Groza wojny, smak świata

Michał Giedroyć: NA KRAWĘDZI KRATERU - historie nieopowiedziane umierają wraz z ich świadkami - a o tylu sprawach bano się u nas mówić i nie można było pisać! Tym większą wartość ma każdy fragment ocalonej pamięci. Cóż dopiero, gdy ktoś umie opowiadać tak jak Michał Giedroyć.
Czyta się kilka minut

"Na krawędzi krateru", opowieść o dramatycznym losie wpisującym się w wojenne dzieje Polaków, ma pewne cechy wyjątkowe. Autor, urodzony w 1929 roku, od osiemnastego roku życia mieszka w Anglii. Tam założył rodzinę, wtopił się w angielskie społeczeństwo, odniósł sukces zawodowy. Po angielsku też napisał wspomnieniową książkę; jej polska edycja jest niemal równoczesna z oryginałem.

Podwójność to nie tylko formalna - arcypolska, a trochę też litewsko-białoruska biografia przedstawiona została z iście angielską powściągliwością i dyskretnym poczuciem humoru. Brak zbędnego patosu tym mocniej wydobywa - tam gdzie trzeba - dramatyzm, a równocześnie lepiej pozwala wczuć się w sytuację dziesięcioletniego chłopca, którego stabilny, uporządkowany świat nagle rozsypuje się w gruzy, dorastanie zaś jest zarazem testem zdolności adaptacyjnych czy po prostu siły przetrwania.

Potomek litewskich rodów Połubińskich i Giedroyciów, syn Anny z Szostakowskich i Tadeusza Giedroycia, prawnika i senatora II RP, dzieciństwo spędził w klasycystycznym dworze w Łobzowie na północny wschód od miasteczka Dereczyn, na terenie dzisiejszej Białorusi. Majątki Łobzów i sąsiadujący Kotczyn, zrujnowane przez wojnę i złe zarządzanie, zostały przez Annę i Tadeusza podniesione z upadku i w chwili wybuchu kolejnej wojny znajdowały się w niezłym stanie. Stosunki zaś między polskim dworem a białoruską wsią były na tyle dobre, że gdy 17 września 1939 r. wkroczyła Armia Czerwona, mieszkańcy Łobzowa ocalili życie "wrogom ludu" i póki mogli, wspomagali ich materialnie.

20 września 1939 r. Giedroyciów uwięziono. Anna z dziećmi wkrótce wyszli na wolność; Tadeusz pozostał w więzieniu. Przeniesiony do Mińska, torturowany, został zamordowany tuż po rozpoczęciu wojny niemiecko-sowieckiej. Jego żona, dwie córki i syn znaleźli schronienie najpierw w Dereczynie, potem w Słonimie, w kwietniu 1940 r. deportowano ich do północnego Kazachstanu. W rok po zawarciu układu Sikorski-Majski, latem 1942 r. przedostali się do Azji Środkowej, a stamtąd z armią Andersa do Teheranu. Na początku 1944 r. Michał wstąpił do Junackiej Szkoły Kadetów w Palestynie, którą ukończył latem 1946. Jego matka i siostry mieszkały już wtedy w Bejrucie. Latem roku następnego wyruszył do Anglii na studia. 1 sierpnia 1947 statek "Empire Ken" wpłynął do portu. "Mglisty poranek w dokach Southampton był początkiem reszty mojego życia" - pisze Michał Giedroyć, kończąc w tym miejscu swoją książkę.

Tyle suche streszczenie, które niewiele daje. Wielką bowiem siłą tej opowieści są szczegóły. Autor równie żywo umie oddać klimat szczęśliwego dzieciństwa, jak i lat tułaczki, życie dworu na Nowogródczyźnie, jak i bytowanie na kazachskim stepie. Pięknie portretuje swoją niezwykle dzielną matkę i innych bliskich, ukochaną nianię Marteczkę, szlachetnego Rodiona Samojłowa - gospodarza chaty nad jeziorem Kubysz. Chłopców z sowieckiej szkoły i kolegów-kadetów.

Wrażliwy na konkret, na zapachy, kształty i kolory (choć przyznaje się do częściowego daltonizmu), łączy perspektywę dziecięcej pamięci z wiedzą dojrzałego człowieka, a przy tym erudyty. Oglądamy przeszłość zarazem z bliska i z dystansu: opis krochmalonych fartuszków Marteczki i futrzanego kołnierza jej płaszcza sąsiaduje z genealogią Giedroyciów, zapamiętanemu obrazowi Łobzowa towarzyszy dygresja na temat litewskich dworów i pałaców, a wspomnienie wędrówki przez Azję Środkową i Bliski Wschód każe przywołać postać Aleksandra Wielkiego i greckie nazwy rzek Amu-daria i Syr-daria. "Jako doświadczony historyk, Giedroyć potrafi połączyć obserwacje nastolatka z refleksjami dojrzałego analityka wydarzeń" - zauważa we wstępie Norman Davies. Dodajmy, że okazuje się przy tym dobrym pisarzem. A przekład Michała Ronikiera jest jak zwykle znakomity. (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010, ss. 438.)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”