Jak powstrzymać naturę

W amerykańskim stanie Indiana trwają decydujące prawybory prezydenckie. Zwycięzców przewidzieć nietrudno. Walka o elektorat spodziewanych przegranych – Teda Cruza i Berniego Sandersa – dopiero się rozpoczyna.
Czyta się kilka minut
Ted Cruz przemawia w Indianapolis, 02.05.2016 r. / / Fot. Michael Conroy/AP/FOTOLINK/EASTNEWS
Ted Cruz przemawia w Indianapolis, 02.05.2016 r. / / Fot. Michael Conroy/AP/FOTOLINK/EASTNEWS

Mieszkańcy Indiany, w której krzyżują się najważniejsze amerykańskie autostrady, nazywają czasem swój stan „rozstajami Ameryki”. Dla polityków biorących udział w wyścigu do Białego Domu były to jednak dotąd peryferie. 

Powód? W kalendarzu stanowych prawyborów – których celem jest wyłonienie kandydatów na prezydenta obu największych partii – Indianę wpisano dość późno. Na początku maja zwykle jest już wiadomo, za kim stoją Republikanie, a za kim Demokraci.

Ale w tym roku jest inaczej. Jak do tej pory żaden z „kandydatów na kandydatów” nie zapewnił sobie wymaganej większości głosów partyjnych delegatów. To Indiana decyduje więc dziś o przyszłości amerykańskiej polityki.

Ostatnia szansa Cruza

Najbliżej zagwarantowania sobie nominacji Republikanów jest Donald Trump, milioner obiecujący Amerykanom m.in. twardą politykę imigracyjną i rewizję traktatów o wolnym handlu. Konkuruje z nim konserwatywny senator Ted Cruz, który w minionym tygodniu ogłosił sojusz z innym kandydatem, Johnem Kasichem – wymierzony właśnie przeciw Trumpowi. W obozie Demokratów rywalizują ze sobą: Hillary Clinton, b. sekretarz stanu USA, oraz senator Bernie Sanders – rzadki przypadek amerykańskiego socjalisty.

Kyle D. Kondik z Uniwersytetu Virginia, od lat analizujący kampanie wyborcze w USA, tłumaczy, że jeśli Cruz chce jeszcze liczyć na republikańską nominację, musi wygrać te prawybory. – Ale nawet gdyby Trump przegrał Indianę, będzie wciąż najbliżej zwycięstwa. Dopiero za miesiąc odbędzie się bowiem głosowanie w największym stanie – Kalifornii. Z kolei Clinton może być już pewna zwycięstwa u Demokratów. Ciąży jednak na niej podejrzenie złamania prawa [korzystania z prywatnego konta e-mail do korespondencji służbowej – red.]. Sanders pozostanie zatem kandydatem „zapasowym” – mówi Kondik.

Trump liczy, że jego zwycięstwo w Indianie przybliży go do otrzymania 1237 głosów partyjnych delegatów koniecznych do otrzymania nominacji. Dla zwolenników Cruza – i sporej części Partii Republikańskiej – Indiana jest ostatnią szansą na powstrzymanie zwycięskiego pochodu tego kontrowersyjnego polityka, który – jak wskazują sondaże – zraził do siebie wielu konserwatywnych wyborców. Start Trumpa w listopadowych wyborach prezydenckich może zmniejszyć szanse Republikanów na utrzymanie większości w Kongresie.

Indiana, inny stan

Licząca sześć i pół miliona mieszkańców Indiana jest jednak politycznie nieprzewidywalna. Choć znajduje się w pobliżu dużych miast i ośrodków przemysłowych (m.in. Chicago) oraz przoduje w krajowych rankingach produkcji, uważa się ją za stan tradycyjnie sprzyjający Republikanom. Spośród wszystkich stanów Środkowego Zachodu to właśnie mieszkańcy Indiany średnio zarabiają najmniej; Afroamerykanie stanowią tu zaledwie 10 proc. populacji; najwięcej jest też wyborców, którzy określają swoje poglądy jako konserwatywne. 

Jednym słowem: mieszka tu wielu zwolenników Donalda Trumpa.

– Dawno nie było kandydata z tak dużym elektoratem negatywnym. Mimo to, zwłaszcza w południowo-zachodniej, konserwatywnej części Indiany, może on liczyć na duże poparcie – mówi Benjamin L. Ginsberg, ekspert ds. prawa wyborczego i b. doradca podczas kampanii wyborczej George’a W. Busha. Mówiąc o Trumpie, używa on zwrotu „force of nature” („siła natury”). – To polityk – mówi Ginsberg – którym trudno sterować z zewnątrz.

– Sanders radzi sobie świetnie wśród młodych. Kłopot w tym, że wielu z nich, choć manifestuje poparcie, nie przychodzi na wybory – dodaje Abdul–Hakim Shabazz, dziennikarz i publicysta z Indianapolis. – Z kolei Cruz, dla którego są to prawybory ostatniej szansy, w ostatnich dniach kampanii praktycznie zamieszkał w naszym stanie. Ma tu świetnie pracujący sztab i wielu wolontariuszy, ale to Trump jest mistrzem wyborczych wieców.

Przyszłość przegranych

Podczas poniedziałkowego wiecu w centrum Indianapolis Bernie Sadners apelował do swoich zwolenników o stawiennictwo w punktach wyborczych. Kłopot w tym, że w Indianie na głosowanie nie można przyjść „z ulicy” – termin obowiązkowej rejestracji minął kilkanaście dni temu. Choć Sanders deklaruje, że nie wycofa się z wyścigu o prezydenturę, komentatorzy zastanawiają się już, na kogo w wyborach prezydenckich zagłosują jego zwolennicy. 

Odpowiedź „Hillary Clinton” nie jest oczywista. Zdaniem Shabazza, zwolennicy Sandersa mają bowiem sporo wspólnego z elektoratem Donalda Trumpa – podobnie jak oni rozczarowanym waszyngtońskim establishmentem.

– Obaj kandydaci, choć starają się o nominację w dwóch różnych partiach, liczą na poparcie tzw. niezadowolonych. Powtarzają im, że za trudną sytuację gospodarczą odpowiadają „inni” – mogą to być finansiści, wielkie korporacje, a nawet… intelektualiści. – tłumaczy Shabazz. – Prosty przykład: w Indianie mieszka stosunkowo niewielu ludzi z kwalifikacjami do pracy w przemyśle wysokich technologii. Ale zamiast apelować do wyborców: „podnoście swoje kwalifikacje”, zarówno Trump, jak i Sanders wolą ich pocieszać: „to nie wasza, to ich wina”.

Niektórzy komentatorzy przewidują zatem, że podczas jesiennych wyborów prezydenckich może dojść do niezwykłej „wymiany elektoratu”: część obawiających się retoryki Trumpa konserwatystów zagłosuje na Hillary Clinton; z kolei niektórzy „niezadowoleni” od Berniego Sandersa przeniosą swoje głosy na kandydata Republikanów.

Prawybory w ostatnich pięciu stanach zaplanowano na 7 czerwca. W lipcu w Cleveland i Filadelfii odbędą się krajowe konwencje, odpowiednio, Republikanów i Demokratów, podczas których kandydaci do wyścigu do Białego Domu zostaną zostaną ogłoszeni oficjalnie.

Marcin Żyła z Indianapolis (USA)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”