Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Kopiuj, wklej, przylej

Kandydatka PiS na Rzecznika Praw Dziecka nie tylko nie ma kwalifikacji merytorycznych do pełnienia tego stanowiska. Odkryte przez nas plagiaty artykułów naukowych podważają też jej kwalifikacje...

Reklama

Kopiuj, wklej, przylej

Kopiuj, wklej, przylej

20.08.2018
Czyta się kilka minut
Kandydatka PiS na Rzecznika Praw Dziecka nie tylko nie ma kwalifikacji merytorycznych do pełnienia tego stanowiska. Odkryte przez nas plagiaty artykułów naukowych podważają też jej kwalifikacje moralne.
Dr Sabina Zalewska, Warszawa, styczeń 2017 r. JAKUB SZYMCZUK / GOŚĆ NIEDZIELNY / FORUM
N

Nowego rzecznika praw dziecka – w związku z upływem kadencji Marka Michalaka na tym stanowisku – Sejm powoła po wakacjach, wybierając spośród trojga kandydatów. Faworytką jest oczywiście zgłoszona przez partię rządzącą Sabina Zalewska, oprócz której w szranki stają również Ewa Jarosz, zgłoszona przez posłów PO, Nowoczesnej i PSL-UED, oraz Paweł Kukiz-Szczuciński, wysunięty przez posłów Kukiz’15 i kilku innych, m.in. niezrzeszonych.

Kandydaturę Jarosz popiera kilkadziesiąt organizacji pozarządowych działających na rzecz dzieci, a także przedstawiciele środowisk naukowych. To pracowniczka Uniwersytetu Śląskiego, doktor habilitowany nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki, zajmująca się głównie problematyką praw dziecka (warto dodać: również tak w Polsce niedostrzeganych, jak prawo dziecka do partycypacji społecznej) i wielokrotnie nagradzana za działalność naukową. Nie jest jednak tylko teoretykiem – prowadziła zajęcia z dziećmi i młodzieżą, a od 2011 r. pełniła funkcję społecznego doradcy obecnego rzecznika.

Zapowiedź numeru 35/18
Zapowiedź numeru 35/18

Niewykluczone, że drugi kandydat, Paweł Kukiz-Szczuciński, także sprawdziłby się w roli rzecznika. To pediatra i psychiatra, członek Zespołu Ratunkowego Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej, uczestnik wielu misji humanitarnych. Pomagał m.in. dzieciom z rodzin trędowatych w Indiach. Po jego deklaracjach widać, że dostrzega nowe zagrożenia dla praw dziecka. Jako RPD chciałby zająć się m.in. walką z cyberprzestępczością wobec dzieci, profilaktyką uzależnień od urządzeń mobilnych i internetu czy zwalczaniem działalności ruchów antyszczepionkowych i medycyny alternatywnej, zagrażających zdrowiu i życiu dzieci.

Praktyka ostatnich lat wskazuje jednak, że PiS i tym razem postawi na swoją kandydatkę. Przeanalizujmy jej publikacje i poglądy.

And the winner is...

Na stronie kancelarii Sejmu można przeczytać, że Sabina Zalewska jest „psychologiem rodziny, pedagogiem społecznym, mediatorem rodzinnym”. Sama również przedstawia się jako psycholog i udziela konsultacji psychologicznych, choć wykształcenia w tym kierunku nie ma. Oprócz pedagogiki na UW ukończyła studia magisterskie w Instytucie Studiów nad Rodziną na Akademii Teologii Katolickiej (obecnie jest to Wydział Studiów nad Rodziną UKSW). Na swojej stronie informuje, że ma „dyplom magistra z specjalności psychologii rodziny”, liczy się jednak nie specjalność, lecz zakres kształcenia (czyli kierunek studiów), a ten obejmował nauki o rodzinie, nie psychologię.

Zalewska pracuje m.in. na UKSW. Ma stopień doktora nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki. W 2015 r. złożyła wniosek o habilitację, ale wycofała go w ostatnim momencie postępowania habilitacyjnego. Naukowo nie zajmuje się zresztą prawami dziecka, lecz przede wszystkim małżeństwem. W zamieszczonym na jej stronie spisie publikacji tylko kilka poświęconych jest dzieciom.

W jednej z nich – „Pomiędzy prawami dziecka a pajdokracją. Refleksja nad kartą praw dziecka” z 2011 r. – kandydatka przynajmniej do pewnego stopnia kwestionowała nie tylko istnienie urzędu, na który kandyduje, i zakaz kar cielesnych wobec dzieci, ale również samą ideę ochrony praw dziecka, przekonując, że to przejaw pajdokracji, u której podstaw leży ideologia lewicowa. Według niej „formą postępu pajdokracji jest objęcie dzieci ochroną prawną, mającą zabezpieczyć je od rzekomego zagrożenia despotyzmem rodziców. Stąd też mnożenie kampanii o maltretowaniu dzieci przez opiekunów i – wynikająca z tego – potrzeba tworzenia różnych urzędów w rodzaju Rzecznika Praw Dziecka oraz coraz skuteczniejsza prawna ochrona woli dzieci i młodocianych przed próbami narzucania im woli przez rodziców; zakaz karania fizycznego za nieposłuszeństwo”.

Pozycja zależności

Skutkiem tego jest w opinii Zalewskiej „regres – a czasami wręcz zanik – autorytetu rodziców i równouprawnienie dzieci w procesie podejmowania decyzji dotyczących spraw rodziny, a także tego, co popularnie zwie się »dobrem dziecka«. Bardzo często wskazuje się, że przejawem tego postępującego braku szacunku dla rodziców jest zwyczaj mówienia sobie na »ty« dzieci i rodziców”. Autorka nie wyjaśnia, czy dzieci powinny zwracać się do rodziców per „pani matko” i „panie ojcze”. Twierdzi natomiast, że naturalnego autorytetu rodziców „nie można podważyć żadnymi zmianami społecznymi, reformami czy rewolucjami” oraz że „pozycja dziecka w świecie dorosłych jest pozycją zależności, wynikającą z naturalnych uwarunkowań. (...) Osoba dorosła, stoi na szczycie hierarchii, zapewnia to, co do życia niezbędne, ale również sprawuje kontrolę i w oczach dziecka poddającego się władzy uchodzi za »eksperta od wszystkiego«”. Nie ma możliwości, by dziecko sprzeciwiło się tym porządkom, gdyż „podstawą do kontroli zachowania dziecka przez dorosłego jest powszechne akceptowanie normy społecznej mówiącej, że dziecko ma słuchać starszych”.

Gdyby jednak nie chciało słuchać, rodzic może wzmocnić swój autorytet za pomocą odpowiednich środków, np. przemocy fizycznej. Z innej publikacji Zalewskiej dowiadujemy się, że rodzice mogą bić dzieci pod kilkoma warunkami. W prezentacji jej wykładu pt. „Świat autorytetów dziecka”, wygłoszonego w 2009 r., czytamy, że kary cielesne „nie mogą być stosowane zbyt często, bo tracą walory wychowawcze. Częste karanie wpływa na powolny zanik wrażliwości dziecka, a wtedy cel jest chybiony, bowiem kary nie skutkują, albo wywołują skutek przeciwny”. Należy więc karać, również fizycznie, rzadko, ze spokojem oraz „z miłości do dziecka i w taki sposób, żeby dziecko nie miało wątpliwości o rodzicielskim oddaniu”.

Co ciekawe, Zalewska jest świadoma skutków stosowania kar cielesnych. Potępia autorytet oparty na przemocy, który objawia się „w postaci nadużywania siły fizycznej w stosunku do dzieci i stosowania kar cielesnych. Te kary wymuszają ślepe posłuszeństwo i bezwzględne podporządkowanie się, paraliżują wolę dziecka, budząc w jego świadomości ciągły lęk i obawę. Nie mogą więc być stosowane zbyt często”. Wynika z tego, że rodzic może wymusić ślepe posłuszeństwo i bezwzględne podporządkowanie, sparaliżować wolę dziecka i obudzić w jego świadomości ciągły lęk raz na jakiś czas – tylko nie wiadomo, jak często.

