Reklama

Fin de siècle

Fin de siècle

05.06.2017
Czyta się kilka minut
Wieczorem zaciągnąłem czarne zasłony, ponieważ nie wiedziałem, na którą stronę wychodzi wielkie okno. Pokój miałem na jedenastym piętrze. Zbudziłem się koło szóstej w zupełnej ciemności.
P

Po omacku podszedłem do okna i odsunąłem ciężkie story. Widok był oślepiający. Jakbym we śnie przeniósł się kilka tysięcy kilometrów. Do Bagdadu, do Damaszku, do jednego z tych niespokojnych miejsc, które pokazuje telewizja. Kamera najczęściej ustawiona jest na wzgórzach nad miastem, a w oddali wznoszą się słupy dymu. Tutaj właśnie tak było, tylko bez pożarów i eksplozji: oślepiająco białe blokowiska, poziome, kanciaste linie wynurzające się jedna za drugą, wstępujące na wzniesienia w nierównym, ale wyrazistym rytmie. I ta biel: twarda, ostra, nieustępliwa, zwiastująca długi, rozżarzony od upału dzień. Bo słońce wstawało za plecami hotelu i patrzyłem wzdłuż jeszcze niskich promieni, wprost na zachód, w lustra betonowych ścian.

Ale to były Koszyce. Stąd ta nieobecność eksplozji i pożarów. Każdy ma taki Bagdad i Damaszek, na jakie zasłużył. Na zielonych wzgórzach otaczających...

4320

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

I niestety prawdziwe.

Hmmm … chcę nieśmiało zauważyć, że jestem wyjątkiem potwierdzającym regułę. Nie tylko że mam w pokoju małą słowacką flagę, to jeszcze znam na pamięć słowacki hymn … No dobrze, pierwszą zwrotkę  A wszystko przez ten zachód. Często zastanawiałem się jak go właściwie tak w skrócie określić, jak pojąć. I wypadło mi na starożytnych Greków. Co ci właściwie zrobili to przeciwstawili się podpierającej się mitem tyranii. Jest też właściwie zagadką, jak doszło do tego przebudzenia się świadomości, ważne jest jednak że miało one miejsce i dlatego do dziś spoglądamy z szacunkiem na te wszystkie kolumny i marmurowe popiersia. A żeby przeciwstawić się mitowi potrzebny jest rozum: czy aby na pewno Bóg ma postać człowieka i głowę krokodyla i czy na pewno daje on ostateczne powody aby targać na plecach kamulce na budowę świątyń i pozwolić się w jego imię koszarować ?. Dalsza historia zachodu jest pewnie jedynie komentarzem. Zachód jest w każdym razie tam gdzie rozum przeważa nad mitem, a tam gdzie mit panuje nad rozumem, tam jest pewnie wschód

Możliwie jednak, że żyjemy w momencie w którym rozum doszedł do ściany, czego architektura Corbusiera i Bauhausu jest manifestacją. Że trafne oszacowanie powierzchni i nasłonecznienia nie jest samo w sobie osiągnięciem świadczy już tylko łatwość, z jaką te pomysły zostały zaadoptowane w reszcie świata w formie blokowisk. Tymczasem mit wraca ze zdwojoną siłą, w coraz to pokraczniejszych formach. Kiedy już bowiem zachód wyjdzie z pracy i oderwie się od polityki, to potrzebuje podróży do Indii albo do Ameryki Południowej. Potrzebuje narkotyków, albo choćby obecności wielkiej stopy i człowieka ćmy albo ufoludków w tajemnym rządzie światowym. Nie za bardzo jednak potrafi znaleźć obecnie jakąś własną odpowiedź czy pożenić rozum z tym co go przekracza. Nie do końca radzi sobie też z własną emocjonalnością, produkując co jakiś czas masakro – strzelaniny albo inne dni chaosu. Wreszcie raz przestał być samym sobą w ramach III Rzeszy.

