Historia w centrum kampanii?

W chwili, gdy ten numer "Tygodnika" będzie drukowany, marszałek Sejmu - pełniący obowiązki prezydenta - będzie miał jeszcze trzy dni (do 30 kwietnia) na decyzję w sprawie nowelizacji ustawy o IPN. W chwili, gdy ten numer "Tygodnika" będzie czytany, decyzja Bronisława Komorowskiego będzie już pewnie znana. I niezależnie od tego, jaka będzie - czy marszałek ustawę podpisze (bądź już podpisał), czy też skieruje (skierował) ją do Trybunału Konstytucyjnego, jak uczyniłby zapewne zmarły prezydent Lech Kaczyński - jej polityczne konsekwencje będą wykraczać dalece poza spór o to, czy nowelizacja jest sensowna i jakie może mieć skutki dla funkcjonowania Instytutu. Od decyzji Komorowskiego zależeć może bowiem także i to, jak będzie wyglądać prezydencka kampania wyborcza.
Czyta się kilka minut

Nowelizacja ustawy o IPN budzi wątpliwości - nie tylko z powodu stopnia uzależnienia przyszłego kierownictwa Instytutu od rządzącej większości, ale też z racji dziwnych mechanizmów zarządczych, które stwarza (szerzej pisałem o tym w komentarzu w "TP" 13/10). Jednak zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy tej nowelizacji zgodziliby się chyba, że dla dobra IPN-u i dla dobra debaty o historii byłoby lepiej, aby jedno i drugie nie stało się przedmiotem prezydenckiej kampanii, siłą rzeczy traktowanym instrumentalnie i zgodnie z polaryzującą logiką. Byłoby lepiej także dlatego, że - mimo wszystkich różnic - w kwestii oceny okresu 1945--89 Bronisława Komorowskiego i Jarosława Kaczyńskiego więcej dotąd łączyło, niż dzieliło. Wolno sądzić, że w tej konkretnej kwestii wybór między Komorowskim a Kaczyńskim - to dla wielu wyborców żaden wybór.

Jeśli Bronisław Komorowski podpisze nowelizację ustawy o IPN, automatycznie elementem zaczynającej się kampanii może się stać nie tylko przyszłość IPN-u, ale w ogóle ocena komunistycznej przeszłości, ocena rozliczeń z PRL, polityka historyczna itd. Skierowanie ustawy do Trybunału zdjęłoby ten temat z politycznej agendy aż do orzeczenia Trybunału - a więc zdjęłoby go z agendy prezydenckiej kampanii. Oczywiście, po jakimś czasie musiałby on wrócić do parlamentu i do publicznej debaty. Ale już w innych okolicznościach.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 18/2010