Jak się zlustrowałem...

Wiele osób ma problemy z tym, czy i jak wypełniać kwestionariusze lustracyjne, dlatego chcę się podzielić z czytelnikami "Tygodnika" informacją, jak wypełniłem ten obowiązek. Ponieważ w czasie objętym lustracją, to jest od 1944 r., byłem (i nadal jestem) zaangażowany w pracę społeczną, polityczną, religijną i naukową, byłem wielokrotnie przesłuchiwany. Jeśli napisałbym w formularzu lustracyjnym, że nie byłem współpracownikiem, mógłby się znaleźć w jednej z moich teczek jakiś meldunek chwalący się uzyskaniem ode mnie ważnych informacji, przez co uznano by mnie za kłamcę lustracyjnego. Jeśli napisałbym, że byłem współpracownikiem, sam obrażałbym siebie, a poza tym to byłoby kłamstwo. Podpisałem więc część drugą formularza z informacją, że byłem współpracownikiem, skreślając tylko "tajnym", bo o przesłuchaniach, inwigilacjach zawsze opowiadałem wśród znajomych. Ponadto dołączyłem do formularza wyszczególnienie moich kontaktów zatytułowane: "Rozpisanie części B", którego treść jest następująca.
Czyta się kilka minut

Okupacja hitlerowska. W areszcie, podczas śledztwa gestapo (listopad 1944 - styczeń 1945), byłem wielokrotnie przesłuchiwany; zadawano mi pytania, na które odpowiadałem. Zeznania, według opinii moich przełożonych, nie przyniosły szkody ani organizacji, ani poszczególnym jej członkom, ani mojej rodzinie, co w razie wątpliwości może stwierdzić sąd na podstawie moich teczek. Ponieważ jednak sam fakt kontaktów uchodzi dziś za obciążający, wyznaję, że w czasie śledztwa udzielałem odpowiedzi na pytania świadom tego, że pytający są gestapowcami.

PRL. Przyjaźniłem się z Krzysztofem Wolickim od czasów studenckich aż do jego śmierci, świadom, że był on oficerem SB. W latach 60. przy wyjazdach zagranicznych świadomie podpisywałem zobowiązanie, że nie będę szkodził Polsce i w razie prób zwerbowania mnie do obcego wywiadu złożę o tym meldunek SB. Gdy byłem przewodniczącym Krakowskiego Lokalnego Komitetu Organizacyjnego Nadzwyczajnego Kongresu Międzynarodowej Unii Astronomicznej, odwiedzał mnie codziennie w moim gabinecie pracownik służb bezpieczeństwa (przedstawiał się jako Stodoła, Kuźnia, czy jakimś innym nazwiskiem - zapomniałem, ale to zapewne i tak był tylko pseudonim), zadając mi pytania o przebieg kongresu, na które odpowiadałem. Przed stanem wojennym i w jego początkach w moim gabinecie w Obserwatorium Astronomicznym odwiedzał mnie systematycznie przedstawiciel władz bezpieczeństwa (przedstawił mi się przy pierwszej wizycie, ale nazwiska nie zapamiętałem), zadając pytania zarówno o stosunki w Obserwatorium, jak o moją pracę kapłańską, na które odpowiadałem. Zeznania, według opinii moich kolegów, nie przyniosły szkody ani organizacji, ani poszczególnym jej członkom, co w razie wątpliwości może stwierdzić sąd na podstawie moich teczek. Ponieważ jednak sam fakt kontaktów uchodzi dziś za obciążający, wyznaję, że w czasie tych rozmów udzielałem odpowiedzi na pytania, świadom tego, że pytający są esbekami.

III RP. Inwigilowany nie byłem.

IV RP. Niniejszy dokument jest pierwszym moim oświadczeniem, jakie składam śledczym władzom politycznym.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 19/2007