Ależ Szanowny Pan komunały popycha z tymi Indiami czy narkotykami. Zachód jeździ po świecie bo go na to stać, a narkotyki były, są i będą najlepszym (poza psem, oczywiście...) przyjacielem człowieka, vide np. konsumpcja gorzałki w Polsce na przestrzeni dziejów. Człowiek ćma - no jasne. A o człowieku co umarł i ożył Pan słyszał? I jeszcze ten masakro-fragment z III Rzeszą!.. Człowiek, proszę Pana, został przez Stwórce ulepiony na Jego obraz i podobieństwo - i tu żadnych innych wydumanych spekulacji nie trzeba. Bóg tak ma to i my mamy. I nie ma na to rady, no chyba, że za milion lat ewolucji.

Wiedeń i Bratysławę dzieli w każdym razie tylko sto kilometrów. Nie mogłem tak raz w czas nie wpaść. Przypominała średnie polskie miasto, jakie zapamiętałem z okresu na krótko przed transformacją. Była w każdym razie odpoczynkiem od napięć o ile nie demonów jakie rozciągały się i hasały od Hohenau po Los Angeles. Środkowoeuropejska „bubble” poza głównym nurtem zdarzeń. Na Hrad przychodziły, trzymając się za ręce, jedna para za drugą. I choć byłem tam niedawno, to wciąż wypadło mi na to, że postanowiła się nie zmieniać. I nie wiadomo w jakim kierunku pójdziemy my. Rzeczywistość w każdym razie coraz bardziej przeczy naszemu cierpiętnictwu. Czy iść za ciosem i zafundować sobie powiedzmy jakąś parkę lotniskowców, powiedzmy ORP Koniecpolski i ORP Branicki, które broniłyby naszych słusznych interesów ? W końcu dopuszczono nas właśnie do Rady Bezpieczeństwa ONZ, mamy jedną z większych armii świata – bodajże 16 miejsce. Kiedy odsłuchamy już wszystkie stare płyty i jak się już nam one do końca znudzą, to niewykluczone że faktycznie wstaniemy z kolan. Słowacy już się przecież pytają co o nich myślimy. Ale może też – jak zauważył Martin Buber – sukces nie jest imieniem Boga. A Słowacja może nam przypomnieć, że określano nas też jako Po – lan- yah, jedna z możliwych transkrypcji: miejsce gdzie Bóg odpoczywa.

Mam trochę inną diagnozę, dlaczego nic nie myślimy o Słowakach, bo nic nam się nie kojarzy kulturowo. Czesi też nam nie zrobili porządnej krzywdy, a proszę bardzo myślimy o nich całkiem sporo, bo proszę bardzo i "Przygody dobrego wojaka Szwejka" i Karel Gott, a nawet Irzi Korn, no i "Pociągi pod specjalnym nadzorem" , a jeszcze Rumcajs i Hanka itp, itd. Dużo tego. A u Słowaków no raczej nic, żadnej fajnej książki, piosenki, filmu. Nawet Pan przywołuje węgierskiego pisarza (S. Marai), żeby coś wytłumaczyć. Kultura to obraz naszej duszy, jest potężnym narzędziem identyfikacji. A poza tym Pańska narracja to fenomenalny język obrazu, Pan pisze obrazami, soczystymi, barwnymi, czytając Pana zawsze jestem tam, gdzie Pan, dziękuję.

aby wspomnieć wspaniałego Petra Zelenkę, w szczególności jego 'Rok diabła' z Jarkiem Nohavicą - no i samego genialnego Jaromira.

Prawdopodobnie dla większości Polaków Słowacja jeśli już istnieje, to jako takie trochę uboższe Czechy. Pouczający jest rozdział "Kultura" w artykule w Wikipedii dotyczącym Słowacji. Wymieniono w nim jedynie obiekty wpisane na różne listy UNESCO, w tym najbardziej znany instrument z tego kraju, zwany fujarą.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]