Winne chore dziecko

Pozostałe publikacje pani doktor pedagogiki są równie interesujące. Np. z artykułu „Rodzic w roli mediatora” z 2014 r. można się dowiedzieć, że „przyczyny stosowania przemocy w rodzinie są bardzo różne. Mogą one tkwić w samych dzieciach, np. dzieci niechciane, upośledzone, trudne, przewlekle chore czy kalekie. Bardziej powszechne są jednak przyczyny tkwiące w rodzicach”.

Faktem jest, że niektóre cechy dzieci wymieniane są przez badaczy jako jedne z czynników (nie przyczyn!) zwiększających – wraz z wieloma innymi – ryzyko, że rodzice będą stosować przemoc. Nie można jednak powiedzieć, że przyczyny przemocy „tkwią” w dziecku! Stwierdzenie, że dzieci najbardziej pokrzywdzone przez los same przyczyniają się do stosowania wobec nich przemocy – a więc same są sobie winne – jest tak kuriozalne jak opinia, że kobieta „zapracowała” na łomot od męża, bo przytyła.

Jak Rzecznik Praw Dziecka miałby wywiązywać się ze swoich ustawowych obowiązków, w tym chronić prawa dziecka do nietykalności cielesnej i ochrony przed przemocą, jeśliby dopuszczał bicie dzieci i uważał, że czasami same są sobie winne? Jak Zalewska miałaby pełnić funkcję RPD, podważając jednocześnie sens istnienia tego urzędu i uważając prawa dziecka za lewackie wymysły? Czy uda się jej chronić prawo dziecka do swobody myśli, sumienia i wyznania, skoro – czego dowiadujemy się z jej innego artykułu – uważa, że „istnieje wielka potrzeba przeciwdziałania sekularyzmowi” oraz „fali laicyzacji i demoralizacji młodego pokolenia”? Jak będzie dbać o prawo dziecka do partycypacji społecznej, jednocześnie uważając Sejm Dzieci i Młodzieży za „indoktrynację dzieci w ideologii demokratycznej”?

Specjalność plagiatorska

A może to wcale nie są jej poglądy? Kiedy pierwsza wersja niniejszego artykułu trafiła do redakcji, korektor „TP” Grzegorz Bogdał – chcąc sprawdzić, czy błędy w powyższych cytatach z Zalewskiej zostały wprowadzone niechcący przeze mnie, czy znajdują się w oryginale – zauważył, że obszerny fragment tekstu „Pomiędzy prawami dziecka a pajdokracją” pokrywa się z zamieszczoną w internecie publikacją autorstwa Wandy Papugowej.

Wiedziony rzetelnością i dociekliwością, Bogdał przeczytał też artykuł Zalewskiej pt. „Asystencja jako szczególny dialog wychowawcy i wychowanka w pedagogice ks. Jana Bosko” i znalazł w nim mnóstwo fragmentów skopiowanych z tekstów autorstwa ks. Kazimierza Misiaszka SDB, ks. Zenona Klawikowskiego SDB, Janusza Leśniewskiego i ks. Jarosława Wąsowicza SDB. Nie mówimy tu, oczywiście, o cytatach, tylko o zajmujących czasem całą stronę, a czasem „tylko” pół, fragmentach artykułów skopiowanych, nieujętych w cudzysłów i nieopatrzonych przypisami, podanych jako własne, czyli: splagiatowanych.

Gdzieniegdzie pojawia się wprawdzie przypis, trudno jednak go uznać za okoliczność łagodzącą: jeśli skopiujemy pół strony czyjegoś tekstu i opublikujemy go bez cudzysłowu, przypis nie zmieni przecież faktu, że popełniamy plagiat.

Artykuł o asystencji w pedagogice ks. Bosko to nie jedyny tekst w dorobku Sabiny Zalewskiej, który powstał w wyniku sklejenia ze sobą skopiowanych z internetu fragmentów publikacji innych osób. Kolejnym, bynajmniej nie ostatnim przykładem jest cytowana tu publikacja pt. „Rodzic w roli mediatora”. Opublikowana w internecie w formie PDF-a wersja tego tekstu ma objętość 10,5 strony, z czego ok. 10 stron to plagiat. Zalewska, tworząc czy raczej konstruując (bo przecież nie pisząc) ten artykuł, korzystała z trzech zamieszczonych w internecie tekstów: „Konflikty w rodzinie” Magdaleny Żebrowskiej, „Proces mediacji rodzinnych – od teorii do praktyki” Hanny Przybyły-Basisty oraz „Hierarchia i role w rodzinie” Marty Pociechy. Teksty te zostały opublikowane w sieci przed ukazaniem się artykułu Zalewskiej, nie ma więc możliwości, by to ich autorki skopiowały fragmenty publikacji pani doktor.

Artykuł skonstruowany jest w następujący sposób: pierwsze trzy linijki pochodzą z tekstu Pociechy, kolejne trzy są autorstwa samej Zalewskiej, dalej następują ok. 4 strony z tekstu Żebrowskiej, ok. 4 strony z tekstu Przybyły-Basisty, jeden akapit autorki, półtorej strony Pociechy i na koniec 4,5 linijki autorstwa osoby, która podpisała się pod całością. Zalewska zamieściła wprawdzie w przypisach i bibliografii adresy internetowe publikacji Przybyły-Basisty i Pociechy (której krótki tekst skopiowała zresztą w całości), ale cóż z tego? W tym przypadku nawet cudzysłowy niewiele by pomogły, bo co to za artykuł, który składa się właściwie z trzech olbrzymich cytatów.

Na uwagę zasługuje fakt, że kopiując opatrzony przypisami artykuł Przybyły-Basisty, Zalewska przejęła również przypisy (bo przecież jej publikacja ma charakter naukowy!), a z kolei sięgając po tekst Żebrowskiej, w którym przypisów nie ma, dodała własne. I to jakie! W miejscu, gdzie mowa o charakterystyce przemocy w rodzinie, kandydatka PiS na rzecznika praw dziecka odsyła w przypisie do stron 27-29 książki Judith Lewis Herman „Przemoc. Uraz psychiczny i powrót do równowagi”. We wskazanym fragmencie tej książki nie dowiemy się jednak, czym charakteryzuje się jakakolwiek przemoc, lecz poczytamy o dziejach badań nad kobiecą histerią. Plagiatując fragment o zaburzeniach rozwoju osobowości dziecka, Zalewska ponownie odsyła czytelnika do pozycji Herman, tym razem do stron 30-33, gdzie z kolei można poczytać o urazowych nerwicach wojennych.

Pani od etyki

Przygotowanie cytowanego już artykułu „Pomiędzy prawami dziecka a pajdokracją” wymagało od Zalewskiej znacznie więcej wysiłku. Tutaj bowiem tekstów, które kopiowała, jest aż 12 (wszystkie opublikowane przed ukazaniem się jej tekstu). Nawet przytoczone powyżej szokujące sformułowania – podważanie sensu istnienia urzędu Rzecznika Praw Dziecka i zakazu bicia dzieci – to plagiat, są to bowiem słowa Adama Wielomskiego opublikowane pod hasłem „Pajdokracja” w internetowej encyklopedii metapedia.konserwatyzm.pl. Serwis ten nie jest już dostępny online, ale w internecie naprawdę nic nie ginie, więc wciąż można udowodnić, że Zalewska skopiowała całe hasło (które zajęło w jej tekście prawie 3 strony), jedynie dodając tu i ówdzie podkreślające „naukowość”, przypadkowe przypisy.

Wśród publikacji, które Zalewska – prowadząca na UKSW zajęcia z dydaktyki etyki – uznała za godne przywłaszczenia i warte związanego z tym ryzyka, znajdują się również teksty opublikowane na ­Wikipedii oraz w serwisie Bryk.pl. Z Bryka, będącego bogatym źródłem wypracowań i ściąg dla leniwych, niebrzydzących się oszustwem uczniów i studentów, pani doktor skopiowała dwie strony, również dodając gdzieniegdzie jakieś dowolne przypisy.

W innym artykule, zatytułowanym „Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy jako przykład nauczania permanentnego dzieci i ich rodziców”, nie tylko skopiowała z Bryka pół strony (łącznie z błędem: „tą” zamiast „tę”), ale też dodała link w przypisie, najwyraźniej nie widząc niczego nieodpowiedniego ani w plagiatowaniu tego rodzaju „źródeł”, ani w korzystaniu z nich w publikacji naukowej.

