Reklama

Jean Baisnée

Jean Baisnée

06.12.2021
Czyta się kilka minut
Przyjeżdżały konwoje z pomocą humanitarną, a z nimi Simone Signoret, Michel Foucault, Bernard Kouchner, André Glucksmann. Kwiat inteligencji francuskiej.
Od lewej: Elżbieta Jogałła, pośrodku żona Jeana – Paule, po prawej Jean Baisnée. Uroczystość przyznania Orderu Odrodzenia Polski Jeanowi Baisnée, Paryż 2014 r. Archiwum Elżbiety Jogałły
P

Pracowałam wtedy w Instytucie Francuskim w Krakowie, byłam asystentką, prawą ręką dyrektora. Jean Baisnée przyjechał w listopadzie 1981, tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego. Nowy dyrektor od samego początku chciał pomagać Polakom. Zaczęło się od tego, że w Instytucie recital dawał francuski wirtuoz gitary, a w tym czasie na Uniwersytecie Jagiellońskim trwał strajk. Dyrektor miał zaprzyjaźnionych studentów romanistyki i zabrał gościa do Collegium Novum. Francuski muzyk całą noc grał i śpiewał dla strajkujących. Gdy Jean Baisnée opuścił budynek uniwersytetu, okazało się, że w jego samochodzie powybijano szyby i uszkodzono hamulce...

Po 13 grudnia nie krył się z tym, że angażuje się w pomoc represjonowanym. Sam długo nie miał statusu dyplomatycznego, nie był chroniony. Jego żona była w zaawansowanej ciąży. Znając warunki w polskich szpitalach, a dodatkowo problemy komunikacyjne związane z brakiem połączeń telefonicznych, radziłam jej, aby może urodziła we Francji lub Niemczech. Odpowiedziała: „Kobiety polskie tutaj rodzą, nie widzę powodów, dla których i ja nie miałabym urodzić w Polsce”. Marianne urodziła się w Krakowie 18 stycznia 1982 roku.

Wraz z wprowadzeniem stanu wojennego Instytut został zamknięty. Dyrektor ze studentami romanistyki zaczął codzienne próby teatralne. Nieustannie pośredniczył między Francją i Polską; przekazywał informacje, pieniądze potrzebującym, pod pseudonimem pisał reportaże do francuskiej prasy. Gdy już Instytut można było ponownie otworzyć, sprowadzał do Krakowa francuskich dziennikarzy. Przyjeżdżały konwoje z pomocą humanitarną. Wielkie tiry, a w nich siedzieli m.in. Jacques Lebas, Simone Signoret, Michel Foucault, Bernard Kouchner, André Glucksmann. Kwiat inteligencji francuskiej. Przyjeżdżali, aby okazać nam solidarność; dostarczyć leki, paczki z darami, czegoś się dowiedzieć, porozmawiać.

Raz taką olbrzymią ciężarówkę z lekami pilotowałam do Nowej Huty, do apteki prowadzonej przez żonę prof. Jana Błońskiego, Teresę. Siedzę w szoferce obok francuskiego kierowcy; tu trzeba dodać, że na co dzień jeździłam maluchem. Żadne z nas nie dostrzegło znaku ograniczającego wysokość przejazdu i zaklinowaliśmy się pod wiaduktem na Lubicz. Kierowcy wysiadali z samochodów, tramwaje się zatrzymały. Wszyscy pomagali się nam wycofać, a gdy zobaczyli, że to tir z pomocą z Francji, zaczęli bić brawo.

Francuzi przyjeżdżali z wykładami do Instytutu, zainteresowanie było takie, że ludzie siedzieli na podłodze, bo brakowało wolnych krzeseł. Pamiętam spotkanie w Pałacu Lubomirskich – ówczesnej siedzibie Instytutu – podczas którego Bernard Kouchner opowiadał o szpitalach polowych w górach w Afganistanie, założonych przez Médecins du Monde, by pomóc rannym w konflikcie rosyjsko-afgańskim. Ktoś z publiczności spytał, czy nie boją się publicznie o tym mówić i pokazywać slajdy, ktoś może lokalizację tych szpitali namierzyć. Kouchner odpowiedział: „Myśli pan, że to takie łatwe? To są góry, ale życzę szczęścia, proszę szukać”.

Instytut był również miejscem schronienia i występów dla artystów z Piwnicy pod Baranami. W tych ciemnych i smutnych latach 80. Jean Baisnée sprowadzał najnowsze francuskie filmy, prasę francuską, dzięki czemu nie byliśmy już tak odcięci od reszty świata. Dzięki niemu Instytut stał się oazą wolności...

Jean Baisnée zmarł wiosną tego roku. Na szczęście zdążyliśmy mu za pomoc i służbę Polakom podziękować – 6 maja 2014 roku z rąk ambasadora RP w Ambasadzie Polskiej w Paryżu odebrał Order Odrodzenia Polski „Polonia Restituta”. Widziałam, że był szczęśliwy. Jego działalność w Krakowie nie była na pokaz, wypływała z potrzeby i prawości serca. Do końca życia bardzo interesował się sprawami Polski, zachował tu wielu przyjaciół.©

ELŻBIETA JOGAŁŁA – tłumaczka literatury francuskiej i włoskiej, w latach 1970-90 pracowała w Instytucie Francuskim w Krakowie, później w dyplomacji RP. Córka Anny i Jerzego Turowiczów.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]