Reklama

Błędy plagiatorskie

Błędy plagiatorskie

23.08.2018
Czyta się kilka minut
Sabina Zalewska podtrzymuje decyzję o kandydowaniu na Rzecznika Praw Dziecka i odpiera zarzut plagiatu. Jej tłumaczenia kompromitują ją jeszcze bardziej.
Artykuł Anny Golus "Kopiuj, wklej, przylej" w "TP" nr 35/2018
Artykuł Anny Golus "Kopiuj, wklej, przylej" w "TP" nr 35/2018
P

Po publikacji artykułu „Kopiuj, wklej, przylej”, w którym ujawniłam przypadki przywłaszczenia własności intelektualnej przez kandydatkę PiS na Rzecznika Praw Dziecka, panią Sabinę Zalewską, autorzy satyrycznego serwisu ASZdziennik.pl ironizowali, że plagiatorka „nie wydała jeszcze w tej sprawie pisemnego oświadczenia. Czeka, aż Kaśka z ławki obok to zrobi i będzie mogła odgapić”. Kilka godzin później Zalewska przekazała jednak swoje oświadczenie Polskiej Agencji Prasowej.

     Szkic plagiatu

     Według niej „zarzut plagiatu nie ma uzasadnienia”, ponieważ „autorka artykułu formułuje zarzuty, opierając się na zamieszczonych na stronie internetowej www.sabinazalewska.pl szkicach, na podstawie których powstawały artykuły naukowe drukowane w źródłach trwałych”. Tymczasem wraz z korektorem Grzegorzem Bogdałem, który plagiat odkrył, a także redaktorami „TP”, porównałam artykuły Sabiny Zalewskiej opublikowane w internecie w formie PDF-ów z wersjami drukowanymi w czasopismach i książkach.

     Nawet zresztą gdybyśmy tego nie zrobili, uzasadnienie Zalewskiej nie byłoby żadnym usprawiedliwieniem, bo to ona sama przecież te teksty upubliczniła. Każdy piszący – naukowiec, dziennikarz czy bloger – przechowuje szkice swoich artykułów na dysku komputera, nie publikując na własnej stronie internetowej ani nie wysyłając do publikacji. Jeśli autor decyduje się na upublicznienie tekstu, należy sądzić, że uznał swoją pracę za skończoną.

     Teksty Zalewskiej opublikowane w internecie nie są więc „szkicami”, lecz ostatecznymi wersjami „artykułów naukowych”, które skompilowała z licznych, skopiowanych z sieci źródeł, w tym również takich, z których korzystanie przynosi wstyd gimnazjalistom.

     „Tępo” i „ilość błędów”

     Sabina Zalewska zapewnia, że „ostateczne wersje kwestionowanych artykułów, które ukazywały się w wyżej wymienionych źródłach [książkach i czasopismach – AG], nie są tożsame z zamieszczonymi na stronie szkicami, które mogą zawierać błędy edytorskie”. Przypomnę więc, że w artykule „Kopiuj, wklej, przylej” opisałam plagiaty w pięciu tekstach, pod którymi Zalewska się podpisała:

     – Asystencja jako szczególny dialog wychowawcy i wychowanka w pedagogice ks. Jana Bosko, [w:] Pedagogika dialogu. Nauczyciele dialogu, D. Jankowska (red.), Warszawa 2011;

     – Rodzic w roli mediatora, [w:] Pedagogika dialogu. Wokół pedagogiki Janusza Korczaka, D. Jankowska (red.), Warszawa 2014;

     – Pomiędzy prawami dziecka a pajdokracją. Refleksja nad Kartą Praw Dziecka, [w:] Prawa człowieka i świat wartości, R. Moń, A. Kobyliński (red.), Warszawa 2011;

     – Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy jako przykład nauczania permanentnego dzieci i ich rodziców, [w:] Edukacja nieustająca wyzwaniem społeczeństwa informacyjnego, t. 3, M. Gawrońska-Garstka, A. Zduniak (red.), „Edukacja XXI wieku” 2010, nr 21;

     – Nauczyciel akademicki dziś. Nadzieje i oczekiwania, „Warszawskie Studia Pastoralne” 2012, nr 16.

