Reklama

Kolejny kosmos

Kolejny kosmos

05.06.2007
Czyta się kilka minut
B

Bardzo wiele jest już przewidziane. Niedługo utrzyma się samodzielnie na nogach. Po tych pierwszych latach pozostaną głównie radosne zdjęcia, na nich rozwichrzone włoski, buzia rozdziawiona z zachwytu światem, ślinka na brodzie, strupy przez środek czoła, pierwsza podróż pociągiem przez kraj. W kopercie loczek blond włosów, ząb mleczny owinięty w papierek i schowany w kredensie. Opaska z porodówki: imię, nazwisko, data i waga. Kaseta z głurzeniem, filmiki komórką słabej jakości. Być może wspomnienia szpitali dziecięcych, gorączki, świateł jarzeniowych, strachu i złych wyników. Dziwacznych błędów językowych. Pamiętasz, jak mówiłeś "kordła", "portomonetka", "tatowi", "wstawamy" i "ginozaury"? Pamiętasz, jak pytałeś, jak można mieć kogoś w nosie, skoro nos jest taki mały, a człowiek taki duży?

Później, nie wiadomo kiedy, słoneczne uśmiechy pomieszają się ze smutkiem. Przestanie pachnieć dzieckiem. Będzie miał trądzik, nieproporcjonalnie wielkie stopy i głupie dowcipy w zanadrzu. Melancholia dorastania pewnie da znać o sobie. Niewykluczone, że powie przy kolacji: nienawidzę was, inni rodzice są bardziej, bardziej wszystko..., ładniejsi, mądrzejsi, bogatsi, ubierają się lepiej, lepiej wyglądają, pozwalają na więcej, kupują drożej, inni koledzy wyjeżdżają na ciekawszy koniec świata. Żądam, wymagam, chcę.

Mnóstwo błędów nie do uniknięcia czeka już w odległym szeregu. Zawsze przecież jest tak samo: przychodzi nieunikniona chwila na progu młodości, kiedy ciemna strona świata zaczyna mocno przyciągać, mocniej niż jacyś tam rodzice, i nie każdy z tej próby wychodzi zwycięsko. Masz kilkanaście lat, sprawia ci dziwną ulgę bycie nieszczęśliwym, leżenie w kłębek w wyciemnionym pokoju, w niemodnych ubraniach, toksyczna muzyka. Mrok wygląda niezwykle atrakcyjnie. Jedni trzeźwieją z nieszczęścia szybko, innym zostaje na zawsze. Co zrobić, żeby należał do tych pierwszych?

Będziemy obserwować, jak oddala się z tygodnia na tydzień, coraz bardziej rozpędzony elektron, coraz dalej od domu, w kierunku wolności. Wyjedzie wbrew naszej woli na drugi koniec kontynentu, autostopem do Hiszpanii albo w głąb Turcji, wysyłając lakoniczne pocztówki bez znaczków. Bez namiotu, pieniędzy, starszego towarzysza podróży. Bez mapy i sensu, na oślep. Powie, wychodząc: robiliście tak samo, dlaczego mam być gorszy, dlaczego zabraniacie mi podróżować, chcę być niezależny, chcę jeździć, jestem już dorosły. Jezu, gdzie on jest, gdzie śpi teraz, w jakich krzakach i za jaką stacją benzynową? - będziemy szeptać do siebie w nocy. Gdzie jego brzeg?

Może wróci którejś nocy pobity i będzie tłumaczył, jak każdy chłopak, wywróciłem się, poślignąłem na skórce od banana, daj mi spokój, jestem zmęczony. Może przyjdzie z oczami utkwionymi w innych światach, a my nie będziemy wiedzieli, jak zareagować. Może jego matka uschnie ze zgryzoty. W szemranym towarzystwie wykpi swoich starych, żeby po latach uznać to za błąd. Któregoś roku zacznie wracać coraz później. Czasy będą, jak zwykle, niepewne, więc nie pozostanie nic innego, jak modlić się o jego bezpieczny powrót.

Będzie się spieszył kochać, jak zwykle odrobinę za późno. To pewne. Tego błędu uniknąć nie zdoła.

To wszystko daleko. Tymczasem leży nieruchomo, w miodowym świetle lampy. Dziecko małe jak bochenek chleba, łapki niczym u gekona, synek - burafinek, mała jaszczurka, sto pociech świata w jednym kruchym ciałku. Jedyne na świecie oczy. Zamiast nas widzi podobno barwne plamy. Podobno nie wie, że świat i on to dwie oddzielne sprawy. Nie martwi go to: język wysuwa i coś na kształt uśmiechu przechodzi przez pyzatą buzię. Posapuje. Magiczne zaklęcia krążą wokół jego głowy: pielucha, krem, odciągacz kataru, ciepło, cicho.

Dni toczą się błyskawicznie i z dnia na dzień nabiera sił, mocniej przebiera nóżkami, wchodząc w swój prywatny rytm.

Kolejny kosmos przygotowany do zapisania dobrze znanymi zdaniami. Miłością coraz większą z dnia na dzień.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, reportażysta, pisarz, ekolog. Przez wiele lat w „Tygodniku Powszechnym”, obecnie redaktor naczelny krakowskiego oddziału „Gazety Wyborczej”. Laureat Nagrody im. Kapuścińskiego...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]