionym śniegiem. Znajduje ją brat, zmusza do wymiotów. Za trzecim razem sąsiadka dojrzy jej głowę wystającą z łazienkowego okna i wezwie pogotowie. Zainspirowana sceną ­z „Pociągów pod specjalnym nadzorem” przecięła sobie żyły i weszła do wanny z gorącą wodą. Przestraszyła się, zapragnęła żyć. Tratwą, która przenosi bohaterkę z ciemności na drugi brzeg, okazuje się sztuka, kontrkultura.

Od hipisowskiej przyjaciółki Galii dostanie imię – symboliczny element każdej inicjacji i przepowiednię przyszłości. Od środowiska dzieci kwiatów – ideały tolerancji, równości oraz środki zmieniające świadomość (w chorobie marihuana objawi też walory medyczne). Hipisi dadzą jej też to, co w jej życiu najważniejsze: miłość i muzykę. A także wolność. Kora żyje, jak chce, jest otwarta (choć nie ekshibicjonistyczna, pewne rzeczy zachowuje dla siebie), do końca życia wali prosto z mostu. Niektórzy się obrażają, traci przyjaźnie. Szokuje nieprzyzwyczajonych do otwartego mówienia o seksie, gdy w wydanej w latach 90. autobiografii wspomina o potrzebie istnienia domów publicznych dla kobiet. W „Podwójnej linii życia” wyznaje, że jako dziewczynka była molestowana przez księdza z sąsiedztwa. Ta opowieść przechodzi bez echa – pozycja Kościoła w polskim społeczeństwie jest jeszcze zbyt silna.

Nadchodzi czas kochania

Nawet wśród hipisów kobiety są w tle, mężczyźni pamiętają głównie ich urodę i stroje. Kora z tamtego czasu to dziewczyna „Psa” – Ryszarda Terleckiego. Wątek, który nieustannie ekscytuje tabloidy, bo dziś to prawicowiec i wicemarszałek Sejmu. Najpierw jest z Galią, potem z Korą. Na krótko – rozstają się, Kora ma innych chłopców. Na koncercie zespołu Vox Gentis w Piwnicy pod Baranami wpada w oko Markowi Jackowskiemu.

On się zakochuje. Ona nie jest pewna, ucieka. Jeszcze myśli stereotypowo: szuka oparcia w mężczyźnie. Zdaje się jej, że Jackowski, starszy od niej, poważny, będzie opoką. Kora zachodzi w ciążę.

Biorą ślub, choć Emilia Ostrowska nie była zachwycona wyborem córki: bała się, że w związku z muzykiem będzie przymierać głodem. Gdy rodzi się syn Mateusz, żyją nadal po hipisowsku, Kora dorabia pracując w klinice psychiatrycznej. Podśpiewuje też w chórkach w Osjanie – eksperymentalnym zespole założonym przez Marka z Jackiem Ostaszewskim. Czyli odgrywa rolę pomocniczą, matki uwijającej się za kulisami z synkiem, która próbuje jeszcze uczęszczać jako wolna słuchaczka na wykłady w ASP.

Marek od dawna wychwalał jej barwę głosu, zachęcał do śpiewania. Inklinacje objawiała już w dzieciństwie, występując podczas przedstawień w sierocińcu, akompaniując radiowym rewiom. Pierwszy raz wystąpi jako wokalistka z jego nowym zespołem – Maanamem – w 1976 r. w Poznaniu, na scenie Klubu Medyka Aspirynka. Wtedy rodzi się po raz kolejny – jako artystka. Na festiwalu w Opolu porzuci hipisowski image, drapieżnym występem zaszokuje publiczność przywykłą do gładkich szlagierów.

W międzyczasie Jackowscy przenoszą się do Warszawy. Tam Kora zakotwiczy na dłużej. W windzie bloku przy Ogrodowej, w którym mieszkają z Markiem, pozna Kamila Sipowicza. Wróci do niej we śnie. Znów historia jak z mitologii: uwiedzenie Adonisa. Wbrew stereotypom: to ona jest starsza, zamężna, doświadczona. Krótko potem na świat przychodzi drugi syn Kory, Szymon. Maanam koncertuje coraz więcej, także na Zachodzie, staje się sławny, wyznacza trendy. Na pozór wszystko się układa. Ale iluzja harmonii wspólnego życia – w domu i pracy – stopniowo się rozwiewa.