     Trzy pierwsze przed wydrukowaniem przeszły proces redakcyjny i nieznacznie różnią się od wersji opublikowanych w internecie. Różnice te są jednak tak niewielkie, że w żaden sposób nie zmniejszają skali plagiatu. Na przykład w artykule „Pomiędzy prawami dziecka a pajdokracją”, we fragmencie skopiowanym z serwisu Bryk.pl (zajmującym w PDF-ie 2 strony, a w książce – 2,5), wprowadzono kilkanaście kosmetycznych zmian, m.in. dodając średniki i kropkę w wypunktowaniu oraz poprawiając zdanie: „Bowiem dobry wychowawca różni się od złego ilością popełnionych błędów” (powinno być, i jest w wersji wydrukowanej: „Dobry wychowawca różni się bowiem od złego liczbą popełnionych błędów”).

      Jakie to ma jednak znaczenie, jeśli Zalewska skopiowała z Bryka tekst zawierający ponad 600 słów? Zmiana szyku w jednym zdaniu i inne tego typu minimalne poprawki nie zmieniają faktu, że cztery akapity (w druku: sześć) zostały skopiowane z tekstu pt. „Podstawowe założenia pedagogiczne Janusza Korczaka, Marii Montessori i Celestina Freineta” autorstwa „Anonima” (sic!). To samo dotyczy 11 innych tekstów, z których sklejona jest praca Zalewskiej.

     Taka sama sytuacja ma miejsce w przypadku artykułów kandydatki na Rzecznika Praw Dziecka „Rodzic w roli mediatora” i „Asystencja jako szczególny dialog…”. W tekście o asystencji korektor dokonał bardzo istotnej zmiany we fragmencie akurat nie skopiowanym, lecz napisanym przez Zalewską samodzielnie: zamienił „tępo” na „tempo” – i wprowadził inne niezbędne poprawki, ale plagiatu nie ukrył. Poprawienie „błędów edytorskich” nie równa się bowiem zatuszowaniu „błędów” natury moralnej.


Czytaj także: Anna Golus "Kopiuj, wklej, przylej":

Kandydatka PiS na Rzecznika Praw Dziecka nie tylko nie ma kwalifikacji merytorycznych do pełnienia tego stanowiska. Odkryte przez nas plagiaty artykułów naukowych podważają też jej kwalifikacje moralne.


     Na stronie macierzystej uczelni Zalewskiej opublikowano „Praktyczny przewodnik antyplagiatowy”, którego autorka, Natalia Kohtamäki przekonuje, że „Plagiat jawny, nazywany [...] totalnym lub absolutnym, polega na świadomym wykorzystaniu całości lub części obcego utworu”. Kohtamäki wyjaśnia, że często „fragment obcego tekstu jest bezpośrednio wpleciony w pracę studencką bez podania przypisu, tzn. zastosowane są w obcym tekście łączniki mające sprawiać wrażenie, że dokonano parafrazy. W rzeczywistości, każdy dosłownie przejęty z obcego tekstu fragment powinien zostać ujęty w cudzysłów”. Z tego poradnika dla studentów UKSW wynika jasno, że wszystkie plagiaty, których Zalewska dokonała, są jawne i totalne również po korekcie.

     Brudnopisy w druku

     Nie wszystkie omawiane przez nas teksty Zalewskiej przeszły przez korektę. Ostateczne, wydrukowane wersje dwóch – „Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy…” oraz „Nauczyciel akademicki dziś….” – wbrew temu, co oświadcza prowadząca do niedawna dydaktykę etyki na UKSW pani doktor, są „tożsame z zamieszczonymi na stronie szkicami”. W artykule o Uniwersytecie Dziecięcym korektor (jeśli był…) nie poprawił mnóstwa błędów, w tym również tych, które Zalewska skopiowała wraz z całym (oczywiście nieujętym w cudzysłów) akapitem z serwisu Bryk.pl. W drugim z artykułów pozostawiono wszystkie błędy: i te popełnione samodzielnie przez Zalewską, i te skopiowane przez nią z internetu. Nikogo w redakcji wydawanego przez UKSW czasopisma „Warszawskie Studia Pastoralne” nie zaniepokoiły skopiowane z serwisu Ściąga.pl „autentyczne organizmy afrykańskie” ani link do tego serwisu w przypisie.