Autentyczne organizmy afrykańskie

Jak wie każdy ściągający uczeń i student, serwisów ograniczających do zera wysiłek intelektualny jest więcej. Zalewska również ma tę wiedzę. Przygotowując artykuł pt. „Nauczyciel akademicki dziś. Nadzieje i oczekiwania” korzystała m.in. z serwisu Ściąga.pl, o czym bez zażenowania poinformowała czytelników w przypisie i bibliografii. „Korzystała” oznacza oczywiście: skopiowała i wkleiła bez cudzysłowu, za to z masą błędów, ponad pół strony ze Ściągi.pl.

To bardzo interesujący tekst. Można się z niego dowiedzieć, że „za pośrednictwem mediów uczeń w klasie może oglądać autentyczne organizmy afrykańskie w ich naturalnym środowisku” oraz że „W dzisiejszym świecie brak umiejętności posługiwania się mediami, sprawia, iż człowiek pozostaje w tyle” (pisownia oryginalna, brak kropki na końcu zdania). Anonimowy autor, podpisany j.j.j., nie wyjaśnia, czym są autentyczne organizmy afrykańskie – ale na nie ulega wątpliwości, że Zalewska umie posługiwać się mediami, zwłaszcza internetem i kombinacją klawiszy CRTL i C oraz CRTL i V na klawiaturze.

Inni użytkownicy Ściągi.pl, niewątpliwie młodsi i mniej wykształceni, również tę umiejętność posiadają, ale są od kandydatki na Rzecznika Praw Dziecka mądrzejsi o wiedzę, że z korzystaniem z takich serwisów nie należy się afiszować. Wiedzą też, dla kogo są one przeznaczone i w jakim celu są tworzone, co doskonale podsumował w komentarzu pod tym tekstem jeden z internautów: „Kopiuj wklej i pały nie będzie... ;)”. Inny użytkownik serwisu Ściąga.pl (mr.lukass) skomentował: „Myśle że mi sie przyda, aby tylko nikt inny w klasie tego nie znalazł, pozdro all :D”. Znaleźli się jednak również niezadowoleni z jakości tekstu przywłaszczonego sobie przez Zalewską. Jeden z nich napisał: „Poziom wczesnoszkolny (...) Lanie wody i nic więcej. NIE POLECAM TEGO, chyba że ktoś się chce uwsteczniać...”. Inny (kocyk58) narzekał, że jego nauczycielka oceniła tę pracę zaledwie na trójkę.

Kandydatka na urlopie

Sabina Zalewska nie skomentowała jak dotąd swojej kandydatury na stanowisko RPD ani na swojej stronie internetowej, ani nigdzie indziej, choć mediów wcześniej nie unikała. Jeszcze zanim redakcja „TP” natknęła się na zapożyczenia w jej pracach, poprosiliśmy kandydatkę na RPD o komentarz. Bez skutku. Komentarza nie otrzymaliśmy też ani od biura prasowego PiS, ani od zajmującego się sprawami edukacji, dzieci i młodzieży posła tej partii Zbigniewa Dolaty, jeszcze nieco ponad miesiąc temu krytycznie recenzującego w Sejmie dorobek dotychczasowego rzecznika, Marka Michalaka.

Sabina Zalewska nie odpowiedziała też na ponowną, mailową prośbę – tym razem o ustosunkowanie się do zarzutu o plagiat. A biuro prasowe jej macierzystej uczelni – Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego – przekazało nam informację, że Zalewska przebywa na urlopie i do ustaleń „TP” się w tej chwili nie odniesie. ©


Linki do przywołanych w tekście artykułów źródłowych, wykorzystanych przez Sabinę Zalewską:

1. Asystencja jako szczególny dialog wychowawcy i wychowanka w pedagogice ks. Jana Bosko, [w:] Pedagogika dialogu. Nauczyciele dialogu, D. Jankowska (red.), Warszawa 2011

- ks. Kazimierz Misiaszek SDB, System prewencyjny św. Jana Bosko w wychowaniu szkolnym [data publikacji: 17.05.2006]

- ks. Zenon Klawikowski SDB, Propozycja wychowawcza św. Jana Bosko [data publikacji: 31.12.2008]

- Janusz Leśniewski, Asystencja – serce wychowania [data publikacji: 30.01.2006]

- ks. Jarosław Wąsowicz SDB, Wychować dobrego obywatela [Zalewska podaje w przypisie i bibliografii, że korzystała z tej strony 2.02.1011 (chodzi zapewne o 2.02.2011), dzisiaj nie ma jej online, jest natomiast kopia w archiwum usuniętych stron: https://web.archive.org/web/20101125121015/http://mateusz.pl/donbosco/1008-1-Wasowicz-Wychowac-dobrego-obywatela.htm; tekst znajduje się również na stronie http://www.donbosco.pl/archiwum-2010-09-1635]

2. Rodzic w roli mediatora, [w:] Pedagogika dialogu. Wokół pedagogiki Janusza Korczaka, D. Jankowska (red.), Warszawa 2014

- Magdalena Żebrowska, Konflikty w rodzinie [data publikacji: 24.02.2008]

- Hanna Przybyła-Basista, Proces mediacji rodzinnych – od teorii do praktyki [data publikacji: 15.12.2001]

- Marta Pociecha, Hierarchia i role w rodzinie [data publikacji: 28.06.2011]

3. Pomiędzy prawami dziecka a pajdokracją, [w:] Prawa człowieka a świat wartości, R. Moń, A. Kobyliński (red.), Warszawa 2011

- Geneza praw dziecka [data publikacji: 2.04.2010]

- Prawa dziecka [data publikacji: 1.03.2003]

- Agnieszka Woźniak, Janusz Korczak – obrońca praw dzieci [data publikacji: 12.04.2004]

- Anonim, Podstawowe założenia pedagogiczne Janusza Korczaka, Marii Montessori i Celestina Freineta [data publikacji: 10.11.2006]

- Prawa dziecka [data publikacji: 5.09.2004]

- Konwencja o prawach dziecka [data publikacji: 13.12.2008]

- Misja KOPD [data publikacji: 6.02.2008]

- Rzecznik Praw Dziecka [Zalewska podaje, że korzystała z tej strony 12.04.2011 – dziś nie ma jej już w internecie, ale jest jej kopia

- Adam Wielomski, Pajdokracja [Zalewska podaje, że korzystała z tej strony 12.04.2011 – dziś nie ma jej już w internecie, ale jest jej kopia]

- Wanda Papugowa, Pajdokracja z wychowanie [Zalewska podaje w przypisie i bibliografii, że korzystała z publikacji Papugowej pt. Czy grozi nam pajdokracja? („Wychowawca” 2007, nr 4), bez wątpienia jednak skopiowała – razem z błędami – treść tej strony, której nie ma już w internecie, ale jest kopia ]

- Iwona Łoboda, Malgorzata Kryszkiewicz, Jakie prawa mają dzieci wobec rodziców [data publikacji: 1.06.2011]

- Agnieszka Kowalewska, Wolność Dziecka w rozumieniu Marii Montessori [data publikacji: 24.06.2010]

4. Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy jako przykład nauczania permanentnego dzieci i ich rodziców, [w:] Edukacja nieustająca wyzwaniem społeczeństwa informacyjnego, M. Gawrońska-Garstka, A. Zduniak, Edukacja XXI wieku 2010, nr 21

- Katarzyna Wiktoria Witek, Idea kształcenia ustawicznego w działaniach organizacji międzynarodowych, „E-mentor” 2008, nr 1. Online tu >>>

- Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy. Przedsiębiorczość dla najmłodszych [data utworzenia pliku: 12.02.2009]

- Anonim, Idee filozoficzne, socjologiczne, pedagogiczne ostatnich wieków [data publikacji: 7.02.2007]

5. Nauczyciel akademicki dziś. Nadzieje i oczekiwania, „Warszawskie Studia Pastoralne” 2012, nr 16

- Radosław Muszkieta, Nauczyciel akademicki [w:] tegoż, Ocenianie osiągnięć uczniów przez nauczycieli wychowania fizycznego. Online tutaj >>> [data publikacji: 2.01.2006]

