Izrael: generał brygady robi kulturę

„Artyści to obłudne sztywniaki”, obwieściła nowa izraelska minister kultury i sportu. To tylko mała próbka jej możliwości.

05.07.2015

Czyta się kilka minut

Minister Miri Regev na targu w Netanii na północ od Tel Awiwu, luty 2015 r.  / Fot. Amir Cohen / REUTERS / FORUM
Minister Miri Regev na targu w Netanii na północ od Tel Awiwu, luty 2015 r. / Fot. Amir Cohen / REUTERS / FORUM

To prawdziwe kuriozum w – i tak pełnym niespodzianek – nowym rządzie premiera Benjamina Netanjahu: oto na stanowisku ministra kultury i sportu zasiadła w maju Miri Regev, polityk, której zarzuca się nie tyle niekompetencję, co niezwykłą wprost nieprzystawalność do swojej pozycji. To skandalistka numer jeden rządzącej partii Likud, znana z agresywnych, rasistowskich, wręcz wulgarnych wypowiedzi, związana dotąd głównie ze środowiskiem wojskowym. Nic dziwnego, że jej pojawienie się spowodowało w środowisku artystycznym popłoch – a i wojenne porównania szybko okazały się tu adekwatne.

Izraelscy komentatorzy nie mają wątpliwości: w Izraelu toczy się właśnie „kulturalna wojna” – w dodatku z góry wygrana przez nową minister. W ostatnich tygodniach minister kultury zdążyła poobrażać sporą część kulturalnego świata – a w każdym razie tę, która nie podziela jej światopoglądu. „To ja decyduję, które instytucje powinny dostać pieniądze” – zapowiedziała. Wyjaśniła, że na dofinansowanie nie mogą liczyć projekty, które krytykują działania izraelskiej armii lub „delegitymizują” państwo Izrael. Tym samym zdradziła swoją głęboką niechęć do samego świata kultury, który z natury jest przekorny. W Izraelu ten świat ma w końcu twarz białego, aszkenazyjskiego Żyda, zadufanego w sobie lewicowca z wyższym wykształceniem, mieszkańca Tel Awiwu. W ostatnich tygodniach to on stał się głównym przeciwnikiem nowej minister.

W wywiadzie dla programu drugiego izraelskiej telewizji publicznej Miri Regev nazwała artystów „sztywniakami, obłudnymi i niewdzięcznymi”, spektakularnie się przy tym przejęzyczając i używając sformułowania, które nie istnieje w języku hebrajskim. Dodała, że wolałaby już otrzymać stanowisko ministra polityki społecznej, bo tam przynajmniej mogłaby się spotkać z wdzięcznością za swoją pracę. Zauważyła też, że jej jasne stanowisko jest korzystne dla obu stron: „Artyści, którzy właśnie piszą scenariusze i pracują nad sztukami, wiedzą z wyprzedzeniem, które z projektów otrzymają państwowe dofinansowanie, a które nie”. W maju tego roku, krótko po objęciu teki, zapowiedziała: „jeśli trzeba będzie sięgnąć po cenzurę, zrobię to”.

Groźby z urzędu

I zrobiła. W czerwcu zagroziła, że cofnie finansowanie dziecięcego żydowsko-arabskiego teatru Elmina w Jaffie, po tym, jak współzałożyciel teatru i aktor, izraelski Arab Norman Issa zapowiedział, że nie wystąpi w żydowskim osiedlu na Zachodnim Brzegu. Podobna groźba padła na inny teatr, Al-Midan z Hajfy, gdy wystawił sztukę opartą na listach Palestyńczyka więzionego za zabójstwo izraelskiego żołnierza. W tym samym czasie międzynarodowy festiwal filmowy w Jerozolimie pod wpływem gróźb minister zadecydował o odwołaniu pokazu filmu o życiu Yigala Amira, ultraprawicowego zabójcy premiera Yitzhaka Rabina. Miri Regev postanowiła też zakończyć finansowanie spektaklu tanecznego „Archiwum” autorstwa choreografa Arkadiego Zaidesa. W spektaklu pojawiały się bowiem fragmenty nagrań zrealizowanych przez organizację praw człowieka B’Tselem, według rządu – ultralewicową i antyizraelską.

