Jakby istniała w zły sposób | Felieton Zuzanny Radzik

Spotkały się we mnie dwa teksty. To nic specjalnego w sumie, że przekroczyły ocean oraz 142 lata, które je dzielą, i jednocześnie zabrały się za mnie. Rozpięły się między Idaho i Warszawą, XIX i XXI wiekiem, i zadają pytania.
Czyta się kilka minut
Zuzanna Radzik / FOT. GRAŻYNA MAKARA /
Zuzanna Radzik / FOT. GRAŻYNA MAKARA /

Z jednej strony Narcyza Żmichowska, pisząca zadziorne słowo przedwstępne do dzieł dydaktycznych Klementyny z Tańskich Hoffmanowej w 1876 r. Z drugiej Tara Westover, która w 2018 r. opowiada, jak mimo dorastania w fundamentalistycznej mormońskiej rodzinie wykształciła się na najlepszych uniwersytetach. Skrzyżowanie, na którym się spotkały, można by nazwać na cześć edukacji dziewczynek, dziewcząt i kobiet, oraz ich decydowania o sobie.

Bardziej wciąga mnie swoim pisaniem Narcyza, choć to Tara napisała bestseller z listy „New York Timesa”. Najbardziej może dlatego, że choć odległe jest to, co pisze, i nie z tej epoki zdecydowanie, to wciąż drepczemy jakoś wokół podobnych zagadnień. Narcyza Żmichowska zauważa, że w rzędzie cnót, które Hoffmanowa proponuje kształcić u dziewcząt, „przeważne miejsce zajmują te, które mężczyzn uszczęśliwić mogą”. Gorzej jednak, że czasy się zmieniają szybko i dziewczyny kształcone według jej zaleceń napotykają na nowe okoliczności: brak mężczyzn, u których boku można stać ze zdobytym właściwym kobietom wykształceniem. „W powszechnym tłumie dorosłej młodzieży żaden nie stwierdza dogmatu pani Hoffmanowej o mężczyźnie, któremu »Wszechmocny ogół życia powierzył«; wszyscy oni głęboko jednak w niego wierzyli i równej też wiary od kobiet żądali”.

Wyborny jest ten spór i wcale nie trąci myszką. Niestety. Bo ile kobiet podpisuje się pod systemowym upupianiem innych kobiet w ramach kobiecego geniuszu czy innych zamkniętych ról? Co ci wolno, czego nie. Jak wypada się ubrać, zachowywać, żyć albo być. Tymczasem Tara Westover zastanawia się prawie 150 lat później, co jej to robiło, gdy ojciec lub brat mówili, że wygląda lub zachowuje się jak dziwka: „Jakbym istniała w zły sposób”. Idźcie do katolickiej księgarni i obejrzyjcie stojącą tam literaturę o kobiecości i małżeństwie. Według niej też da się istnieć w zły sposób, zwłaszcza gdy jest się kobietą i nie chce się „zająć swojego miejsca”. Zresztą w świeckim kontekście, poza religiami, w społeczeństwie i kulturze, też są wciąż miejsca, w które kobiety się wtłacza.

Z odległości 142 lat od czasów Żmichowskiej trudno zrozumieć, czym to dla nich właściwie było – edukować się z braku edukacji, posiąść wiedzę o świecie w świecie, gdzie twoja płeć nie ma do niej prawa i potrzeby. Bo gdzie ją wykorzystać? I jaką cenę obcości się za to płaci? Kiedy stoję bezradna przed zrozumieniem tego, jak to się czuło i jak się tym żyło, pomaga Tara. Przechodzi podobną drogę, tylko sama, bo to ona wprost z rodzinnego gospodarstwa dostaje się do college’u. Co nie znaczy, że wiele umie. Nie chodziła do podstawówki ani liceum. W podaniu, które pomógł jej napisać brat, skłamała, że edukowano ją w domu wedle rygorystycznego programu. Jej dom jest miejscem wrogim wobec państwa, niewierzącym we współczesną medycynę, przygotowującym broń, zapasy benzyny i jedzenia na nadchodzący koniec świata. To dopiero w college’u odkrywa, że Europa to nie państwo, a jej pytanie o znaczenie słowa „Holokaust” zostaje wzięte za niesmaczny żart, podczas gdy ona naprawdę nie wie. Na zajęcia z biologii zapisuje się, nie mając pojęcia, co to takiego. Ale jest pilna i zdeterminowana, bo jeśli straci stypendium, wróci do ciężkiej, fizycznej pracy, którą wykonywała od dziecka. A tego już nie chce. Zapisując się na kursy, pomija te bardziej praktyczne, np. muzykę, która mogłaby pozwolić jej prowadzić potem kościelny chór. Czytając nazwy zajęć, które wybiera – np. o polityce międzynarodowej – ma wrażenie obcowania z czymś nieskończonym i chce tego zasmakować. Pod koniec semestru świat wydaje się większy, a ona czuje, że nie ma już dla niej powrotu do kuchni.

Gdy zbliżając się do dyplomu Tara pyta kolegę z mormońskiego college’u, co by zrobił, gdyby był kobietą, ale czuł pragnienie dalszych studiów, ten bez wahania odpowiada: „Wiedziałbym, że coś jest ze mną nie tak”. Świat Żmichowskiej polemizującej z Hoffmanową na temat kształcenia dziewcząt to zatem wciąż nasz świat. Może nie twój czy mój, ale istniejący.

Czy jest zresztą tak bardzo odległy, skoro to nie w Idaho, ale z ust polskiego ministra słyszymy o cnotach niewieścich, które kształtować powinna nasza szkoła? Oczywiście, przy równoczesnym zamknięciu drzwi dla edukatorów seksualnych i równościowych. Czy gdy to się kiedyś skończy, to za jedną z koniecznych kompetencji przyszłości uznamy rozbrajanie genderowych mitów? ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 9/2022