Reklama

Izrael: i znów chodzi o Bibiego

Izrael: i znów chodzi o Bibiego

z Tel Awiwu
29.03.2021
Czyta się kilka minut
Długo nie było jasności, jak po ostatnich wyborach będzie wyglądał nowy izraelski rząd. Mimo że partia Likud premiera Beniamina Netanjahu otrzymała największą liczbę mandatów, nie oznacza to, że zwyciężyła.
Benjamin Netanjahu podczas wyborów parlamentarnych, Jerozolima, 23 marca 2021 r. / Fot. Marc Israel Sellem/Xinhua News/East News
W

W wyścigu o Kneset wygrywa bowiem to ugrupowanie lub blok, który zdobywa większość, czyli co najmniej 61 mandatów. Blok premiera Netanjahu, w którym obok Likudu znalazły się partie ortodoksyjne i prawicowe, otrzymał zaledwie 52 mandaty.

Do zwycięstwa więc daleko – a przecież w ciągu ostatniego roku premier zrobił w swoim mniemaniu wszystko, by je zapewnić. Doprowadził do normalizacji relacji z kilkoma krajami arabskimi, zbliżył się do arabskich wyborców i zyskał sympatię ich części. I największy chyba sukces: zorganizował narodowi szczepionki przeciw COVID-19, pod jego okiem przeprowadzono świetną kampanię szczepień, wreszcie – osiągnięto cel: zbiorową odporność w pandemii. W wyborczym sukcesie miały mu też pomóc tarapaty centrolewicy i kompletna porażka jego największego rywala z czasów trzech poprzednich wyborów – Beniego Ganca z Niebiesko-Białych (w obecnych wyborach otrzymał on ledwie 8 mandatów).

Nieco bliżej zwycięstwa – z 57 mandatami – jest blok partii opozycyjnych wobec premiera. Jednak ich światopoglądowa rozbieżność (prawica, lewica, partie arabskie) raczej nie wskazuje na to, by miały potencjał utworzenia silnego rządu. Języczkiem u wagi pozostają dwie partie, które nie poparły dotąd żadnego z obozów: to Jamina z Naftalim Bennettem na czele oraz największe zaskoczenie tych wyborów – islamistyczny Raam na czele z Mansourem Abbasem, dentystą z druzyjskiego miasta na północy Izraela, który w ostatnich latach zrobił karierę w polityce.

Netanjahu zrobi wszystko, by utrzymać się przy władzy. Jedynie większość przychylnych partii w Knesecie pozwoli mu uchwalić prawo gwarantujące immunitet, a to dla niego kluczowe: już na początku kwietnia wróci do sądu w związku z toczącym się wobec niego głośnym procesem korupcyjnym. Dziennikarze przebąkują o piątych w ciągu trzech lat wyborach, które mogłyby się odbyć jesienią. Izraelczycy mają dość – w końcu po raz kolejny chodzi tylko o jedno: o „być czy nie być” Bibiego. ©

Autor artykułu

Dziennikarka, korespondentka Tygodnika Powszechnego z Izraela. Interesuje się dialogiem polsko- i chrześcijańsko-żydowskim, historią Żydów aszkenazyjskich i współczesnymi obliczami Izraela...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]