- Radosław Muszkieta, Kompetentny nauczyciel w szkole [w:] tegoż, Ocenianie osiągnięć uczniów przez nauczycieli wychowania fizycznego. Online tutaj >>> [data publikacji: 2.01.2006]

- Nauczyciel i uczeń- czego pragną i oczekują od siebie? [data publikacji: 14.02.2008]

- j.j.j, Rola mediów [data publikacji: 22.11.2004]

- Agata Baran, Internet – nowe źródło wiedzy [Zalewska podaje, że korzystała z tej strony 5.10.2010, dzisiaj jest niedostępna, ale jej kopia znajduje się tutaj ]

- Książki są bardziej wiarygodnym źródłem informacji niż internet [data publikacji: 23.04.2010]

- Książki lepsze od Internetu [data publikacji: 23.04.2010]

- Grażyna Michałek, Autorytet nauczyciela [data publikacji: 8.11.2003]

- oko, Autorytet i jego rodzaje [data publikacji: 10.08.2004]

- Rafał Ryszka, Mistrz i przewodnik [data publikacji: 11.06.2007]

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Brawa dla p. Anny Golus, uważnego korektora i redakcji "TP". Tak trzymać!

To jest po prostu bardzo smutne. Te wszystkie prywatne pseudo-uczelnie, jak UKSW itp., nie mają nic wspólnego z prawdziwymi uniwersytetami. Za samo podejrzenie (przecież udokumentowane w niniejszym artykule) plagiatu ta kobieta powinna zostać zawieszona w swojej działalności uczelnianej i, jeśli faktycznie udowodni się plagiat, wyrzucona z uczelni. Za coś takiego powinna też mieć szlaban na wszystkie inne szanujące się uczelnie. A PiS powinien się wstydzić, że promuje takich ludzi. Ale oczywiście nic takiego się nie stanie a Zalewska dostanie stołek, który jej się zamarzył.

Jak dla mnie super Pani kandydatkę zarekomendowała. Zacznę od kompetencji. Osobiście w wyuczonym zawodzie i jego specjalizacji nigdy nie pracowałem. Tak się złożyło, taki był rynek pracy. To co dziś robię, wykonuję chyba dobrze bo jestem za to ceniony, oczywiście zrobiłem kilka kursów i uprawnień, ale z czasów edukacji zawodowej pożytku specjalnego nie mam. To kto jakie studia skończył, nie ma znaczenia, albo człowiek jest samoukiem, albo nieukiem. Kompetencją zaś jest umiejętność realizowania założonych celów. Człowiek może być niezwykle dobrze wykwalifikowanym mechanikiem samochodowym, ale jak mu nikt auta do naprawy nie podstawi, to te kwalifikacje może sobie włożyć… Ta pani ma kompetencje polityczne, a to gwarantuje jej środki, nie tylko finansowe, na realizację jakiegoś tam „własnego” programy. Ma jakiś tam tytuł naukowy i nawet gdyby był zdobyty plagiatami, to nikt jeszcze go jej nie odebrał. Zaradna jest kobiecina i tyle. Z jej poglądami też nie jest najgorzej, również uważam, że mnożenie stanowisk urzędniczych typu rzecznik praw obywatelskich , dzieci, kobiet, psów , kotów itp jest zupełnie bez sensu. To są stanowiska dla zaplecza politycznego rządzącej partii, one do życia społecznego nic nie wnoszą. Czy na prawdę to tak trudno zauważyć? Nie jestem zwolennikiem bicia dzieci, zresztą ten etap mam już za sobą bo wnuki się rozpieszcza nie dyscyplinuje. W rodzinie porządek być musi, każde dziecko jest inne, a metody wychowawcze muszą być adekwatne do sytuacji. Autorytet rodzice budują tylko wtedy gdy zgodnie i konsekwentnie potrafią egzekwować zasady, które sami wyznają i ustalają. Model bezstresowego wychowania dawno się już skompromitował, a naukowe pedagogiczne metody wychowawcze niespecjalnie działają w praktyce. Znam kilku nauczycieli pedagogów, prowadzących poradnictwo rodzinne, czy jak tam to się nazywa. Wszyscy oni mają lub mieli ogromne problemy wychowawcze z własnymi dziećmi. Dla mnie rzecznikiem praw dziecka powinna być osoba z rodziną wielodzietną, nie musi mieć wykształcenia, tylko zdrowy rozsądek, wiedzieć co potrafi nawywijać nastolatek i jak go sprowadzić na ziemię. To o czym Pani pisze to wszystko banialuki i tyle.

Kłamstwa i oszustwa nazywa Pan "zaradnością"? Gratuluję specyficznej moralności. W tym kraju nie może być lepiej, jeśli oszustów się wybiela.

Traktuję Pana wypowiedź jako żart, albo prowokację do dyskusji. Oszustwo, niezależnie czy naukowe, jest przestępstwem, a nie zaradnością. Co do zaś wykonywania zawodu niezgodnie z wykształceniem, jeśli maluje Pan mieszkania, czy pracuje jako dziennikarz, mechanik samochodowy itp., i jest Pan w tym dobry, nie ma problemu. Zawód psychologa i psychoterapeuty jest jednak ustawowo zastrzeżony dla osób z kierunkowym wykształceniem, i nie wolno się tytułować psychologiem (jak i np. lekarzem, architektem), odpowiedniego dyplomu nie posiadając.

Moja wypowiedź to nie żart, ani prowokacja, stanowiska typu rzecznik taki czy siaki, to stołki dla aparatczyków partyjnych, niczego nie wnoszą do naszego życia. Proszę choć o jeden sensowny przykład, gdy jakikolwiek rzecznik odcisnął pozytywne piętno na polityce społecznej. Jedno jest niewątpliwie pewne, obciążają oni dość znacznie budżet państwa i nasze kieszenie. Co zaś do oszustw, w naszym systemie prawnym funkcjonuje domniemanie niewinności, ta pani chyba nie jest skazana żadnym prawomocnym wyrokiem, tytułów naukowych też jej nie odebrano. Dochodzenie dziennikarskie niczego tu nie zmienia. Oszustwo należy udowodnić, do tego powołany jest wymiar sprawiedliwości. Zupełnie nie ma znaczenia czy jest on wiarygodny czy nie, czy sterowany partyjnie, czy autentycznie niezależny. Jesteśmy ponoć państwem prawa i nawet gdyby było ono kiepskie i sterowane politycznie, to jest to na razie jedyna instytucja powołana do tego aby osądzać i skazywać. Swoją drogą, to niezły tupet i ciekawy kręgosłup moralny należy mieć, aby zupełnie nieznaną sobie osobę osądzać po lekturze jednego artykułu. Mnie ta pani, ani ziębi ani grzeje, na stanowisko rzecznika takiego czy innego, niech tam sobie powołują nawet konia, wzorem pewnego cesarza, bynajmniej nie będzie się głupkowato w telewizji wymądrzał.

za rzetelny artykuł a redakcji TP za czujność. Taki wysiłek jest nie do przecenienia, gdy z desperacją szukamy w internecie źródeł prawdziwych informacji. I dzięki Bogu TP stara się być takim źródłem :) Jednak muszę krótko skomentować pogląd, że dziecko należy wychowywać bez kar fizycznych. Myślę, że nie może to być bezwzględna zasada, chociaż powinno się ją przyjąć. Przy czym trzeba ją stosować bardzo roztropnie i dopuszczać wyjątki, których nie sposób zapisać prawnie, bo w wychowaniu ciągle napotykamy nowe sytuacje. Pozdrawiam serdecznie Autorkę i Redakcję.

Absolutnie nie zgadzam się z Panem odnośnie kar fizycznych. Danie przyzwolenia na takie kary zawsze jest zagrożeniem dla dzieci, prędzej czy później zdarzy się rodzic, który straci kontrolę nad swoimi emocjami czy siłą fizyczną, lub po prostu będzie bezkarnie maltretował swoje dziecko ukryty za plecami takich osób jak Pan. Poza tym zwyczajnie nie powinno się bić innych ludzi, poza przypadkiem obrony przed fizycznym atakiem, i tego też należy uczyć swoje dzieci.