Na tak jawne akty cenzury środowisko artystyczne zareagowało paniką. „Presja, którą się na mnie wywiera, jest prawie jak szantaż. Proszę, nie zmuszajcie mnie do działania niezgodnego z moim sumieniem. Wciąż wierzę w to państwo, jego prawo i możliwości, jakie daje swoim obywatelom, by wyrażali siebie i działali zgodnie z własnym sumieniem” – napisał na Facebooku aktor i współzałożyciel teatru Elmina Norman Issa. Aktor i reżyser Oded Kotler podczas jednego z wystąpień w minionym tygodniu wyraził niepokój „antydemokratycznymi” działaniami nowego rządu i nazwał elektorat Likudu „bydłem”, budząc tym samym protesty i prawej, i lewej strony społeczeństwa. Izraelscy komentatorzy podkreślają, że taki rozwój wypadków można było przewidzieć. Miri Regev jako członkini Likudu znana była bowiem z niekulturalnych i skandalizujących wypowiedzi. Jak choćby tej z 2012 r., kiedy w wywiadzie telewizyjnym powiedziała, że „jest zadowolona z bycia faszystką”. W tym samym roku nazwała afrykańskich uchodźców koczujących w południowym Tel Awiwie „rakiem na ciele narodu”.

Wojskowa przeszłość

Cenzorskie zapędy Miri Regev nie biorą się znikąd, podobnie jak koszarowy język, którym się posługuje.

Doświadczenie zawodowe Regev przez 25 lat zdobywała w izraelskiej armii. Trafiła tam w 1983 r. w ramach obowiązkowej służby wojskowej. Szybko awansowała, zdobywając coraz wyższe stopnie. Od 2004 r. jako szefowa oddziału wojskowej cenzury dbała o wizerunek armii i informacje podawane do wiadomości w izraelskiej prasie. W 2005 r. otrzymała nominację na stanowisko rzeczniczki prasowej Sił Obronnych Izraela.

Oficerowie, którzy pamiętają ją z tego okresu, mówią mediom, że Regev zamieniła biuro rzecznika prasowego w dobrze zorganizowaną agencję PR. Dbała o doskonały wizerunek izraelskiej armii, a żołnierzy promowała jako narodowych herosów. Wkrótce przylgnęło do niej określenie – „Miri Regev Productions”. Cieszyła się też wówczas ogromnym uznaniem ze strony dziennikarzy – słynęła z otwartości i podejścia pełnego szacunku. Rozumiała ich potrzeby, a oni pisali niemal pod jej dyktando, gdy zabierała ich na miejsca walk, by podejrzeli żołnierzy w akcji. Armię opuszczała w 2008 r., z trzecim najwyższym stopniem w izraelskim wojsku: generała brygady. W Siłach Obronnych Izraela osiągnęła coś, co udało się dotąd niewielu kobietom.

W 2009 r. zasiadła w Knesecie z ramienia Likudu. Od razu zwróciła swoim zachowaniem uwagę mediów i stała się ulubionym źródłem soczystych cytatów lądujących na okładkach gazet. Choć dziennikarze okrzyknęli ją antyintelektualistką, nie uchodzi ich uwadze, jak umiejętnie dba o swój wizerunek medialny. I jak politycznie na tym wygrywa. Bywa też nieprzewidywalna. Choć słynie z konserwatywnego, prawicowego światopoglądu, mocno wspiera środowisko LGBT. Zasłynęła tym już w armii, gdzie walczyła o prawa dla oficerów o odmiennej orientacji seksualnej. Izraelscy komentatorzy nie pozostawiają jednak na niej suchej nitki.

Więdnące elity

Nie można przy tym oprzeć się wrażeniu, że Miri Regev jest właściwą osobą na właściwym miejscu.

Reprezentuje w końcu kondycję kultury społeczeństwa, które staje się coraz bardziej prawicowe, przewrażliwione na swoim punkcie, agresywnie reagujące na najmniejszą krytykę. Potrzebuje cenzury, by móc się obronić. Świat kultury, który z założenia ma być oknem na świat, staje się częścią systemu opresji. Dlatego musi przegrać. Publicysta Asher Schechter w komentarzu dla dziennika „Haaretz” napisał: „Szczera do bólu nienawiść Regev względem wszystkiego, co subtelne lub wymagające wysiłku intelektualnego, sprawia, że trudno nie zauważyć w decyzji Netanjahu o nominowaniu jej na urząd ministra kultury okrutnego żartu z więdnącej elity kulturalnej Izraela”. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Ur. w 1987 r. w Krakowie. Dziennikarka, stała współpracowniczka „Tygodnika Powszechnego” z Izraela, redaktorka naczelna polskojęzycznego kwartalnika społeczno-kulturalnego w Izraelu „Kalejdoskop”. Autorka książki „Polanim. Z Polski do Izraela”, współautorka… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2015