Reklama

Jak się zlustrowałem...

Jak się zlustrowałem...

10.05.2007
Czyta się kilka minut
Wiele osób ma problemy z tym, czy i jak wypełniać kwestionariusze lustracyjne, dlatego chcę się podzielić z czytelnikami "Tygodnika" informacją, jak wypełniłem ten obowiązek. Ponieważ w czasie objętym lustracją, to jest od 1944 r., byłem (i nadal jestem) zaangażowany w pracę społeczną, polityczną, religijną i naukową, byłem wielokrotnie przesłuchiwany. Jeśli napisałbym w formularzu lustracyjnym, że nie byłem współpracownikiem, mógłby się znaleźć w jednej z moich teczek jakiś meldunek chwalący się uzyskaniem ode mnie ważnych informacji, przez co uznano by mnie za kłamcę lustracyjnego. Jeśli napisałbym, że byłem współpracownikiem, sam obrażałbym siebie, a poza tym to byłoby kłamstwo. Podpisałem więc część drugą formularza z informacją, że byłem współpracownikiem, skreślając tylko "tajnym", bo o przesłuchaniach, inwigilacjach zawsze opowiadałem wśród znajomych. Ponadto dołączyłem do formularza wyszczególnienie moich kontaktów zatytułowane: "Rozpisanie części B", którego treść jest następująca.
O

Okupacja hitlerowska. W areszcie, podczas śledztwa gestapo (listopad 1944 - styczeń 1945), byłem wielokrotnie przesłuchiwany; zadawano mi pytania, na które odpowiadałem. Zeznania, według opinii moich przełożonych, nie przyniosły szkody ani organizacji, ani poszczególnym jej członkom, ani mojej rodzinie, co w razie wątpliwości może stwierdzić sąd na podstawie moich teczek. Ponieważ jednak sam fakt kontaktów uchodzi dziś za obciążający, wyznaję, że w czasie śledztwa udzielałem odpowiedzi na pytania świadom tego, że pytający są gestapowcami.

PRL. Przyjaźniłem się z Krzysztofem Wolickim od czasów studenckich aż do jego śmierci, świadom, że był on oficerem SB. W latach 60. przy wyjazdach zagranicznych świadomie podpisywałem zobowiązanie, że nie będę szkodził Polsce i w razie prób zwerbowania mnie do obcego wywiadu złożę o tym meldunek SB. Gdy byłem przewodniczącym Krakowskiego Lokalnego Komitetu Organizacyjnego Nadzwyczajnego Kongresu Międzynarodowej Unii Astronomicznej, odwiedzał mnie codziennie w moim gabinecie pracownik służb bezpieczeństwa (przedstawiał się jako Stodoła, Kuźnia, czy jakimś innym nazwiskiem - zapomniałem, ale to zapewne i tak był tylko pseudonim), zadając mi pytania o przebieg kongresu, na które odpowiadałem. Przed stanem wojennym i w jego początkach w moim gabinecie w Obserwatorium Astronomicznym odwiedzał mnie systematycznie przedstawiciel władz bezpieczeństwa (przedstawił mi się przy pierwszej wizycie, ale nazwiska nie zapamiętałem), zadając pytania zarówno o stosunki w Obserwatorium, jak o moją pracę kapłańską, na które odpowiadałem. Zeznania, według opinii moich kolegów, nie przyniosły szkody ani organizacji, ani poszczególnym jej członkom, co w razie wątpliwości może stwierdzić sąd na podstawie moich teczek. Ponieważ jednak sam fakt kontaktów uchodzi dziś za obciążający, wyznaję, że w czasie tych rozmów udzielałem odpowiedzi na pytania, świadom tego, że pytający są esbekami.

III RP. Inwigilowany nie byłem.

IV RP. Niniejszy dokument jest pierwszym moim oświadczeniem, jakie składam śledczym władzom politycznym.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]