Szanowna Pani. Napisałem, że zasadę wychowania bez kar fizycznych należy przyjąć. Jednak obecnie, moim zdaniem, jej złamanie nie może podlegać bezwarunkowo, automatycznie karze w każdym przypadku. Tutaj trudnym problemem jest definicja przemocy fizycznej w przypadku dzieci. Być może właśnie mądra definicja tej przemocy spowoduje, że samą zasadę przyjmiemy bez oporów. Pozdrawiam serdecznie Szanowną Panią.

że jej zawołaniem jest "Nam się należy!", hymnem rżenie Pawłowicz i Piotrowicza, godłem podeptana Konstytucja - w tym kontekście p. Zalewska pasuje na wakujące stanowisko jak ulał

Nie jestem pewna, czy ktoś, od kogo zależeć będzie zgłoszenie tej pani, uzna za stosowne przejąć się opisanymi tu faktami. Kopiuj-wklej już dawno przestało być nieprzyzwoitością, a stało się tak powszechną formą, że spotykamy je nawet w dokumentach rządowych i samorządowych. Kiedyś opiniując strategię czegoś tam dla kogoś tam w opracowaniu poważnej (przynajmniej z nazwy) instytucji, podpisanym nazwiskami profesorów i doktorów, znalazłam całe rozdziały skopiowane in extenso z cudzych analiz i opracowań. Zakwestionowałam całe opracowanie i co? Zostało przyjęte, zapłacone i ogłoszone!

Jeszcze jedna Zalewska od “edukacji” – wspolczuje polskim dzieciom. Jakby nie bylo - odpowiedni czlowiek (PiS) na odpowiednim stanowisku. Im wiekszy przekret tym bardziej przydatny dla tej partii. Nic nowego. Artykul zaciekawil mnie na tyle, ze zaczelam szperac. Czego to czlowiek nie znajdzie dzieki onkel google. Kiedy PiS zaoferowalo tej pani kandydature na rzecznika praw dziecka zniknal tekst z jej oficjalnej strony, w ktorym neguje takie stanowisko. Pojawia sie error 404, jak pisze dziennikarka J. Suchecka. Jest jednak dostepny – tutaj link http://www.sabinazalewska.pl/wp-content/uploads/2013/09/08-KARTA_PRAW_DZIECKA.pdf

O tempora, o mores

Brawo dla korektora! Nieczęsto spotyka się dziś taką staranność. A co do pani Zalewskiej, po tej historii powinna mieć zakaz wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego. I pomyśleć, że ktoś taki prowadzi zajęcia z dydaktyki etyki...

Szacunek i podziekowanie dla autorki za prace wlozona w ten tekst !Z podloscia i degrengolada moralna trzeba walczyc bez wzgledu na efekty koncowe!Mam nadzieje,ze ta kobieta gorzko odczuje nastepstwa tego artykulu!!!

przygnębiające jest, jak wielu spośród nas najzwyczajniej nie chce widzieć w dziecku c z ł o w i e k a, jak skorzy jesteśmy jako społeczeństwo do podniesienia ręki na bezbronne dziecko, do bicia go - czego choćby ze strachu przed reakcją nie zrobilibyśmy w stosunku do dorosłego - i jedyne tłumaczenie jakie przychodzi do głowy, to że owi przedszkolni kaci sami w dzieciństwie bici byli, i bezrozumnie ten patologiczny model tresury wnoszą w swe życie ✚✚✚ inna sprawa, że wszystko dzieje się przy otwartej i głośnej aprobacie kościoła, w kraju, co mieni się być ludem wyznawców Jezusa, tego co mówił: "Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" [Mt 25,40]

taka rada: nie bierz dopalaczy przed czytaniem Ewangelii. Raz, że Mt 25,40 nie ujmuje akurat dzieci, a dwa, że warto bliżej dowiedzieć się kogo Chrystus nazywa w Ewangelii bratem, jak również jak ten temat przedstawia NT w ogóle. A poza tym lepiej zacytuj coś porywającego z jakiejś ewangelii ateizmu - nie macie żadnych natchnionych tekstów we wspólnocie Anonimowych Ateistów?

to frazy charakterystyczne dla tych, co by chcieli, a im nie staje [polotu, rzecz jasna]

z dwojga złego, wolę gdy mi nie staje...polotu, rzecz jasna, Eddie;) A jak ten dylemat wygląda u Ciebie?

Ten artykuł to bardzo rzadki przykład wspaniałego dziennikarstwa, które wymaga PRACY i wysiłku, i jest to kolejny dowód dla mnie na najwyższcy poziom reprezentowany przez TP. Dziękuję bardzo za wszystkie teksty. A swoją drogą ciekawe ile "kolegów po fachu" skorzysta ze wspólnej pracy pani Golus i pana Bogdała stosując Ctrl V :-) :-D

Nowa pani RPD nauczy nas wszystkich tego, co umiał już Ted Turner w "Piratach z Karaibów": bić miłosiernie.

Włos się jeży....czy po tamtej stronie naprawde nie ma już ludzi przyzwoitych i uczciwych?

Tytułem wstępu – dziennikarstwo śledcze w TP zaczyna iść pełną parą! Mamy nadzieję, że stali czytelnicy będą z numeru na numer bardziej usatysfakcjonowani, może nawet przełoży się to na zwiększenie nakładu? – czego szczerze życzymy wydawcy! Niedawno „wspaniały” artykuł o rewanżyzmie PIS-u, a teraz typowo śledczy materiał obnażający jak sugeruje Autorka „plagiat”! Nie wchodząc w szczegóły, bo obecne prawo polskie daje praktycznie nieograniczone możliwości korzystania z zapożyczeń i cytatów (o parafrazowaniu nie wspomnę!), czy to w pracach magisterskich, czy innych o charakterze naukowym, oczywiście przy zachowaniu określonych reguł (przypisy, cudzysłowy, itp., itd.) o czym Autorka nas marginalnie informuje, to osobiście poszedłbym krok dalej… Jak to jest, że uczelnie mając obowiązek i środki (tzw. programy anty-plagiatowe) dopuszczają się takich, delikatnie mówiąc „uchybień”? Powiem więcej, co robią, bądź co robili dla przykłady promotorzy/ promotor wyżej wymienionej z nazwiska Pani? Kim są ludzie którzy, z zawodu kształcą nam „przyszłe elity”? W podtytule pada dziwne wyrażenie „kwalifikacje moralne”, ciekaw bardzo jestem co to takiego te „kwalifikacje”? Ale proszę szanownego Państwa, jeżeli moralności nie mylić z etyką, to moralność potocznie znaczy „przyjęty”, „utarty” zwyczaj!!! Dlatego, co się dziwić ambitnej i aspirującej o habilitacje, czy jakieś tam stanowisko kobiecie, skoro np. na UJ-cie do niedawna wykładał i był bardzo szanowany (nt. za jak i po „komunie”) pewien profesor, który przywłaszczył sobie obrazy i inne dzieła sztuki o dużej wartości, i miał ich kolekcję na ul. Kieleckiej w Krakowie (znaczy „normalnie” je ukradł) a, które później jemu zrabowano, i mimo całej afery, taki „ktoś” stale wykładał, a dziś (dla przykładu tylko wspomnę) mocno i całym swoim „autorytetem” popiera panią Gersdorf i nadal jest uznawany za „wielkiego” naukowca i pedagoga! Co się dziwić skoro „Hanka” nie mając nawet mglistego pojęcia o geszeftach swego męża, ani o posiadaniu pewnych włości, no bo skąd miałaby niby wiedzieć? Jak gdyby nigdy nic, ma stale „dostęp” do studentów!!! Innymi słowy, ktoś taki kształci nam przyszłe elity… Taki człowiek kształci nam kolejne pokolenie…. I jest OK.! Pani Redaktor, w pewnym sensie pomyliły się role, nie jest promotorką, ale jest bardzo czujna, nie ważne na którą stronę, warto by kapkę tej „uśpionej” (na większości uczelni łącznie z tymi „znamienitymi”) czujności przekazać ludziom dalej, żeby kto trzeba zdawał sobie sprawę, z tego jakich i dlaczego właśnie takich, a nie innych mamy dziś wykształciuchów? I kim są obecnie ludzie, którzy często swoje tytuły naukowe posiadają w głębokim PRL-u? I nadal są promotorami przyszłych pokoleń.

