Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Gdzie się pcha polski husarz?

Gdzie się pcha polski husarz?

18.01.2004
Czyta się kilka minut
W związku z toczącą się w kraju dyskusją na temat udziału Polski w interwencji amerykańskiej w Iraku, chciałbym podzielić się z czytelnikami “Tygodnika Powszechnego" pewnymi refleksjami zza Atlantyku. Podobnie jak szereg Amerykanów z kół uniwersyteckich od początku uważałem interwencję za bardzo szkodliwe posunięcie o daleko idących reperkusjach. Jak mówił Talleyrand, to gorsze niż zbrodnia - to błąd. Polityka Busha et consortes (Rumsfeld, Cheney, Wolfowitz) wynika z wielu przesłanek, w których osobowość prezydenta i jego bliskich odgrywa niestety dużą rolę. Zapewne jest ona w jakimś stopniu kontynuacją kierunku imperialistycznego, o czym pisał ostatnio w swym bestsellerze “Hegemony or Survival. America’s Quest for Global Dominance" Noam Chomsky. Doprowadzono ją jednak do skrajnej formy. Hipokryzja władz, nawet jeśli jest prawie zawsze nieodłączna od polityki, bije rekordy. Rezultatem jest izolacja USA w świecie, której towarzyszy rekordowe zadłużenie kraju.
T

Tak jak w tej wojnie Waszyngtonowi nie chodziło głównie o “uwolnienie" Iraku od okrutnego dyktatora - nie zapominajmy, że po zagazowaniu przez niego Kurdów amerykańska pomoc dla Bagdadu się ponoć zwiększyła - tak dyplomacja polska nie włączała się do akcji po stronie USA z idealistycznych pobudek. Ale i te względy, którymi się kierowano, można skwitować słowami Boya: “gdzie tylko nie było potrzeba, wszędzie się husarz polski pchał". Sięgając do historycznych precedensów, może znaleźlibyśmy je w “wyzwalaniu" Hiszpanii przez Napoleona przy udziale Legii Nadwiślańskiej i szwoleżerów. Z tym, że Bush nie jest Napoleonem.

Warszawa, jak rozumiem, oczekiwała w zamian za swą pomoc dla Ameryki (o której nota bene niewiele tu mówiono) dwóch rzeczy: wzmocnienia pozycji Polski wobec dominujących państw Unii Europejskiej i korzyści materialnych przy odbudowie Iraku. W obu wypadkach były to błędne kalkulacje, którym towarzyszyła prymitywna taktyka. Mam na myśli naiwność w zachłystywaniu się mowami prezydenta USA w Polsce - Polakom zawsze można skutecznie podbijać bębenka - przy równoczesnym antagonizowaniu Paryża i Berlina. Zamiast prowadzenia koronkowej gry proponowano Niemcom udział pod polską komendą, “odkrywano" francuskie rakiety, myląc się co do ich datowania itd.

Balansowanie między polityką proamerykańską a prounijną wymaga niestety większych talentów niż te, które objawiły się w Warszawie. Jeśli chodzi o proponowaną konstytucję UE, to formułę “Nicea albo śmierć" można porównać jedynie do “liberum veto". Rozsądne artykuły na ten temat w “Tygodniku" wydają się być głosem wołającego na puszczy. Wydaje się, że dyplomacja polska i społeczeństwo nie umieją myśleć “po europejsku".

Nie poprzestając na psuciu sobie stosunków z możnymi tego świata w ramach Unii, proponuje się ostatnio, aby wycofać polskie wojsko z Iraku. Miejmy nadzieję, że te głosy nie wpłyną na politykę rządu, gdyż posunięcie takie byłoby niezawodnym sposobem na popsucie stosunków z kolei z Waszyngtonem. Jednego błędu nie da się naprawić popełniając drugi. Kiedy się powiedziało A, trzeba powiedzieć B.

Przychodzą znów na myśl gorzkie słowa przedwojennego dyplomaty, Gawrońskiego, które jeszcze niedawno cytowałem na łamach “Tygodnika": “Brak polityki zagranicznej, brak jasno określonego programu państwowego bezpieczeństwa jest tradycją naszych dziejów". Kiedyż się od niej wyzwolimy?

PIOTR WANDYCZ, emerytowany profesor Uniwersytetu Yale

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]