     Zalewska w swoim oświadczeniu podkreśla, że „wszystkie opublikowane w periodykach artykuły były recenzowane przez zespoły redakcyjne złożone z autorytetów naukowych w danej dziedzinie, zaś w pracach zbiorowych podlegały uprzedniej recenzji dokonanej przez recenzentów wewnętrznych danego wydawnictwa”. To jedyny fragment oświadczenia kandydatki, z którym trudno się nie zgodzić: jej artykuły były, a przynajmniej powinny być recenzowane. Powinny też przejść redakcję i korektę. Nie powinny natomiast ukazać się drukiem, bo zamieszczanie w przypisie i bibliografii linków do serwisów Ściąga.pl czy Bryk.pl dyskredytuje pracę naukową.

     Ŕ nie do wiary

     W kolejnym punkcie oświadczenia Zalewskiej czytam: „Anna Golus porównała kwestionowane przez siebie artykuły do publikacji internetowych, które powstały z kolei w oparciu o te same publikacje drukowane, na które powołuję się w moich artykułach, podając wymagane regułami cytowanie w publikacjach naukowych, stosowne przypisy”. O ile dobrze rozumiem ten niezbyt jasny wywód, kandydatka na Rzecznika Praw Dziecka twierdzi, że wcale nie kopiowała cudzych tekstów z internetu, a fakt, że wyglądają one identycznie jak jej, jest całkowicie przypadkowy i bierze się stąd, że autorzy publikacji internetowych korzystali z tych samych źródeł, co ona – wyłącznie drukowanych i opisanych przez panią doktor w przypisach i bibliografii.

     Jeśli tak, to niewiarygodnym zbiegiem okoliczności jest, że Sabina Zalewska i Adam Wielomski całkowicie niezależnie od siebie napisali zdanie: „Procesy o charakterze pajdokratycznym uwidaczniają się dopiero wraz z postępami emancypacji społecznej jaką obserwujemy od czasu ŕ rewolucji francuskiej”. Całkowicie przypadkowo użyli dokładnie takich samych słów, ustawili je w takim samym szyku, zapomnieli o przecinku przed „jaką” i dodali tak charakterystyczną, zbędną literę „ŕ”. Całkowicie przypadkowo napisali zresztą identycznie nie tylko to jedno zdanie, lecz prawie 900 następujących po sobie słów, zajmujących w artykule Zalewskiej prawie 3 strony w „szkicu” i 3,5 strony w wersji wydrukowanej. Zalewska podaje zresztą w przypisie i bibliografii nie drukowaną publikację, z której rzekomo oboje korzystali, lecz link do serwisu internetowego, w którym Adam Wielomski opublikował swój tekst.

      A to tylko jeden przypadek podobnych zbieżności. W pięciu jej publikacjach, które analizowaliśmy, było ich 32.

     Grupa dyskredytująca

     Zalewska podsumowała swoje wyjaśnienie tak: „Z całą mocą oświadczam, że poprzednie, obecne i ewentualne kolejne zmanipulowane materiały, które mogą pojawić się na mój temat (…), nie zmienią mojej decyzji o kandydowaniu”. I tu dotykamy szerszego wymiaru sprawy: dr Zalewska jest oficjalną kandydatką na stanowisko RPD, zgłoszoną przez grupę posłów partii rządzącej. Prawo i Sprawiedliwość nie odcięło się jak dotąd od swojej kandydatki, i dopóki tego nie zrobi, ujawniona przez nas sprawa będzie ciążyć również na obozie władzy.

     Wypada tylko mieć nadzieję, że ani politycy PiS, ani władze UKSW (uczelnia przekazała „TP” oświadczenie, w którym pisze, że choć umowa z dr Zalewską wygasa pod koniec września, władze skierowały sprawę do rzecznika dyscyplinarnego) nie dadzą wiary twierdzeniom Zalewskiej, iż w biurze obecnego, kończącego 27 sierpnia swoją kadencję Rzecznika Praw Dziecka rzekomo „działa grupa zajmująca się zbieraniem materiałów mających zdyskredytować ją w kontekście jej kandydatury na stanowisko RPD”.

      Otóż zbierać materiałów na Sabinę Zalewską celem jej zdyskredytowania nikt nie musi – kandydatka PiS na RPD dostarczyła ich sama.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Inicjatorka kampanii „Kocham. Nie daję klapsów” i akcji „Książki nie do bicia”, specjalizuje się w tematyce praw dziecka. Doktor nauk humanistycznych w dyscyplinie nauki o kulturze i...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]