Nie jest to sprawdzona wiadomość, niemniej doszło do mnie, ze Uniwersytet im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego zawiesił pania - rzeczniczke bicia dzieci i kandydatkę na obrończynie tychże dzieci (ciekawe, przed czym:))) w obowiązkach wykładowcy. Również znam jedynie z opowiadań moich krakowskich znajomych historie profesora, który rzekomo cos ukradł, czy jemu ukradli, w każdym razie chyba się Pan pospieszył z tymi oskarżeniami pod jego adresem. A już zupełnie skandaliczne jest oskarżanie pana Waltza o jakies "geszefty" związane z reprywatyzacja. Geszefty obciążają: pana Lecha Kaczyńskiego, który był wówczas prezydentem Warszawy, oraz pana Mariusza Błaszczaka, który był burmistrzem warszawskiego Środmiescia, a nie osoby, które zyskały moca wyroku sadowego prawo do nieruchomości (przypomnijmy, ze było ich w przypadku interesującej nas nieruchomości kilkanaście). Pański atak poniżej pasa na ludzi Panu niemiłych i obrona oszustki udającej osobe, która nie jest, popieranej przez partię notorycznie łamiąca prawo i wspierającą najgorsze męty społeczne w celu zapewnienia sobie wsparcia administracyjnego jest wyjątkowo nedzna moralnie. Nie wiem, kim Pan jest, wiem, ze nie zasługuje Pan na podanie ręke

Nie śmiałbym, ani mi się nawet nie marzy dysponować ręką szanownej „kalina16”, szczerze nie czuję żadnego dyskomfortu z powodu tak jasno zadeklarowanej wobec mojej osoby antypatii. Za to żal, może za duże słowo? – Przykro patrzeć i czytać jak ludzie powierzchownie i płytko patrzą na rzeczywistość, a ostatnio idzie w tym kierunku również TP, jest coraz ostrzej na tym kursie, który niektórzy nazywają „wojną polsko polską”. Dziennikarstwo, publicystyka może obierać dowolne cele, takie jest wilcze prawo piszących, ale chyba nie tych pretendujących do bycia „opiniotwórczymi” w pozytywnym sensie tego słowa!? Jak wychować obywatela, żeby nie myślał jedynie w dwóch przeciwstawnych i jedynie słusznych kategoriach, i to nie własnych, a np. ścierających się obozów politycznych? Jak dorobić się społeczeństwa, które dla własnego dobra w sporej części będzie racjonalnie, a nie emocjonalnie oceniać poszczególne wydarzenia? A może nawet samodzielnie dostrzegać ukryte sprężyny (właśnie o to przede wszystkim powinno chodzić) otaczających go patologii? Niczego nie chcę sugerować, to jedynie mój prywatny sąd , pisanie na łamach TP kiedyś chyba do czegoś nobilitowało i miało przy okazji „ukrytą funkcję”. Jeżeli funkcja jest jawna, to służy bardzie czemuś a nie komuś, może się mylę? Można wskazać wroga, potem go zwalczać i przy najbliższej okazji powtórzyć ten manewr, najogólniej przeciwnik poniesie porażkę a patologia pozostanie nadal… Dlatego ten typ dziennikarstwa w doraźnie zawsze kogoś usatysfakcjonuje, ale w innym sensie jest po prostu „jałowy”. W mojej rodzinie, bliska mi osoba zrezygnowała (na pierwszym roku!) z „renomowanej” i znanej nie tylko w regionie Politechniki, ponieważ na jednych z kluczowych zajęć, zaliczenia były nie za wiedzę, a za alkohol!!! Wykładowcy alkoholikowi nic nie można było zrobić, bo był w prostej linii „starym kumplem” pana dziekana. Obaj bez szwanku i łagodnie przeszli „transformację” ustrojową i jak dobrze się orientuję co najmniej jeden z „wyśmienitych” piastuje stanowisko do dziś! Młody człowiek widząc patową sytuację tzw. okazjonalne zrzutki na butelkę i zataczającego się na zajęciach profesora doznał takiego wstrząsu, że do dziś na słowo politechnika dosłownie się wzdryga! Proszę sobie poszperać tu i tam, albo porozmawiać z samym środowiskiem akademickim, tak prywatnie i dowiedzieć się, kto nadal decyduje w Polsce o nominacjach, kto pociąga stale za sznurki… Albo z innej beczki, kim w większości są wszelkiej maści „fundatorzy” i akcjonariusze prywatnych uczelni np. woj. Mazowieckim i innych „prestiżowych” regionach? Kto garściami i walizkami brał tzw. „unijne pieniądze” i wszelkie granty na ich fundowanie, działalność itd.? Kto pierwszy przechwycił „biznes” prywatnego szkolnictwa? I wszelkich innych europejskich kursów, szkoleń… Kto się do działań dydaktyczno - propagandowych najlepiej nadawał? Kto najlepiej od podszewki wiedział jak to się robi, a kadry , jakiż to problem? Od czego są koledzy. Już kończąc, tylko dla kontrastu „np. USA podstawę systemu szkolnictwa wyższego stanowi konkurencja. Naukowiec, aby wspinać się po szczeblach kariery naukowej, na każdym jej kolejnym etapie musi odejść ze swojej uczelni i przekonać władze innej szkoły wyższej do zatrudnienia go. Pozostawanie na tym samym uniwersytecie, jak to często się zdarza w polskim systemie szkolnictwa wyższego, oznaczałoby, że dana osoba nie chce poddać swojej wiedzy i kompetencji niezależnej weryfikacji, co wykluczałoby szansę jej dalszego rozwoju. Sprawia to, iż naukowcy starają się być bardzo aktywni, aby podnosić swoją wartość na rynku pracy, co ma bardzo korzystny wpływ na jakość ich pracy”. Podobnie wygląda to w większości cywilizowanych i nie postkomunistycznych krajach.

Patologii ci u nas dostatek i to od dziesięcioleci, nie da się jednak ukryć, ze obecna władza te patologie promuje, a nie zwalcza. Przyczyna? Wladza i kasa, co wedle tradycyjnej w Polsce hierarchii wartości właściwej dla inteligenckiego etosu jest hańbiące i winno być kompromitujące towarzysko. Podkreslam - inteligenckiego etosu, gdyż poglądy wspierającego PiS tzw. Ciemnego Ludu na tę sprawę sa dokładnie odwrotne. Panu, jak mogę sadzić, patologie nie pasują, ale jakoś trudno Panu zrozumieć, ze obecna rzeczywistość te patologie wzmacnia. Pierwszą więc sprawą na drodze do uzdrowienia zycia publicznego powinno być usuniecie z tego zycia rządzącego gangu

A to pyszne! Dawno się tak nie ubawiłem! Quel charme! Quelle grase! Niech się kalina16 nie podlizuje Białemu Ludowi, bo i tak to na nic! A sztukę sądzenia zamieni na jakieś bardziej praktyczne zajęcie. Przejść się, pooddychać sobie głęboko i już "nic nie sądzić!", tylko tak czasem sobie coś pomyśleć, a sądzenie... no jak już "mus" to..., i jak "ego" się upomni, to coś tam sobie profilaktycznie zasądzić, ale sądzenie, jakby to powiedzieć? - żeby nie urazić władzy sądzenia? Trzymać się "de loin!",- albo..., albo sądzić tak, żeby było miło...

Trutniów społecznych "przechadzających się i oddychających" mamy ostatnio w nadmiarze. To oni dali władzę przestępczej szajce nie idąc na wybory. Na nieszczęście dla niej i wspierających ją osobników jest jeszcze nieco ludzi z poczuciem obywatelskim, którym uczciwość nie pozwala odpuścić zadnym gnidom. Warto być przyzwoitym, choć może Pan jeszcze się o tym nie przekonał.

