Reklama

Fragment większej całości

Fragment większej całości

10.09.2009
Czyta się kilka minut
Wczorajsza kompromitująca porażka polskich piłkarzy ze Słowenią dała niektórym spośród nas wiele siły i pozytywnej energii. Po długim i upokarzającym okresie wyczekiwania Polska Myśl Szkoleniowa, wsparta solidarnie Rodzimą Myślą Komentatorską mogła nareszcie wykrzyknąć: Holender winny!

O Leo Beenhakkerze pisze także na swoim blogu Michał Okoński »

Zanim rozpoczął się pogrzeb selekcjonera reprezentacji Polski Leo Beenhakkera, były dni chwały, odrodzenia i osiągnięć. Holender zdążył otrzymać tytuł Człowieka Roku tygodnika "Wprost", odebrać z rąk prezydenta Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski oraz cieszyć się Super Wiktorem 2007 za całokształt osiągnięć.

Marsz pogrzebowy, choć zrazu słabo słyszalny, trwał jednak już wtedy. Zawsze można było liczyć na blisko czterdzieści milionów polskich selekcjonerów, których najwybitniejsi, gotowi na wszystko przedstawiciele - internauci - wieszczyli ostateczną klęskę Holendra. Zawsze można było polegać na prasowych krytykach, którzy prowadzeni przez trenerów oraz dzielnego komentatora Jana Tomaszewskiego przypominali nam o polskiej dumie narodowej.

Dlaczego Holender taki arogancki? Dlaczego nam, Polakom, mówi, co mamy robić z naszą młodzieżą? Dlaczego ze swoim holenderskim poczuciem wyższości obraża nasze boiska, urąga naszej trawie, mówiąc, że nie wyprowadziłby na nią nawet własnego psa? Dlaczego siedzi strapiony na ławce trenerskiej, podczas gdy jego odpowiednik radośnie kica przy linii bocznej?

Marsz pogrzebowy trwał, wraz z nim coraz gorzej grała reprezentacja. Był słaby występ na Mistrzostwach Europy, potem zły start w eliminacjach do mundialu, wreszcie kompromitujące występy z Irlandią i wczoraj ze Słowenią. Po pierwszym z tych występów Jan Tomaszewski wysunął postulat, by Leo Beenhakkera z Polski... deportować.

Mowa pogrzebowa

Ale grzebanie Holendra nie dokonałoby się w pełni, gdyby nie słynne podsumowania komentatora Dariusza Szapakowskiego. Wierni kibice wiedzą, o czym mowa: to wzniosłe, rozpoczynające się w okolicach 80. minuty meczu i wygłaszane na bezdechu mowy, pod koniec eliminacji zaczynające się zwykle frazą: "Koniec marzeń, koniec snów". Wczorajsza przemowa, poza literackim odniesieniami ("Pożegnanie z Afryką"), zawierała jeden nowy element: nie była, jak zwykle, zdominowana przez rytualne narzekania na tzw. całokształt polskiej rzeczywistości - słabe boiska, skorumpowanych sędziów, brak pieniędzy - ale okazała się frontalną krytyką holenderskiego szkoleniowca.

Jej zwiastuny słychać było już w pierwszej połowie meczu, ale najdoskonalszą formę uzyskała w drugiej, kiedy to komentator podał oryginalną trzeba przyznać wykładnię boiskowej nieudolności Polaków ("Ci chłopcy na boisku nie są niczemu winni"). Później była znana od wielu miesięcy pieśń.

Jak mogliśmy dać mu tyle wolności i pozwolić, by robił, co chce? Jak mogliśmy dopuścić do tego, że w kontrakcie zabrakło stosownej klauzuli? A skoro już zabrakło stosownej klauzuli, jak mógł nie wpuścić żywiołowego Lewandowskiego? Jak mógł obrażać Polską Myśl Szkoleniową, podczas gdy ta zdobyła medal w Hiszpanii? Jak mógł lekceważyć rozgrywki ligowe i pojechać na wakacje? Jak mógł trzymać na ławce Smolarka?