Ciągle pan pyta, co sądzę o mężczyznach

Jackowski to nie pierwszy mężczyzna w rodzinnej historii, który ucieka przed problemami w alkohol i romanse. Pierwszym w linii był biologiczny ojciec matki Kory, znany lwowski adwokat Monastyrski, który nie poślubił panny z dzieckiem, bo byłby to skandal. Na wysokości zadania stanął dopiero Stanisław Siarkiewicz, który związał się z babką Kory i uznał dziecko za swoje. Piętno nieślubnego dziecka ciążące nad Emilią to długo temat tabu, bliscy obawiają się, żeby Kora przypadkiem nie wspomniała o tym w wywiadach. Moc weźmie z linii żeńskiej, mrok – domena Hadesa – to cechy ojca, poddającego się bezwolnie losowi, a także braci.


GITARA, ŹRÓDŁO OGNIA

Sakralny, duchowy, etniczny jazgot gitar i łomot bębnów był jak plemienne wycie, jak podróż do źródeł czasu. Zmysłowy wymiar koncertów sprawiał, że gitara stawała się kluczem do wrót ostateczności >>>>


Jak zauważa Katarzyna Kubisiowska w biografii „Kora. Się żyje” (ma już kolejne dodruki, sprzedano też prawa do jej sfilmowania), bracia stapiają się w opowieściach wokalistki w jeden podmiot. A przecież to trzy różne osoby. W przypadku dwóch pierwszych schemat identyczny: denaturat, meliny, żebranie. Trzeci, Tadeusz, wycofany, niezaradny, mieszka do śmierci z matką. Później matkować będzie mu najmłodsza siostra. Dwaj starsi też ją nachodzą, proszą o pieniądze. Daje na odczepnego. Andrzej i Jerzy zapiją się na śmierć. Pierwszy przed pięćdziesiątką, drugi po trzydziestce, pod śmietnikiem.

Przed odpowiedzialnością ucieknie też Kamil. Przestraszy się mężatki z dzieckiem, wyjedzie za granicę. Związek Kory z Markiem mimo to rozpada się, nawet jeśli on nie wie (nie chce wiedzieć?), że Szymon nie jest jego dzieckiem. Gdy zejdą się z Kamilem na nowo, już po rozwodzie z Jackowskim, Kora postawi warunek. Zamieszkają razem dopiero, gdy będzie ich stać na duże mieszkanie, każde z osobną przestrzenią dla siebie, bez której ona się dusi. Ich związek jest burzliwy: rozstania i powroty. Najważniejszy mężczyzna w życiu Kory, który zawiódł ją podobnie jak inni, dostał jednak drugą szansę od bogini i wykorzystał ją z nawiązką, opiekując się nią z poświęceniem pod koniec jej życia.

Bądź taka, nie bądź taka

Kora z czasów domu na Powiślu jest szczęśliwa – hipnotyzująca kobiecością, rozwibrowana. Jej twórcza energia nie ogranicza się do tekstów i muzyki. Wypełnia kolorami obrazy Kamila, maluje Madonny, rozdawane potem przyjaciołom, urządza kolejne domy – na podwarszawskim osiedlu, na Bielanach, Mazurach, wreszcie na Roztoczu w Bliżowie.

By dotrzeć do tego etapu, bohaterka mityczna musi jednak najpierw przejść przez ciemność – tę obecną na płytach Maanamu z czasów stanu wojennego. Spada na nią wtedy wszystko naraz – rozwód, brak koncertów i zakaz emisji utworów w radiu po tym, jak przeciwstawia się władzy, odmawiając występu na zjeździe socjalistycznej wierchuszki młodzieży. Wtedy Kora pokazuje siłę i bezkompromisowość, za którą płaci cenę, pozbawiona publiczności, podziwu, adrenaliny.

Mierzi ją syndrom ofiary. „Tylko w ważnych momentach trzeba się do drugiego zwracać. Uważam bowiem, że człowiek nie powinien zawracać głowy innym. Powinien sam umieć przeżywać swoje problemy i umieć sam z tych problemów wychodzić metodą przemyśleń, metodą rezygnacji, wchodzenia w siebie, oceny sytuacji”. Depresję przeżywa w domowym zaciszu. Twierdzi, że pomogły jej masaże.