1-„Truteń społeczny” – typowe wyrażenie komunistycznych aparatczyków po II WŚ, chętnie używane później np. przez Trybunę Ludu…. 2- „Nie… odpuścić … gnidom” – P. Zimbardo bardzo trafnie zauważył, że mieliśmy dwukrotnie podobny efekt „odczłowieczania” człowieka (przeciwnika/ wroga) ,a tylko po to, aby można było bez skrupułów i masowo mordować ludzi. Pierwszy raz „nadano im numery”, drugi raz nazwano ich „karaluchami”, bo tak, jeszcze przed otwartym konfliktem, Hutu zaczęli nazywać Tutsi. Jak tłumaczył Zimbardo, gdy się kogoś "odpodmiotowi", wtedy ktoś, kto morduje „karalucha” nie ma żadnych oporów moralnych, przynajmniej są one niewspółmierne do tych, gdy zabijam wroga, ale „człowieka”, „osobę” – A tutaj co mamy? „Gnidy”? … 3 – „Ciemny Lud”, - hm? Ulubiony termin…? - kochali się w nim nie jedni, ale nikt chyba bardziej niż materialiści, socjaliści, -tak, tak! Ale nikt bardziej nie zinstrumentalizował „ciemnego ludu”, i nie tylko w formie retoryczno – dialektycznej, ale aksjologicznej niż marksiści! Po co ? Ano po to, żeby się ogłosić „prometeuszami ” tego ludu, i reszty Świata… I podobnie jak kalina16 żadną miarą nie chcieli się z nim identyfikować, może nie do końca nim gardzili, ale stale bardzo go potrzebowali do tej swojej objawionej dialektyki. "Ciemny lud" to "tworzywo", "materiał", artysta nigdy nie może utożsamiać się z tworzywem, nad którym pracuje. Dobrze by było nawet nie pobrudzić sobie tym tworzywem rąk! - Podobnie jak ... I już szybciutko, bez punktu, - jednym zdaniem! Z „może” proszę szanownej kalina16 nic nie wynika! (Nie ma wnioskowania z „może”)

Niniejszym informuje zarówno Szanownego Pana, jak i prof. Zimbardo (o ile wyrazi zainteresowanie), ze po namysle zrezygnowałam z dokonania mordu na przeciwnikach politycznych. Będę usatysfakcjonowana natomiast, jeśli liderzy przestępczej szajki, która zagarnęła władze w Polsce znajda się za kratkami na podstawie prawomocnego wyroku sadu karnego. Co do Ciemnego Ludu - po namysle postanowiłam skorzystać z praktyki co inteligentniejszych przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwosci z prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele (w odróżnieniu od tej nieopisanej magmy, z która mamy do czynienia za pośrednictwem mediów). Nikt chyba bardziej od nich nie pogardza owym Ciemnym Ludem (któż to ukuł ten wdzięczny termin jak nie pan Jacek Kurski?). Ale co szkodzi tym Ciemnym Ludem manipulować, wszak to takie łatwe, a ilez korzyści? Ciemny Lud zas ma to do siebie, ze jest ciemny jak tabaka w rogu i wspiera tych, kto da lub obieca więcej. Tak wiec po epoce manipulowania Ciemnym Ludem przez PiS przyjdzie epoka manipulowania ta mierzwą przez kolejna ekipę. Kto wie, może i ja się załapie do grona manipulatorów? Panstwo źle na tym nie wyjdzie, z pewnoscią mam wyższe kwalifikacje od niejakiej Krystyny Pawlowicz, czy farbowanej na rudo posłanki - byłej pielegniarki czy salowej, nie mowiac już o osobniku o nazwisku Tarczynski:))))) Z pewnoscią znów moi znajomi będą mi mieli za złe, ze naigrawam się z osoby starszej wiekiem, która ma już niejakie trudności z odróżnianiem Dobra od Zła, zas w dyskusji traci watek i nie trzyma się tematu....:))))))

Trzymajmy się faktòw! Język kaliny16 ciurkiem jak z zapdłego PRL-u, czy to przypadek? A nie jest tak, że "czym skorupka za młodu... "? I jeszcze raz trzymając się faktòw, czy to nie były obòz władzy, podczas ostatnich wyboròw miał ponad 70% poparcia, a dokładnie chyba 76... tyle że w zakładach karnych...

jedyne co w nim ciekawe to heretyckie "ò"... do więziennej kolekcji dokładam ō, ŏ i ő - pozdrowienia dla garowników®

Mój jezyk jest językiem literackim osoby, której studia magisterskie przypadły na przełom lat 60. i 70. XX w., a doktoranckie na lata 70. Rzeczywiscie był to okres zwany w historii czasem PRL. Takim jezykiem pisałam i pisze swoje książki i artykuły historyczne. Jak w porównaniu z moimi postami wypadają pańskie? Chyba różnica lezy nawet nie w zdolności do wysławiania się jezykiem literackim, ale w potencjale intelektualnym i kalkach mentalnych. Panski potencjał jest niestety bliski zeru. Nie jest Pan w stanie sformułować jednej spojnej tezy, której potem broniłby Pan logicznie przy pomocy argumentów. Zapewne pańskie ambicje, żeby zaistnieć na forum, mają korzenie jeszcze we wspomnieniu odleglej przeszlosci, kiedy sprawował Pan kierownicze funkcje w jakims ważnym resorcie. Wiemy bardzo dobrze, ex-pracownicy jakiego resortu PRL-owskiego dziś wspierają bliską im ideowo władze PiS:))) A jaki ci pracownicy reprezentowali poziom, miałam okazje przekonać się studiując jako historyk akta IPN-owskie w postaci teczek z materiałami ze sledztw przeciwko wybitnym postaciom opozycji demokratycznej lat 60, 70 i 80. Tak się jakos sklada, ze sa to te same osoby, które i dziś walczą z przemocą i działaniami władzy w interesie tego samego mocarstwa, co kiedyś. Radzę wyluzować, towarzyszu, tu Pan nie ma najmniejszych szans

Język literacki..., to pominiemy, żeby nie sprawiać przykrości, ale nie wszystko stracone! Wyobraźnię to Szanowna ma! Ale to też pomińmy... Zadam proste pytanie, które ugrupowanie polityczne obiecuje zachować przywileje finansowe byłych służb i do dziś "murem" stoi po ich stronie? Nie są przypadkiem to ci sami, co postulują o obiecują rozwiązanie IPN-u?

będę pierwszym, który zagłosuje za ugrupowaniem co solennie obieca solidną lustrację i odebranie wszelkich przywilejów i praw nabytych pod rządami PZPRawicy od 2016 r. Misiewiczom, Obajtkom, Muszyńskim, Przyłębskim, członkom pisowskiej KRS, prokuratorom na telefon, ziobrowym prezesom sądów, dublerom w TK, agentom CBA i innych formacji partyjnych specsłużb, nadgorliwcom z Policji, na koniec oczywiście partyjnej wierchuszce pisizny, jej posłom i senatorom - i przede wszystkim ich haniebnemu prezesowi, zdradzieckiej mordzie i kanalii

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, spośród byłych funkcjonariuszy SB oraz pozostających po nich rencistów rodzinnych: 32 osoby otrzymują świadczenia powyżej 12 tys. zł 103 w przedziale 9 - 12 tys. zł, 1230 w przedziale 6 - 9 tys. zł, 11 679 w przedziale 3 - 6 tys. zł, 18 598 w przedziale 1-3 tys. zł. A frontowy "obrońca" demokracji oficer A. Mazguła, to ten co lapidarnie stwierdził odnośnie stanu wojennego, że " Były tam jakieś bijatyki, były jakieś ścieżki zdrowia, ale generalnie rzecz biorąc, najczęściej jednak dochowano jakiejś kultury" przypomnę, że na pułkownika został mianowany przez wicepremiera rządu PO-PSL, obecnie posła PO - Tomasza Siemoniaka. I tak to się kręci! "Kocham" logikę typu, - pozbyć się tej szajki, tych złodziei! I całej litanii oburzenia, ale gdy napisałem o prof. "L" z Krakowa, ktoś pisze, że 'obiło mu się coś o uszy' ale ... nie ma o czym gadać. "Kocham" logikę typy "łapać złodzieja", "odsunąć od władzy" itp., ale drodzy państwo, prosty przykład chyba Wprost niedawno podał, że firma B.Sienkiewicza tylko na współpracy z Orlenem "zarobiła" tylko trzynaście milionów złotych..., a gdy nowy zarząd obciął mu kontrakty, biedny musi wyprzedawać "dobra rodowe" Podam inny przykład, w Nowym Jorku jest pięćdziesiąt jeden radnych, w Paryżu sto siedemdziesiąt jeden radnych w Berlinie coś koło setki, a w samej W-wie czterysta sześciesiąt dziewięć!!! W całej Polsce mamy ponad czterdzieści sześć tysięcy radnych!!! A cóż oni robią? Wielki z nich pożytek? Demokracja nie jest celem samym w sobie! Demokracja to metoda, celem samym w sobie jest sprawne państwo, gwarantujące obywatelowi bezpieczeństwo i wolność. Jak czytam te wszystkie komentarze, to zastanawiam się, do czego będzie dążyć obecna opozycja jak przejmie władzę? -REWANŻ!!! Jak to zrobić, ano proszę sobie poczytać "Szanownych" np. "Ham-a Krakusa" i towarzystwo tu komentujące.

