Imigranci potrzebni od zaraz

Dr Izabela Grabowska-Lusińska z Ośrodka Badań nad Migracjami UW: Polska polityka migracyjna reaguje na rzeczywistość, zamiast ją przewidywać. Jeśli zależy nam na większej liczbie cudzoziemców, powinniśmy czerpać z doświadczeń krajów europejskich, które już dawno stały się krajami imigracyjnymi. Rozmawiał Przemysław Wilczyński.

11.08.2009

Czyta się kilka minut

PRZEMYSŁAW WILCZYŃSKI: Czy Polska potrzebuje większej liczby imigrantów?

IZABELA GRABOWSKA-LUSIŃSKA: Trudno w sposób wartościujący odpowiedzieć - przynajmniej na tak ogólnym poziomie -  czy imigracja jest dobra, czy zła. Z ekonomicznego punktu widzenia jest korzystna. Badania wskazują, że nawet w okresie wzrastającego bezrobocia obecność imigrantów jest dla gospodarki korzystna, ponieważ istnieją sektory, w których rodzimi pracownicy nie chcą już podejmować pracy albo podejmują ją niechętnie (np. rolnictwo, do pewnego stopnia budownictwo i tzw. sektor usług domowych). Oczywiście również z punktu widzenia społeczno-kulturowego napływ cudzoziemców do kraju, który od międzywojnia jest jednolity etnicznie i antropologicznie może być tylko wzbogacający, a także osłabiać postawy ksenofobiczne.

Emigracyjny boom po wejściu Polski do Unii Europejskiej sprawił, że temat imigracji został zepchnięty na drugi plan. Po dwudziestu latach od transformacji gospodarczej, w dobie globalnych migracji, staje się jednak równie ważny. Ośrodek Badań nad Migracjami UW ogłosił kilka tygodni temu wyniki projektu badawczego na temat perspektyw imigracyjnych w Polsce. Projekt ten jest, przynajmniej w polskich warunkach, wyjątkowy.      

Trwające dwa i pół roku badania, prowadzone pod kierownictwem naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego, skupiły ośrodki z Austrii, Francji, Grecji, Hiszpanii, Portugalii, Czech, Węgier i Włoch. Rzeczywiście, rzadko się zdarza, że poważne, międzynarodowe badania inicjują i koordynują Polacy. W projekcie chodziło o prześledzenie procesu przemiany krajów z emigracyjnych w imigracyjne, procesu, który w krajach Europy Zachodniej następował najwcześniej, w krajach południowych stosunkowo niedawno, a w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym u nas, dopiero trwa bądź jest przed nami.

Kraj imigracyjny czy kraj imigracji netto, to taki, w którym liczba imigrantów przekracza liczbę wyjeżdżających. Ale nie jest to jedyne kryterium określania migracyjnego statusu krajów.  

Wskaźnik migracji netto rzeczywiście nie zawsze jest adekwatny. Np. kraje z południa Europy, takie jak Hiszpania czy Portugalia, zostały przez nas uznane za nowe kraje imigracyjne, choć zmiana ich statusu liczona jedynie wspomnianym wskaźnikiem nastąpiła ok. 30 lat temu. Było to jednak mylące, bo wśród przyjeżdżających wielu było migrantów powrotnych. Zatem trzeba też brać pod uwagę inne czynniki: typy i wzorce migracji, osiedlania się, mechanizmy polityki migracyjnej czy stosunek opinii publicznej do przyjezdnych. Poza tym, by kraj stał się krajem imigracyjnym, napływ ludności musi być umasowiony, trwały i zróżnicowany etnicznie.

Jakie prawidłowości zdecydowały o tym, że kraje europejskie - najpierw te ze "starej" Unii, później z południa Europy - stawały się krajami imigracyjnymi?

Duże znaczenie miał spadek wielkości populacji. Kolejny czynnik to struktura rynków pracy - stały się one zależne od obcej siły roboczej. Były też czynniki związane z polityką migracyjną, która może kształtować napływ cudzoziemców. Nie bez znaczenia były też oczywiście czynniki polityczne: przechodzenie z reżimów, w tym komunistycznych, do demokracji i związane z tym wprowadzanie gospodarek rynkowych.

Polsce, jak prawie żadnemu europejskiemu krajowi, daleko do statusu kraju imigracyjnego.

Statystyki dotyczące imigrantów w Polsce różnią się w zależności od definicji. Jeśli chodzi o imigrantów legalnych, liczba ta kształtuje się w granicach 20 tys. w skali roku. Z kolei dokładna skala imigracji nielegalnej jest nieznana: istniejące szacunki są bardzo rozbieżne, a ich wiarygodność często pozostawia wiele do życzenia. Jeśli brać pod uwagę liczbę zatrudnionych na polskim rynku pracy i opierać się na ostatnim spisie ludności oraz badaniach naszego ośrodka, imigranci stanowią w Polsce jedynie 0,2 proc. populacji. Jeśli chodzi o typ imigrantów, polska specyfika to "ptaki przelotowe", przyjezdni, którzy nie decydują się na stały pobyt w naszym kraju. Tego rodzaju imigranci - nawet gdyby było ich bardzo wielu - z pewnością nie zdecydują o zmianie statusu naszego kraju z emigracyjnego na imigracyjny.

