Goryle górskie opiekują się sierotami

U goryli górskich obowiązki wychowawcze mogą brać na siebie inni członkowie stada, w tym samiec alfa.
Czyta się kilka minut

U wielu gatunków ssaków utrata matki kończy się dla niesamodzielnego potomstwa bardzo źle. Nawet jeśli osierocone młode nie padną łupem drapieżników, to mogą wolniej się rozwijać i słabiej radzić sobie w interakcjach społecznych. W efekcie w dorosłości ich dostosowanie, mierzone liczbą spłodzonego potomstwa, jest niższe niż u osobników, które cieszyły się opieką rodziców.

U goryli górskich wygląda to inaczej. Żyją one w stadach złożonych z dominującego samca (rzadziej: z kilku samców) oraz jednej lub kilku samic i ich dzieci, które są żywieniowo zależne od dorosłych do ok. 4. roku życia. Na podstawie danych zbieranych przez Fundację Dian Fossey przez 53 lata, Robin Morrison i współpracownicy ustalili, że młode, które straciły matki w wieku przynajmniej dwóch lat, w dorosłości radzą sobie nie gorzej niż wszystkie pozostałe osobniki. Badacze twierdzą, że u tych goryli więzi grupowe są na tyle silne, że obowiązki wychowawcze mogą brać na siebie inni członkowie stada, w tym samiec alfa. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 14/2021