Siłę pokazuje także wtedy, gdy w 1986 r. rozwiązuje zespół, uznając, że muzycy, włącznie z byłym już mężem, są na permanentnym rauszu i nie da się z nimi współpracować. Oraz gdy w latach 90., już w realiach wolnego rynku, nie podporządkowuje się komercji, królującej w stacjach radiowych i wytwórniach. Robi swoje. Po kolejnym – zawodowym – rozstaniu z Jackowskim kompletuje nowy zespół, od współpracowników żąda jakości.

Na tym etapie wędrówki bohaterka coraz częściej wchodzi w rolę mentorki. Dzieli się przemyśleniami – co jeść, jak żyć, jak rządzić. Ale też – co czytać, bo książki pochłania jak za młodu, jest na bieżąco z nowościami.

Jest Antygona

Przed stanem wojennym ma sen (sny są ważne dla Kory, której atrybutem jest mak, rosnący nad brzegiem Lety, granicy między krainą życia a wiecznego snu): stoi na wiejskiej drodze, przed nią figurka Madonny, dookoła głowy gwiazdy. I nagle gipsowa święta ogromnieje do rozmiarów wielkiej robotnicy z socrealistycznych rzeźb. Biegnie do czekającego na nią tłumu. „Uważam, że kobiety potrafią wszystko unieść, są niesamowite” – powie w jednym z ostatnich wywiadów.

Kobiety są przy niej w trudnych momentach. Ratują z opresji. Niektóre zastępują matkę. Pani Lusia – Łucja Dwernicka, która zajmuje się domem i synami w latach 80., pociesza, stawia na nogi. Nastoletnie fanki, którym to ona matkuje. Przyjaciółki, które nie odstępują w potrzebie: Magdalena Środa, Henryka Bochniarz, menedżerka Katarzyna Litwin. Starsza siostra Anna. Opiekunka medyczna Magdalena Klorek, towarzysząca w końcówce życia.

Śmierć też jest dla Kory kobietą. W sukni z czarnej koronki, z czarną parasolką. Zobaczy ją w innym śnie, gdzie biegnie za nią mężczyzna ze strzykawką. Za oknem widzi zbliżającą się czarną damę, która w ostatniej chwili zmieni się w czarnego łabędzia.

Sen zjawia się na długo przed tym, jak Kora dowie się, że ma nowotwór jajnika, w czwartej fazie, już z przerzutami. Tę próbę bohaterki, kolejną wędrówkę przez ciemność śledzą bliscy i nieznajomi. Operacje, chemie, wszystkie możliwe próby ratunku, fizyczna i psychiczna męczarnia. Gdy choroba mniej daje się we znaki – Roztocze, powrót do natury, bogini zajmująca się przyrodą, otoczona zwierzętami.

U kresu wędrówki – zgodnie z typologią Campbella – mityczny bohater lub bohaterka staje się też zbawcą świata. Kora nagłaśnia w mediach potrzebę dofinansowania przez państwo leku olaparib – kosztownej substancji, która pomaga łagodzić efekty uboczne choroby. Udaje się. Z refundacji dzięki niej skorzystają inne pacjentki.

Przejmujące relacje z ostatnich chwil mówią o niesłychanej woli życia, której jest uosobieniem. Po śmierci – o nadzwyczajnych znakach w przyrodzie, przeczuciach, snach, przejawianiu się. A że nie ma jednej Kory, bo to prawdziwa bohaterka o tysiącu twarzy, „każdy człowiek musi znaleźć taki aspekt mitu, który będzie związany z jego własnym życiem” (jeszcze raz Campbell). Mit Kory jest nam wszystkim nieustająco potrzebny.©

Korzystałam z książek: Kory Jackowskiej i Kamila Sipowicza „Kora i Maanam. Podwójna linia życia”, Beaty Biały „Słońca bez końca. Biografia Kory”, Kamila Sipowicza „Hipisi w PRL-u”, poświęconego Korze wydania pamiątkowego magazynu „Viva” z 2018 r., Katarzyny Kubisiowskiej „Kora. Się żyje” oraz archiwalnych wywiadów i programów prasowych, telewizyjnych i radiowych z udziałem Kory.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Pisarka i dziennikarka. Absolwentka religioznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim i europeistyki na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Autorka ośmiu książek, w tym m.in. reportaży „Stacja Muranów” i „Betonia" (za którą była nominowana do Nagrody… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Potęga mitu