Dlaczego w Polsce, w której rozwój gospodarczy oraz losy polityczne były porównywalne z innymi krajami "bloku wschodniego", napływ imigrantów jest tak niewielki? Na Węgrzech i w Czechach - a te właśnie kraje zostały w projekcie badawczym zestawione z Polską - napływ ten jest wielokrotnie większy.  

W Czechach cudzoziemcy stanowią 6 proc. zatrudnionych, na Węgrzech jest ich ok. 2,5 proc.  I choć statystyki dotyczące Węgier mogą być nieco mylące - wielu imigrantów stanowią etniczni Węgrzy, którzy powracają do kraju z państw ościennych - to przypadek Czech w zestawieniu z Polską jest rzeczywiście ciekawy.

Kluczowa wydaje się być kwestia polityki migracyjnej, która u naszych południowych sąsiadów od dawna zachęca imigrantów do przyjazdu. Również ważny jest charakter miejsca, do którego imigranci przybywają. Praga, w której skupia się większość czeskiej imigracji, jest atrakcyjną pod wieloma względami i cenioną w świecie metropolią, czego nie można powiedzieć ani o Warszawie, ani o żadnym innym polskim mieście. Gdybyśmy połączyli Kraków, Warszawę i Wrocław, być może w sensie atrakcyjności dla przyjezdnych moglibyśmy się porównywać z Pragą. Stolica Czech to nie tylko lepsza infrastruktura i warunki do osiedlenia, ale też znacznie większa atrakcyjność usługowa: turystyka w tym mieście ma prestiż na całym świecie.

Istotne w tym porównaniu jest też poczucie swobody funkcjonowania na rynku pracy: w Polsce uregulowania w tym zakresie do 2006 r. były bardzo restrykcyjne. Chodziło głównie o problemy z zatrudnianiem pracowników sezonowych: każdy zatrudniony musiał mieć zezwolenie na pracę, a procedura jego otrzymywania była skomplikowana. Poza tym obowiązywała zasada, że pracodawca w pierwszej kolejności szuka pracownika wśród Polaków, a dopiero potem, jeśli ich nie znajdzie, może zatrudnić cudzoziemca. Teraz sytuacja jest nieco inna - można zatrudniać pracowników sezonowych na 3 miesiące, a w niektórych sektorach nawet na 6 w ciągu 12 miesięcy - ale minęło zbyt mało czasu, by efekty zmian stały się widoczne.

Jakie są wnioski z badań koordynowanych przez Ośrodek? Co się musi stać, by Polska choćby zbliżyła się do stanu równowagi między przyjeżdżającymi a emigrantami?

Polska polityka migracyjna reaguje na rzeczywistość, zamiast ją przewidywać. Jeśli zależy nam na większej liczbie cudzoziemców, powinniśmy czerpać z doświadczeń krajów europejskich, które już dawno stały się krajami imigracyjnymi. Ważne jest, by nie przeszkadzać pracodawcom w swobodzie zatrudniania cudzoziemców, prowadzić aktywną politykę rekrutacyjną, nakierowaną na grupy imigrantów, na których nam zależy, sprzyjać legalnemu samozatrudnieniu cudzoziemców i nie stwarzać barier integracyjnych dla tych, którzy swoje życie wiążą z Polską: pomagać w dostępie do szkolnictwa, służby zdrowia, administracji regionalnej i lokalnej

Kolejna istotna sprawa to określenie, na jakiej imigracji nam zależy. Jeśli na osiadłej, to zróbmy wszystko, by jej sprzyjać, choćby wprowadzając mechanizmy integracyjne. Dotychczasowe działania świadczą o tym, że rządzącym chodzi jednak przede wszystkim o "ptaki przelotowe". Co do imigrantów osiadłych, najwięcej środków wydajemy na sprzyjanie imigracji osób z polskimi korzeniami. W tę strategię wpisuje się sprzyjająca polityka repatriacyjna oraz Karta Polaka. Z punktu widzenia rynku pracy nie są to działania  przynoszące ekonomiczne efekty.

Polityka migracyjna zorientowana na przyciąganie "ptaków przelotowych" jest polityką a la carte, w której z imigracji czerpiemy tylko to, co jest w danym momencie dobre dla gospodarki. Nie inwestujemy w imigrantów na przyszłość, a wiemy, że "ptaki przelotowe" mogą sobie polecieć dalej. My wówczas zostaniemy z poważnymi niedoborami na rynku pracy, pogłębianymi sytuacją demograficzną, w tym starzejącym się społeczeństwem i powiemy: "Ale my chcieliśmy imigrantów...".

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]