Te i inne fundamentalne pytania znalazły się w mowie pogrzebowej autorstwa Dariusza Szpakowskiego. Nieco później zostały wsparte przez "zgadzającego się z Darkiem" Włodzimierza Szaranowicza. "O tym Darek już mówił, używając odniesień literackich, ale godzi się jeszcze powtórzyć, że..." - mówił strapiony Szaranowicz, dodając, że polscy piłkarze poczuli się przez swojego trenera oszukani (chodziło o podjęcie, równolegle z pracą selekcjonera, pracy w holenderskim Feyenordzie Rotterdam).

Co prawda siedzący w studio Maciej Szczęsny nieśmiało napomknął, że zna kilku reprezentantów, i nic mu nie wiadomo, jakoby czuli się oszukani, ale  dysponujący tego dnia refleksem lepszym od Artura Boruca Włodzimierz Szaranowicz zamknął sprawę żołnierskim "nie zamulajmy". (Prostą wykładnię naszych piłkarskich niepowodzeń "zamulił" też kilka dni wcześniej Zbigniew Boniek, nieoczekiwanie gratulując polskim piłkarzom remisu z Irlandią i przypominając, że tzw. całokształt nie uprawnia nas do oczekiwania wielkich sukcesów reprezentacji).

Holendrowi dziękujemy

Oczywiście, trzeba oddać sprawiedliwość krytykom i powiedzieć: tak, Leo Beenhakker odpowiada za porażkę w eliminacjach; owszem, przegrał eliminacje w fatalnym stylu; zgoda, popełnił błędy i zabrakło mu cierpliwości dla mediów; może nawet - jak mówią niektórzy - za bardzo "spolszczał" i zamiast optymizmu oraz entuzjazmu dał na koniec pokaz frustracji i malkontenctwa. Ale nad trumną Holendra, na marginesie frontalnej i totalnej (w dużej mierze zasłużonej) krytyki tego szkoleniowca, należy również przypomnieć kilka podstawowych faktów.

To Beenhakker wprowadził nas, po raz pierwszy w historii polskiej piłki, do Mistrzostw Europy. Potem je przegrał, ale przed nim, w podobnym stylu, przegrał  wielką imprezę krytykujący dziś Holendra Jerzy Engel. Jeszcze później (a ściślej: wczoraj) przegrał Beenhakker eliminacje do mundialu, ale takich porażek było od 1986 r. wiele, zaś lista trenerów, którzy polegli bez sukcesu porównywalnego do osiągnięcia Beenhakkera to śmietanka stawianej przez niektórych za wzór Polskiej Myśli Szkoleniowej (po kolei: Łazarek, Strejlau, Apostel, Stachurski, Piechniczek, Wójcik, Engel, Boniek, Janas).  Warto więc może podziękować - nie tylko wymówieniem z pracy i natychmiastową deportacją - holenderskiemu trenerowi?

Podziękować za piękny sukces, ale też za to, o czy Polakom przypomniał. A przypomniał nam, że warto, budując jakość w futbolu, przestać narzekać, a zabrać się do pracy; że bez solidnego szkolenia młodzieży nie da się mieć futbolu na wysokim poziomie; że bez dobrych boisk i wyremontowanych szatni nie da się nikogo nauczyć grac w piłkę. Warto wyrazić wdzięczność, że przypomniał nam coś, co w kontekście wczorajszej porażki ze Słowenią bardzo istotne, a co w mowie pogrzebowej Dariusza Szpakowskiego znalazło miejsce tylko na marginesie: że spektakl, którym się tak pasjonujemy, a któremu na imię reprezentacja Polski, to tylko fragment większej całości.

O Leo Beenhakkerze pisze także na swoim blogu Michał Okoński »

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]