Kapelmistrz i kapłan

„Żyjąca legenda” – powtarzane przez międzynarodową krytykę określenie właściwie brzmi banalnie, jeśli mowa o 92-letnim mistrzu, którego kariera trwa nieprzerwanie od 70 lat.
Czyta się kilka minut

A jednak trafia w sedno, gdyż Stanisław Skrowaczewski jest dziś nie tylko najstarszym spośród wybitnych dyrygentów – jest także łącznikiem z epoką wielkich kapelmistrzów. Epoką, w której wizyta w filharmonii miała być spotkaniem z absolutem, a dyrygent – kapłanem. Na koncertach, które wciąż szczęśliwie prowadzi, możemy jeszcze raz wejść w ten czas – gdy właściwym celem uprawiania muzyki było autentyczne przeżycie. Wywiedzione z dogłębnej refleksji, realizowane poprzez spójną konstrukcję, jednak – mówiąc dawnym językiem – skupione raczej na wzlotach ducha niż doskonałości techniki.

W ostatnich dniach dyrygent wystąpił dwukrotnie: we Wrocławiu (NFM, 1 kwietnia) i w Katowicach (NOSPR, 8 kwietnia) zaprezentował monumentalne symfonie Antona Brucknera, w wykonaniu których jest powszechnie uznanym mistrzem. Z wrocławską orkiestrą Narodowego Forum Muzyki przedstawił VII Symfonię – ukazując jej budowę, podkreślając tematy i plany, wydobywając wielką śpiewność i namiętność ze smyczków oraz – mimo wszystko – instrumentów dętych. Niecodzienne w Brucknerze były rysunek i gracja melodycznych fraz, które, wraz z dużą ilością szczegółów (zakomponowanych w całości), stanowią od lat specyfikę sławnych interpretacji Skrowaczewskiego.

Nagrania pokazują, że cechy te były właściwe dla sztuki dyrygenta przez całe życie: płynące ze znajomości partytury zrozumienie konstrukcji i składających się na nią detali, wyraźna, ale nie przesadna dynamika, specjalna jakość brzmienia, eksponująca ciepło smyczków i potrafiąca kontrastować z nim pewną drapieżność blachy, umiejętność orkiestrowego śpiewania i – co w muzyce Brucknera słychać szczególnie – snucia długich, ale bogato ukształtowanych fraz. A w efekcie tego wszystkiego – budowanie napięcia i skupienia.

Urodzony w 1923 r. we Lwowie Skrowaczewski początkowo kształcił się jako obiecujący pianista. Ta droga jednak zamknęła się przed młodym artystą, gdy w trakcie niemieckich bombardowań doznał poważnej kontuzji dłoni. Podkreśla, że był to palec Boży, gdyż już wtedy bardziej pociągało go bogactwo orkiestry i wielki repertuar symfoniczny. Po wojnie podjął studia w Krakowie, zostając asystentem Waleriana Bierdiajewa, ucząc się jednocześnie kompozycji u Romana Palestra. Od 1946 r. był dyrygentem kolejnych orkiestr w Polsce: najpierw II dyrygentem Filharmonii Wrocławskiej (w której obok przesiedlonych Polaków grali jeszcze muzycy niemieccy), następnie Filharmonii Śląskiej w Katowicach i Filharmonii Krakowskiej, a wreszcie, w latach 1956-59, Filharmonii Narodowej. Spędził dwa lata w Paryżu (dzięki attaché kulturalnemu ambasady francuskiej w Warszawie otrzymawszy trzytygodniowe skromne stypendium), gdzie m.in. studiował u Nadii Boulanger.

Kolejnym wyjazdem zagranicznym (odpowiednie służby dbały, by po pobycie we Francji nigdzie więcej prędko nie wyjechał) był międzynarodowy konkurs dyrygencki w Rzymie w 1956 r. – który wygrał (decydujący głos należeć miał do zaproszonego do jury Artura Rodzińskiego).

Po tym sukcesie napływa szereg zaproszeń, jednak najważniejsze wiąże się z wizytą w Polsce sławnej Cleveland Orchestra z jej dyrektorem George’em Szellem. Szell, twórca orkiestry uważanej wówczas za najlepszą na świecie, zaprasza młodego Polaka na koncert do Cleveland.

Po czym sypią się następne propozycje z największych orkiestr amerykańskich, aż do prędkiego spełnienia marzeń każdego dyrygenta: stanowiska dyrektora wybitnej orkiestry.

Dla Skrowaczewskiego domem miało stać się Minneapolis. Zespół, choć poza Wielką Piątką orkiestr amerykańskich (Nowy Jork, Boston, Cleveland, Chicago, Filadelfia), ale i tak światowej klasy, kierowany dotąd przez sławnych szefów (przejmowanych następnie przez ową Piątkę): Ormandy’ego, Mitropoulosa, a bezpośrednio przed Skrowaczewskim – Antala Doratiego. Lwowianin miał pozostać dyrektorem znakomitej orkiestry przez 19 lat, do 1979 r.

Później jeszcze kierował sławną, najstarszą orkiestrą brytyjską, The Hallé Orchestra. Wiedzie jednak przede wszystkim żywot dyrygenta gościnnego. Najczęściej występuje w Niemczech, Anglii i Japonii. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 16/2016