no i chwała Bogu i TP za dziennikarstwo śledcze i cytowane teksty - na ich tle tym bardziej razi uklecony przez Pana zwyczajny, ordynarny paszkwil

Nie wiem skąd pańska teza, iż: "obecne prawo polskie daje praktycznie nieograniczone możliwości korzystania z zapożyczeń i cytatów (o parafrazowaniu nie wspomnę!)". To bzdura! Otóż, proszę zajrzeć do DZU z dn. 9.V.2018 r (ujednolicony tekst Ustawy o prawie autorskim). Przeklejam link: http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20180001191/O/D20181191.pdf Odnośnie do odpowiedzialności karnej: "Rozdział 14 Odpowiedzialność karna Art. 115. 1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3. 2. Tej samej karze podlega, kto rozpowszechnia bez podania nazwiska lub pseudonimu twórcy cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie albo publicznie zniekształca taki utwór, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie." O prawie do cytowania - z poszanowaniem reguł! - mówi Art. 29.: "Art. 29. Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów oraz rozpowszechnione utwory plastyczne, utwory fotograficzne lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym celami cytatu, takimi jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawami gatunku twórczości." Tekst p. Zalewskiej jest kompilacją - co łatwo sprawdzić, bo fragmenty wykarczowane z cudzych tekstów są dostępne w Sieci, na stronach naukowych czasopism etc. Oczywiście, każdy ma prawo z a c y t o w a ć czyjąś myśl - musi jednak zawsze ująć cytowany passus w cudzysłów i podać źródło cytowania. Prace studentów są "przepuszczane" przez system antyplagiatowy. I bardzo słusznie! Inaczej jest z tekstami naukowymi. Tutaj żadnych "antyplagiatów" nie ma. Artykuły przechodzą przez proces recenzji. Zwykle jest tak, że analizowane są przez 2-3 recenzentów, którym nieznane jest nazwisko autora, (tzw. blind review). To oni poddają teksty merytorycznej weryfikacji. Zdarza się jednak, niestety, że recenzenci nie są w stanie wykryć plagiatu. Mamy tu do czynienia własnie z takim casusem. Podkreślę - na szczęście odosobnionym. I nie upolityczniałabym tej sprawy, jak Pan zdaje się to czynić. Etyka naukowa jest ponadpartyjna i ponad-ideologiczna. Pozdrawiam.

Skandal, czyli potknięcie się o kamień odrazy... Istotnie bowiem, odrazę budzić może (i powinno!) złodziejstwo. Słowo "plagiat" to raczej eufemizm skrywający prawdziwy sens tego typu praktyk - kradzież cudzego dorobku intelektualnego! To także zło-dziejstwo w szerszym wymiarze, czyli czynienie zła całemu środowisku akademickiemu. Stąd też, zdumienie moje budzą niektóre wpisy gloryfikujące Zalewską - nie śmiem nazywać jej "doktorem" - za jej "zaradność", dyskredytujące zarazem trud, który Autorka artykułu włożyła w analizę tekstu-patchworku, skonstruowanego przez kandydatkę na RPD. Otóż, sama to wszystko sprawdziłam. (Do czego zmusza mnie naukowa etyka. Nigdy nie skrytykowałabym kogoś za plagiat, uprzednio nie sprawdziwszy). Tak, ten tekst jest w całości niemal kompilacją tekstów innych Autorek, dodam - opublikowanych mniej więcej dekadę przed rzeczoną "mozaiką"). Każdy, kto pisze artykuły s a m o d z i e l n i e wie, jak ogromnego trudu to wymaga i jak bardzo bolesnym doświadczeniem jest skonstatowanie, iż ktoś ten nasz trud zwyczajnie wykradł! Cieszę się zarazem, że większość artykułów ukazujących się w naukowych periodykach trafia do Sieci. Co prawda, jest to kuszące dla złodziei, niemniej pozwala nam - badaczom postępującym zgodnie z regułami - na łatwe owych złodziei skompromitowanie. Żywię zatem nadzieję, że Uczelnia, na której p. Zalewska wykłada, wyciągnie wobec niej stosowne konsekwencje. Brak konsekwencji w tej sprawie byłby demoralizujący, szczególnie dla studentów oczekujących, że wykładowca to ten, kto posiada rozległą wiedzę i własną, ciężką pracą ją rozwija.

Nie powinno podlegać większym trudnościom stworzenie programu, który oceniałby zbieżność danego tekstu z innymi tekstami w bazie. Trudność polega tylko na stworzeniu bazy tekstów naukowych z danej grupy i sfinansowaniu mechanizmu (nie ma nic za darmo). Problemem dla programu mogą być jedynie plagiaty z tekstów obcojęzycznych (dodatkowa weryfikacja translatorem). Czy przy dzisiejszej technice nikt jeszcze nie wpadł na to by tak weryfikować potencjalnych złodziei cudzego dorobku?

I gratuluje czujnosci. Dziennikarstwo jeszcze nie umarlo.

Proszę państwa, nie jesteśmy pod dnem, jeśli chodzi o uczciwość. Właśnie przeczytałem wiadomość, że jeden z byłych (byłych chłe, chłe) agentów służb wycofał się z kandydowania do SN. Chyba sumienie mu zagrało, co? Na stanowisku w TK pozostał wprawdzie, ale tam ma koleżankę, co najmniej jedną.

dyspozycja od I sekretarza PZPRawicy

Oj to mnie Pan zmartwił. A ja wierzyłem w nawrócenie agenta. Jednym słowem I prezes kazał i na tym cały mechanizm pololega?

jest taka teoria, że udało się Kaczyńskiego przekonać, iż p. Przyłębska nie jest w stanie samodzielnie poradzić sobie ze sterowaniem TK [w jęz. potocznym: za głupia na to] i to akurat bardzo rozsądnie brzmi

Ależ to błąd. Przecież ta genialna pani już kilka razy jednoosobowo wyrażała opinię o niezgodności z konstytucją. Kiedyś nawet ją wyraziła wsiadając do pociągu do Berlina. Widać wizja spotkania ze swym agenturalnym małżonkiem ją natchnęła.

że jednosobowo i w pociągu do Berlina - ale nad czym my się rozwodzimy, nad szujami?:...

To proste, pani Sabina będzie bronic prawa dziecka do otrzymania paru kopów miłości od opiekuna, prawa do poddania się indoktrynacji religijnej, prawa do bycia skrzywdzonym na całe życie trwałymi kompleksami i lękami itp itd... To heheszki, ale napisane tylko ćwierć-żartem. Niestety. Sytuacja jest groźna.

Odpowiedź przeniosłam we właściwe miejsce

Plagiaty wystepuja wszedzie. Corka (pracowala na uczelni w Niemczech) opowiadala mi jak jej studenci nagminnie sciagali wypracowania z inernetu (ponoc jest jakis program, ktory to weryfikuje). Czytalam nieudolne tlumaczenie sie pani Zalewskiej i mam nadzieje, ze te plagiaty beda sprawdzone a ta pani pozegna sie z uczelnia i juz nigdy wiecej nie bedzie miala mozliwosci oszukiwac, jak by powiedzial pan Ziobro.

Strony

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]