Fakty i fikcje

W dyskusji o filmie "Bezmiar sprawiedliwości" ("TP" nr 11/07) pan Włodzimierz Wróbel mówi o obrazie, że jest niewiarygodny. Występowałem w przedstawionym w filmie procesie przed sądem wojewódzkim we Wrocławiu (w sprawie o sygn. akt III K 104/91), w której 13 marca 1992 r. zapadł wyrok uznający Jana S. winnym popełnienia zbrodni zabójstwa. Wymierzono mu karę 25 lat pozbawienia wolności i 10 lat pozbawienia praw publicznych. Oskarżony miał trzech obrońców, a sprawa była przedmiotem kontroli odwoławczej sądu apelacyjnego we Wrocławiu, który wyrokiem z 15 października 1992 r. (w sprawie o sygn. akt II Akr 221/92) zaskarżony wyrok utrzymał w mocy, uznając argumenty zawarte w rewizjach za bezpodstawne. Być może po zbadaniu akt pan Wróbel przestałby mówić o przedmiocie filmu jako "bajce prawniczej", wierząc widać w siłę weryfikacji wyroków przez sądy odwoławcze. U podstaw jego poglądów leży zapewne zbyt duża wiara w nieomylność sądu. To przejaw rozziewu między światem teorii i praktyki prawa, wyrażający się m.in. w kreowanym przez sędziów stosunku do wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem sędziowie nie są nadludźmi, też popełniają pomyłki, pracując w określonych realiach osobistych, społecznych i politycznych.
Czyta się kilka minut

Środowisko sędziowskie gwarantuje, co do zasady, prawidłowe stosowanie prawa, choć czasami trzeba czekać wiele lat na wydalenie ze służby sędziowskiej tych, którzy sprzeniewierzyli się zasadom niezawisłości i właściwego odnoszenia się do gwarancji praw procesowych stron (przykładem jest choćby sprawa sędziego sądu wojewódzkiego w Gdańsku, prowadzącego w 1985 r. proces Władysława Frasyniuka, Bogdana Lisa i Adama Michnika). Wiara dr. Wróbla w nieomylność sędziowską musi doznać pewnego ograniczenia, zwłaszcza że, jak sam słusznie stwierdził, sądowy wymiar sprawiedliwości to żmudne poszukiwanie przy pomocy prawa tego, co jest najbliższe prawdy. To rozstrzygnięcie najbliższe sumieniu sędziego, ale też próbujące znaleźć kompromis dla sprzecznych, ujawnionych podczas procesu interesów. Nasz scenariusz i pomysł filmu w konsekwencji potwierdza więc stanowisko dr. Wróbla. Film jest oparty o elementy procesu, który miał faktycznie miejsce, ale opowiedziano go z punktu widzenia różnych ról procesowych. W tej właśnie części obraz jest filmem fabularnym, ale nie pozbawionym związku z praktyką wymiaru sprawiedliwości.

Co do faktów, w czasach rozpoznawania sprawy nie było jeszcze kasacji; oskarżony mógł się jedynie ubiegać o rewizję nadzwyczajną. Minister sprawiedliwości nie skorzystał jednak z prawa jej wniesienia, dlatego też sprawa nie była rozpatrywana w Sądzie Najwyższym. Jeden z obrońców skazanego, mecenas Henryk Rossa, udzielając wywiadu po premierze filmu, żałował, że sprawa przed Sąd Najwyższy nie dotarła.

ANDRZEJ MALICKI, adwokat, współscenarzysta filmu "Bezmiar sprawiedliwości"

***

W rozmowie ze Zbigniewem Bujakiem spieraliśmy się o to, czy film Wiesława Saniewskiego można traktować jako obraz i diagnozę problemów trapiących współczesny wymiar sprawiedliwości. Twierdziłem, że nie, bowiem nagromadzenie patologii sądowych i adwokackich jest w nim tak duże, iż czynią one ów obraz i diagnozę niewiarygodną. Proponowałem odczytywanie filmu w kategoriach moralitetu zderzającego pewne postawy etyczne w scenografii procesu sądowego. W tym sensie film pozostaje dla mnie "bajką prawniczą" z morałem. Co nie wyklucza, że taki proces sądowy jak opisywany w filmie mógł się wydarzyć. Na pewno nie jest to jednak codzienność polskiego wymiaru sprawiedliwości, ani też powszechne jego problemy.

WŁODZIMIERZ WRÓBEL

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 15/2007