Koniec świata

W dzień końca świata miałem wolne i zabrałem dzieci na długą przejażdżkę rowerami.
Czyta się kilka minut

Jechaliśmy przez działki i łąki, przez które ja w ich wieku jeździłem na składaku, potem wzdłuż Rudawy ulicą Becka i dalej lekko pod górę do Olszanicy. A kiedy w drodze powrotnej zjeżdżaliśmy w dół, rozpędziłem rower aż do tego momentu, kiedy w upalne południe od pędu powietrza robi się nagle na piersiach zimno i przyjemnie.

W dzień końca świata poszliśmy z Maćkiem pograć w koszykówkę i ledwie się ruszaliśmy w ciężkim, gorącym powietrzu. I trochę zawstydzony zdjąłem jednak koszulę, ale to nic nie pomogło. I w końcu wsiedliśmy znowu na rowery i pojechaliśmy wzdłuż dawnej młynówki, a dookoła pełno było ludzi, którzy wyglądali, jakby właśnie wysiedli z zatłoczonego autobusu.

W dzień końca świata przyszła burza i deszcz tłukł po dachach i balkonach. Czytałem książkę Bernarda Pouleta "Śmierć gazet i przyszłość informacji" i pomyślałem, że istotnie, moje wnuki prawdopodobnie nie będą miały w domach książek ani gazet, może tylko te, które zostawi im miły, ale nieco zdziwaczały dziadek, niepotrafiący posługiwać się niczym, co ułatwia życie. I że będą szczęśliwe, nie siejąc w swoich duszach wątpliwości, lecz skupiając się na tym, co przyjemne i niekłopotliwe. Niewykluczone też, że podniosą bunt, bo sytuacja ekonomiczna będzie daleka od szczęścia, i zaczną szukać prawdy o świecie, o własnym losie i to doprowadzi je do literatury lub sztuki. Ale jak, za pomocą czego odbieranej - nie umiem powiedzieć.

W dzień końca świata przeczytałem u Pouleta, że upadek gazet, a w szczególności dziennikarstwa śledczego, sprawi, że coraz trudniej będzie o wiarygodne informacje. Internet nie będzie ich wytwarzał, bo nastawiony będzie na szybkość i atrakcyjność przekazu. Ale przecież nadal będą ludzie sprawujący władzę i ci ludzie będą gotowi za wiarygodne informacje zapłacić, nawet drogo. "Obok informacji ubogiej dla ubogich będzie więc też informacja bogata dla bogatych, a zatem w najlepszym razie będziemy mieli do czynienia z dwiema prędkościami". I zamyśliłem się, bo coś mi się skojarzyło.

W dzień końca świata była pięćdziesiąta rocznica ślubu moich rodziców. I przypomniałem sobie zdjęcia z tej uroczystości oglądane w dzieciństwie: mama w sukience do kolan, tata z falą na głowie. Potem przyjęcie u cioci mieszkającej przy placu Wolnica, koledzy taty i koleżanki mamy, i moi dziadkowie, do których będę podobny, choć jeszcze o tym nie wiedzą.

W dzień końca świata, jadąc samochodem, włączyłem popularną stację radiową, która po raz kolejny przypomniała, że to dzień końca świata, że o osiemnastej zacznie się katastrofa, przeżyje najwyżej dziesięć procent ludzkości, i ci, którzy przeżyją, nie będą z tego wcale zadowoleni. A potem prowadzący audycję dodał, że to tylko opinia pewnego pastora i że chyba zapomniał on o słowach Ewangelii: "Nie znacie dnia ani godziny...". I mało nie wjechałem w samochód przede mną, bo zdaje się po raz pierwszy usłyszałem, jak w tej popularnej stacji ktoś cytuje Ewangelię. A jeszcze później ten sam głos dodał, że wprawdzie koniec świata nie nastąpi, ale... "Może to być koniec waszych finansowych kłopotów! Wystarczy zadzwonić pod numer...".

Innego końca świata nie będzie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 22/2011