Język władzy

"To nie był tydzień dialogu. Ciągle ktoś komuś nakazywał, żeby się zamknął" - napisał w "Gazecie Wyborczej" (z 5/6 listopada) Seweryn Blumsztajn, przywołując jako przykłady swego rozpoznania wyrzucenie z PiS-u Zbigniewa Ziobry i jego zwolenników, zakaz wypowiedzi w mediach wydany ks. Adamowi Bonieckiemu przez jego zwierzchnika ze Zgromadzenia Księży Marianów oraz sposób, w jaki premier Grecji jest ostatnio traktowany przez Angelę Merkel i Nicolasa Sarkozy’ego.
Czyta się kilka minut

Blumsztajn ma rację, a jego ironiczną tezę można powtórzyć w wersji wzmocnionej: nie od kilkunastu dni, lecz od kilku lat idea dialogu, którą interpretowano filozoficznie, teologicznie i politycznie, przeżywa głęboki kryzys. Albo inaczej: brak umiejętności dialogowania staje się powszechny, a ludzie dialogu znikają z przestrzeni życia publicznego.

Skądinąd: podane przez Blumsztajna przykłady mogłyby się stać podstawą rozważań nie tyle o braku postawy dialogicznej, ile o swoistym kryzysie władzy i jej języka. Ten kryzys w każdym z przykładów przybiera inną postać.

Merkel i Sarkozy mówią do premiera Papandreu językiem, w którym nadmiar władzy miesza się z chęcią pomocy (uzasadnioną nie tyle sympatią czy współczuciem, ile pragnieniem zapobieżenia kryzysowi, który mógłby dotknąć całą Unię Europejską). Dla zwolenników jedności Europy język Niemiec i Francji jest racjonalnie uzasadniony; dla Greków - jest to język upokorzenia, jakim pan przemawia do niewolnika. Co do Kaczyńskiego i Ziobry: obaj wpadli w pułapkę bez wyjścia, będącą konsekwencją władzy osłabionej bądź nie dość mocnej. Kaczyński musiał usunąć Ziobrę, by dowieść, że jest w stanie pokonać przeciwnika; Ziobro musiał się zbuntować, by pokazać, ze jest gotów do walki o władzę.

W starciu przywódców Francji i Niemiec z premierem Grecji łatwiej mi zrozumieć język strony silniejszej. W konflikcie prezesa Prawa i Sprawiedliwości ze Zbigniewem Ziobrą nieracjonalne (choć nieuniknione) wydają mi się postawy obu stron. Przy tym: obie sprawy dzieją się dostatecznie daleko i wysoko, by móc myśleć o nich ze sporym dystansem. Trochę inaczej jest z zakazem, którym objęty został ks. Adam Boniecki.

Ks. Paweł Naumowicz jest zwierzchnikiem polskich marianów, ma zatem prawo zwracać się do nich w języku władzy; z tego prawa właśnie skorzystał; w przestrzeni publicznej jest osobą słabo znaną. Ks. Adam Boniecki jest podwładnym ks. Naumowicza w zgromadzeniu marianów, ale też: jest od dawna jednym z najbardziej znanych polskich duchownych. Zatem: ks. Naumowicz postawił instytucjonalną władzę przeciw autorytetowi i mądrości ks. Bonieckiego. Nie sądzę, by mogło z tego wyniknąć coś dobrego dla Zgromadzenia Księży Marianów (i dla polskiego Kościoła w ogólności).

Jan Turnau napisał (w "Gazecie Wyborczej" z 4 listopada), iż wstydzi się za swój Kościół, za to, że w tym Kościele możliwa była taka decyzja. Ja także się wstydzę. Przede wszystkim jednak myślę, że ks. Naumowicz podjął decyzję nieroztropną i małoduszną. I to bez względu na to, jak ją motywował - wobec innych i wobec samego siebie.

Trudno być zwierzchnikiem kogoś starszego, mądrzejszego, obdarzonego autorytetem; pokusa sięgnięcia po język władzy jest w takim wypadku niesłychanie mocna. Szkoda, że ks. Naumowicz jej uległ. Jeszcze jest czas na zrozumienie błędu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2011